70. To ta chwila.
Jeszcze bardziej przysunęła się do mnie swoją słodką muszelką. To był może centymetr, może dwa. Przełożyła swoje uda przez moją klatkę piersiową i zawisła całym kroczem nad moją facjatą.
Jak wariat, pełnymi płucami, wydałem intensywny aromat jej kobiecości. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawił się lęk, taka dziwna, nieuzasadniona, obawa, że obiektyw mojego aparatu będzie miał zbyt długą ogniskową i nie zdołam uchwycić ostrości na tej jej przepięknej różyczce. POwiem szczerze, że nigdy bym tego nie odżałował.
Jednak, już po chwili zrozumiałem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zdjęcia były ostre jak brzytwa. Mój palec jakby dostał jakiegoś przykurczu. Naciskał spust w takim tempie, że nie byłem w stanie policzyć ile, tak naprawdę, zrobiłem tych fotek. Czułem się jak reporter wojenny gdzieś na ulicach Tel Aviv-u dokumentujący akcję partyzancką.
Muszę powiedzieć, że obserwowanie jej kobiecości z tak niewielkiej odległości, było naprawdę niepowtarzalnym przeżyciem. Miałem wrażenie, że jestem z nią w jakiś sposób zrośnięty, połączony w jedno. Była blisko, coraz bliżej, zaledwie kilkanaście milimetrów od moich ust. Było mi tak dobrze, a mimo wszystko, do niczego w tej chwili jeszcze nie doszło.
-Och, Agnieszko! - westchnąłem jeszcze raz, intensywnie drżąc na całym ciele.
Później, odchylając się nieco do tyłu, włożyła dłonie między uda i, delikatnie, czubkami palców, rozdarła wilgotne płatki swojej różyczki. Teraz dopiero zrozumiałem, jak naprawdę pachnie prawdziwa kobieta. Moje ciało było już jak galareta. Mój wzrok błądził wszędzie tam, gdzie tylko był choć skrawek jej cudownego ciała. Pragnąłem tylko jednego: włożyć swojego spragnionego fiuta w jej ciasną i mokrą szparkę.
Miałem wrażenie, jakbym znajdował się tuż nad przepaścią. Moje serce łomotało w oczekiwaniu na ten jedyny skok na głęboką wodę. Napięcie rosło z sekundy na sekundę. Nic jednak nie było. To były tylko zdjęcia, bardzo erotyczne, powiedziałbym, pornograficzne, ale tylko i mimo wszystko, jednak, zdjęcia. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że może stać się tak, iż, po zakończeniu tej sesji, po prostu, ubiorę się, pożegnam i wyjdę, że do niczego tego dnia między nami nie dojdzie.
Okazało się, że za bardzo wszystkim się przejmowałem. Zbyt mało było zaufania w moje instynkty. Wyszło na to, że wszystko potoczyło się dużo prościej, chociaż zupełnie inaczej, niż mi się wydawało. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Tym punktem zapalnym był fakt, że w pewnym momencie położyła się na wznak płasko na podłodze. Teraz już nie mogłem się powstrzymać w żaden sposób. Była taka naga, zgrabna, piękna i bezbronna.
Włożyła ramiona pod głowę, spojrzała w sufit i zaczęła się śmiać się radośnie i niewinnie jak małe dziecko. Gapiłem się na falujące cycki, na unoszący się i opadający brzuch i na tą cipeczkę. Już wtedy wiedziałem, że jest to ta chwila, że bez sensu jest czekać dłużej, że lepszego momentu już nie będzie, że muszę go wykorzystać i wykorzystałem.
Odłożyłem aparat i powoli zacząłem się do niej przesuwać. Było bardzo przyjemnie i gorąco. Właściwie, nie wiem jak to się stało. W jednym momencie leżałem obok, a w drugim moje przedramię znajdowało się już pod jej plecami i podtrzymywało ją na wysokości piersi.
Nie zareagowała w żaden gwałtowny sposób, nie opuściła swoich rąk. Wciąż trzymała je daleko za głową, na dodatek zamknęła oczy i delikatnie się uśmiechnęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz