Szukaj na tym blogu

20 marca 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

72. Koncert naszych westchnień.

Leżała na jednym boku z nogami mocno podciągniętymi pod cycki, trzymała mnie za worek i ssała mojego fallusa. Ciągnęła, lizała, obracała językiem ze wszystkich stron. Robiła to wręcz perfekcyjnie. Cóż mogłem zrobić? Szarpałem się w coraz bardziej intensywnych konwulsjach.
-Boże, Boże! Tak mi rób, Agnieszko! Jesteś cudowna. Och tak, jeszcze. Chcę cię. Pragnę cię, słoneczko ty moje, - wzdychałem, jęczałem i stękałem.
W następnej minucie nastąpiła kolejna zmiana. Nie wiem jak myśmy to robili. To było tak cudowne i przyjemne. Każdy ruch, każde dotknięcie było tak niesamowicie podniecające. Leżałem na podłodze na wznak, a ona usiadła swoją cipką na moją twarz. Odwrócona była tyłem, pośladkami do moich oczu.
Przez moment czubkiem języka muskałem to bardzo wrażliwe miejsce między pizdeczką, a otworkiem analnym. Musiałem delikatnie podtrzymywać jej ciężar za pośladki, aby nie złamała mi karku. Lizałem wzdychałem jej zapach. Tymczasem ona tak rozkosznie usadowiła się swoją cipeczką na mojej twarzy i głośno jęczała:
-Och tak, tak! Tak chcę! Tak jest dobrze. Liż mnie, liż mnie Mirek mocno!
Od tego momentu wszystko pamiętam jak przez gęstą mgłę. Pamiętam tylko jej szeroko rozchylone uda, kolana uniesione daleko pod brodę i siebie klęczącego między jej nogami. Mój kutas siedział już głęboko w jej jaskini miłości. Rytmicznie i szybko poruszałem swoimi biodrami do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu. Ruchy były mocne i głębokie, a ona tylko głośno jęczała.
Byłem jak maszyna parowa, kołysałem swoimi biodrami w jedną i w drugą stronę, jakby chcąc popchnąć całą serię ciężko załadowanych wagonów. Od czubka mojej głowy, po koniuszki palców stóp, raz za razem przepływały gorące i zimne dreszcze. Pod moją czaszką tak upojnie kręciła się karuzela myśli. Przed moimi oczami wirowały już różnokolorowe kółeczka i gwiazdki. Było tak cudownie, tak gorąco, tak niesamowicie dobrze. Czułem też jej dłoń, czułem jak pieści swoimi palcami sztywną i daleko wysuniętą łechtaczkę.
I był już teraz tylko ten rytm: przód-tył, przód-tył, przód-tył...
-Och tak, tak Agnieszko! Jest mi z tobą tak dobrze, tak cudownie! - odzywałem się głośno.
-Och bierz mnie, bierz mnie Jarku, bierz mnie mocno! - odpowiadała głębokimi westchnieniami.
Później mnie dosiadła. Tyłem. Położyła się na mnie swoimi plecami. Wchodziłem w nią bardzo głęboko. Poruszała biodrami we wszystkie strony: do góry, do dołu, na prawo i lewo. Kołysała się łagodnie i wykonywała niewielkie kółeczka. Trzymałem ją za biodra i starałem się pomagać w jej ruchach.
Było mi coraz bardziej i przyjemnie, coraz dalej odpływałem w gorący niebyt słodkiego orgazmu.
-Jeszcze chwila! Ooo taaak, taaak! Tak jest dobrze, Agnieszko! Jesteś, naprawdę, cudowna! Tak wspaniale i słodko się na mnie poruszasz!
-Mirku, głębiej! Jeszcze głębiej! Aaaaahhh!!!
-O tak, serduszko ty moje! Do góry i do dołu. Och tak, tak! Wykonaj jeszcze dwa kółeczka. Bardzo dobrze! Teraz w drugą stronę. Aaaaagnieszko!
-Och tak, tak! Mirku! Och Miiiirku, tak daleko cię czuję! Mirku, tak daleko we mnie wchodzisz! Ruchaj mnie, ruuuchaj!!!
-Agnieszko, Agnieszko!!!
-Mirku, Mireczku masz takiego grubego kutasa! Ruchaj mnie, ruchaj Mirek! Jeszcze trochę! Och taaaaak!!! Już, już, już niedługo, oooooo!!!
-Och Agniecha, jak cudownie, jak wspaniale jak mi dobrze!!!
Ten niesamowity głośny koncert naszych westchnień i jęków trwał jeszcze dość długo.


That's it, lick my balls

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...