59. Kiedy włoży tam swoje łapki.
Później o tym wszystkim zapomniała. Tak mi się przynajmniej zdawało. Zresztą, całe robienie tych zdjęć, i mnie jakoś wyleciało z głowy. Może stało się to pod naporem innych wydarzeń. Oczywiście, cały czas kręciłem się blisko niej. Jak zawsze, próbowałem flirtować, żartować i podrywać ją. Działo się to jednak pod czujnym okiem kamer i ze świadomością, że ktoś gdzieś tam na nas patrzy. Może też z powodu zbyt małej ilości czasu nigdy więcej do niczego między nami nie doszło.
Aż w końcu nastała ta zima. To był szczególny okres. Było dużo śniegu. Któregoś dnia chłopaki z firmy sprzątającej przyjechali ciągnikiem, aby odśnieżyć parking od głównej ulicy. Wyszedłem, z czystej ciekawości, zobaczyć jak im idzie praca. No i oczywiście chciałem też porozmawiać. Pamiętam, że stanąłem na rogu, aby specjalnie nie przeszkadzać. Wtedy pojawiła się Agnieszka.
Jako, że temperatura na zewnątrz oscylowała w okolicy minus dziesięć stopni, wszyscy ubrani byliśmy w ciepłe kurtki, buty, czapki i szaliki. Staliśmy obok traktora. Właściwie, nie wiem jak to się stało. Wydaje mi się, że pewne rzeczy dzieją się same, niejako bez naszego udziału. Chociaż, czy tak było tym razem? Nie wiem.
Wiem tylko, że wtedy miałem dziury w obydwu kieszeniach. Nie w kurtce, tylko w spodniach roboczych. Bardzo długo zbierałem się do tego, aby to naprawić, ale, wiadomo, jak człowieka weźmie leń, to się odkłada pewne rzeczy i odkłada praktycznie w nieskończoność. Wiem na pewno od czego zrobiły się te dziury. Zawsze gdzieś chodziłem z pękiem ciężkich kluczy. Taka rola ochroniarza.
Tego dnia stało się coś jeszcze. Mianowicie, z samego rana, przebierając się w ubranie robocze, nie założyłem pod spód slipów. Właściwie, celowo je ściągnąłem. Ściągnąłem i włożyłem do torby. Wiem, że trudno wytłumaczyć takie, na pozór irracjonalne, zachowanie. Coś mi odjebało? Jednak, kiedy się nad tym głębiej zastanowić, być może nie było to aż tak głupie i bezcelowe. Szczególnie, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że, być może, podświadomie, być może częściowo świadomie takie, a nie inne zdarzenie miałem wkalkulowane w ten dzień. Natura ludzka jest dziwnie pokręcona.
Nie pamiętam dokładnie innych drobnych okoliczności tej sytuacji, natomiast doskonale wrył się w moją pamięć fakt, że mój ogier, mimo takiego zimna, sterczał niczym rakieta na kosmodromie, wycelowany prosto w niebo. Może było to spowodowane też tym, że tego dnia Agnieszka była szczególnie sympatyczna i otwarta na moje zaloty. Cały czas kręciła się obok mnie i teraz też przyszła na ten parking. Przyszła zapalić papierosa.
Nie wiem, czy było to widać, ale bez przerwy zerkałem na jej buzię. Żartowała z kolegami, nie powiem, także i ze mną, opowiadała jakieś dowcipy, które bardzo nam się podobały, była rezolutna i kokieteryjna. Wtedy właśnie przyszła mi do głowy bardzo głupia myśl. No głupia, jak nie wiem co. Chociaż, tak jak już wcześniej wspominałem, być może, było to w jakiś sposób przeze mnie sprowokowane, podświadomie zaplanowane.
Pamiętam, że coś trzymałem w ręku, chyba jakiś duży karton, który miałem zanieść na portiernię. Skoro miałem zajęte dłonie i nie mogłem sam tego zrobić, poprosiłem ją, o pomoc. Dobre, co? Dlaczego akurat ją, a nie któregoś z kolegów? Pooprosiłem, aby sięgnęła do moich spodni i wyjęła stamtąd, coś. Co? Chyba wspomniałem coś o kluczach.
Boże, szaleńczy pomysł, rodem z podstawówki. Teraz, najzwyczajniej w świecie, chce mi się z tego śmiać. Chodź tak głupi, chwyt okazał się nadzwyczaj skuteczny. Przynajmniej w tym przypadku.
Czekałem tylko, kiedy włoży tam swoje łapki. Pod spodniami czaił się jak potwór z Loch Ness, naprężony do granic możliwości, kutas. Powiem tak, wrażenie po obydwu stronach było piorunujące, aczkolwiek trudno nam było to okazać na zewnątrz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz