71. Opuchnięte bąble.
-Wiem.
-Chcesz tego?
-Chcę.
-Wiesz, że przy dotknięciu, w twoją skórę, wbiją się te malutkie igiełki, wywołując potworny, piekący ból, a zaraz później pojawią się brzydkie, opuchnięte bąble?
Szarpnęła się w nagłym skurczu całego ciała.
-Tak, wiem o tym, - powiedziała cicho.
-Mimo to, chcesz tego?
-Tak.
Ostrożnie chwyciłem odcięty kawałek w dwa palce. Wygiąłem go w niewielki pałąk. Patrząc, raz na jej twarz, raz na brzuch, powoli zbliżyłem się do niej. Patrzyła. Nawet na chwilę nie spuściła wzroku z moich rąk. Drżała. Zatrzymałem się na krawędzi łóżka.
-Czy, naprawdę, tego chcesz? Masz jeszcze szansę się wycofać, - powiedziałem prowokacyjnie.
Naprężała i rozluźniała mięśnie swojego brzucha.
-Tak, chcę tego. Daj mi to wreszcie.
Skrzywiła twarz w nerwowym uśmiechu.
-Dobrze. Jak sobie życzysz. W takim razie od czego mam zacząć?
Uśmiechnęła się bardziej naturalnie.
-Tak, jak mówiłeś, doktorku, w pierwszej kolejności pępek.
-Dobrze. Przygotuj się.
Pochyliłem się nad nią. Palcami lewej dłoni rozciągnąłem skórę wokół jej pępka. Powoli zbliżyłem zawartość prawej. Delikatnie dotknąłem w samym środku.
Jej reakcja była natychmiastowa i gwałtowna. Jak epileptyk, szarpnęła się w mocnym skurczu, a z jej gardła wydobył się nieartykułowany dźwięk. Coś na kształt stęknięcia.
-Hk!
W tym momencie, odwróciłem wzrok od jej brzucha i spojrzałem na twarz. Po chwili serdecznie się do niej uśmiechnąłem.
-Spokojnie, to dopiero początek. Takie, delikatne muśnięcie na przywitanie.
Wypuściła powietrze z płuc. Stopniowo zaczynała się rozluźniać. Odwróciłem pokrzywę pod odpowiednim kątem i dotknąłem po raz drugi. Tym razem nieco bardziej zdecydowanie, ale wciąż ostrożnie i delikatnie.
Jej zachowanie było identyczne, jak poprzednio tyle, że bardziej gwałtowne. Po wszystkim rozluźniła się i pokazała zęby w szczerym, aczkolwiek przesiąkniętym bólem, uśmiechu.
-Szybko się przyzwyczajasz, ale to dobrze. Jesteś w stanie znieść więcej, niż mi się na początku wydawało. Nasza zabawa potrwa trochę dłużej.
Bez uprzedzenia dotknąłem po raz trzeci. Tym razem zajęło to dobrych kilkanaście sekund. Chcąc go całkowicie już w eksploatować, przechylałem ogonek raz w jedną raz w drugą stronę. Wiedziałem, że bąbli będzie dużo więcej.
Tak jak wcześniej, szarpnęła się w silnym skurczu, nie miej swoje reakcje trzymała w ścisłych ryzach, nie pozwalając im się wymknąć spod kontroli.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że cierpienie jest bardziej dotkliwe niż poprzednio. Zacisnęła szczęki, a w jej oczach pojawiły się łzy.
-Mam przerwać? - spytałem.
Pokręciła głową i uśmiechnęła się. Tym razem, wróciłem do stolika i odłożyłem zużyty kawałek pokrzywy. Wziąłem żyletkę i uciąłem kolejny.
Był to odcinek łodygi, kilkakrotnie grubszy, a jego powierzchnię pokrywały wyjątkowo długie i sztywne włoski.
-Chyba znalazłem dla ciebie coś odpowiedniego. Już od samego patrzenia biegają mi dreszcze po plecach. Zobacz, - powiedziałem.
Powoli odwróciłem się do niej przodem. Spojrzałem na jej pępek. W samym środku, tam gdzie przed chwilą dotknąłem pokrzywą, były już dwa solidne bąble. Mimo to, nie zamierzałem zmieniać miejsca. Miała to poczuć bardzo dokładnie.
Dotknąłem jeszcze raz w samym centrum. To był strzał w dziesiątkę. Z wrażenia uniosła biodra nad powierzchnię materaca.
-Uuuuuaaaaahhhh!!! - wyrwało się z jej gardła.
Nie zamierzałem dawać jej jeszcze czasu na odpoczynek. Drażniąc pokrzywą jej pępek, starałem się objąć coraz większą powierzchnię wokół niego. Robiąc to, obracałem kawałkiem łodygi w swoich palcach w taki sposób, aby świeże włoski cały czas znajdowały się od strony jej skóry.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz