Szukaj na tym blogu

3 marca 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

55. Miejsce do uprawiania seksu.


Słowem kluczowym do dalszej części tego opowiadania będzie: garaż. W tym miejscu pasowałoby dodać, że na każdym budowanym teraz osiedlu w piwnicach jest duży garaż. Są różne: jedno, dwu, lub trzypoziomowe. Niemniej wszystkie mają pewne cechy wspólne. Oprócz komórek lokatorskich, znajdują się tam też pomieszczenia techniczne, takie jak kanciapa konserwatora i sprzątaczek. Tam też tak było.
Często korzystaliśmy z pomieszczenia sprzątaczek. Pamiętam, że na samym początku była tam nawet lodówka. Zresztą, jedyna. Jeszcze nie mieliśmy swojej na portierni. Dopiero później ten sprzęt załatwił nam pan na Głąbek. Tak więc, na samym początku trzymaliśmy tam swoje jedzenie. Było to dosyć problematyczne, bo ze wszystkim trzeba było biegać na dół, ale dało się przyzwyczaić.  
U sprzątaczek była też wielka, wygodna sofa. Duży skórzany i solidny mebel, który ktoś kiedyś wywalił do śmietnika, a teraz zyskał nowe życie. Dzięki tej kanapie, noce stawały się dużo lżejsze. Po prostu chodziliśmy tam przyciąć tak zwanego komara, kiedy oczy zaczynały się kleić. Na portierni nie dało się tego zrobić, bo była ta pieprzona kamera. Tam, w tym małym pomieszczeniu, które było też węzłem cieplnym, było bardzo przyjemnie i temperatura odpowiednia do spania bez przykrycia.  
Na sam koniec mojej pracy na tym osiedlu, praktycznie bez żadnego skrępowania, chodziłem tam na dwie trzy godzinki, aby nieco odpocząć. Oczywiście, wszystko trzeba było robić z głową. Powiedzmy sobie, pan Gołąbek zawsze czuwał na stanowisku. Z tym, że i on, jeżeli robiliśmy to, co uważał za słuszne, przymykał na takie rzeczy oko.
Nie wiem, co to był za dzień tygodnia. Chyba poniedziałek. Była już godzina szesnasta, więc w tym czasie nie powinno być już sprzątaczek. Nikogo, zresztą z obsługi, oczywiście oprócz ochrony.  Któraś z pań, o ile dobrze pamiętam, zdała klucz, więc nie wiem jak to się stało.
Kiedy robiłem obchód, zauważyłem, że w węźle cieplnym pali się światło, a drzwi są niedomknięte. Pomyślałem, że to włamanie, więc otworzyłem je ostrożnie i wszedłem.
To pomieszczenie składało się z dwóch mniejszych. Kiedy stanąłem w progu, a samozamykacz docisnął skrzydło do końca, otworzyło się to drugie. Wyszła za niego Agnieszka. No cóż, mogłem się tego spodziewać. Miała prawo tu być, chociaż może nie o tej godzinie, ale jednak.
Mimo wszystko, to, co zobaczyłem, całkowicie rozłożyło mnie na łopatki. Kurczę, nie wiem, czy był to zbieg okoliczności, zwykły przypadek, czy też może przeznaczenie. Może po prostu miałem się tam znaleźć.
Tak, czy inaczej, trudno to nazwać, w jakikolwiek sposób określić. Tak się stało i tyle. Czasami dzieją się takie rzeczy w moim życiu. Myślę sobie o czymś, zapominam, a później to się staje. Był taki moment, że sobie wyobrażałem, iż spotykam ją właśnie w tym miejscu. Dlaczego w tym? Bo to idealne miejsce do uprawiania seksu.
Kiedy wszedłem wyglądała na tak zaskoczoną, że nawet nie zareagowała na czas. Popchnęła drzwi i wyszła sobie, jak gdyby nigdy nic, przeciągając się leniwie. Nie wiem co robiła. Wyglądała na lekko zaspaną. Jednak, nie to było najważniejsze.
Miała na sobie dżinsową granatową koszulę z podwiniętymi rękawami i podobne spodnie. Były obcisłe, zresztą bardzo. Nie było by może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zarówno jedno jak i drugie było rozpięte. No dobra, to jeszcze nie jest nic nadzwyczajnego. Tyle tylko, że pod spodem nie było nic więcej.

Who did You Kiss Today?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...