58. Pozwoliłem jej się ubrać.
W sumie, domyślałem się, o co będzie chciała zapytać, ale czekałem.
-Tak… ?
-Czy mógłbyś mi zrobić kilka zdjęć?
Uśmiechnąłem się.
-Znaczy… - zacząłem.
Patrzyła.
-To znaczy, chcesz, żebym zrobił ci sesję zdjęciową? - dokończyłem.
-Pokiwała głową.
-No wiesz… takie tam zdjęcia… niewinne…
-Niewinne? - spytałem.
-Aha.
-Jak bardzo niewinne?
-No wiesz… takie jak teraz.
-Aha, jak teraz?
-No… albo trochę bardziej…
-Bardziej? Co? - mruknąłem.
-Mniej, bardziej…
-Nie rozumiem.
-Mniej niewinne, bardziej grzeszne, - odpowiedziała, uśmiechając się jak mała dziewczynka.
-Aha… rozumiem. Gdzie?
-Co?
-Gdzie chcesz, żebym zrobił ci te zdjęcia? - spytałem rzeczowo.
-Nie wiem. Myślisz, że to się to miejsce nadaje? - powiedziała, rozglądając się dookoła.
Popatrzyłem i skrzywdziłem się. Wszędzie było pełno rur i wielkich zaworów. W kącie stał wózek do sprzątania, mopy i szczotki.
-Chyba nie bardzo, - odpowiedziałem, - ale jeszcze muszę zobaczyć. Jeśli miałyby być to jakieś hardkorowe ujęcia…
Była naprawdę szybka.
-Czyli się zgadzasz, - uśmiechnęła się.
-Tego też jeszcze nie powiedziałem.
-No, ale zrobisz mi te zdjęcia, prawda? - nalegała.
No i w ten sposób wkręciła mnie w robienie tych zdjęć. Nie powiedziałem ani tak, ani nie, ale ona i tak wiedziała swoje.
Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że, tak naprawdę, nie byłem pewny, czy tego chcę. W tej chwili ktoś mógłby powiedzieć: ale z ciebie idiota. Pewnie miałby rację. Owszem, to była idealna okazja do zbliżenia. Coś takiego mogło się już nigdy więcej nie powtórzyć. Później mogłem tego żałować. Niemniej moje obawy wciąż były, a to, że Agnieszka była taka atrakcyjna wcale ich nie zmniejszyło.
Podczas takich spotkań mogły wydarzyć się różne rzeczy, których skutki trudno było przewidzieć. Przede wszystkim ja już wtedy byłem żonaty. Czym innym jest jednorazowy wybryk, kończący się spontanicznym seksem, a czymś zupełnie innym planowanie rozbieranych sesji, z koleżanką z pracy. Chociaż, w tej sytuacji trudno powiedzieć, co byłoby lepsze.
Tak czy inaczej było to bardzo ekscytujące i bardzo mnie pociągało. Już to widziałem. Półnaga lub całkowicie naga Agnieszka pozująca przede mną i ja biegający ze wszystkich stron z aparatem, niczym profesjonalny fotograf, to było coś, czemu trudno było się oprzeć.
Niemniej, zdawałem sobie sprawę, że samo cykanie fotek to nie wszystko. Do tego dochodziła jeszcze praca z wyborem odpowiednich kadrów i dopracowanie wszystkiego w Photoshopie. Wiem, o czym piszę, bo robiłem wtedy dużo zdjęć różnym ludziom. Zresztą nadal robię. Doskonale zdawałem sobie sprawę, jak czasochłonne i męczące jest takie zajęcie.
Dopiero kiedy o tym pomyślałem, wszystko zaczynało przybierać zupełnie inne kształty. Poza tym, będąc na służbie, nie zawsze mogłem wyrwać się z portierni. Wiedziałem, że pan Gołąbek, niczym Bóg Ojciec, codziennie czuwa, czy aby dobrze wykonujemy swoją pracę. Chociaż, przyznam szczerze, dla chcącego nic trudnego. Różne rzeczy zdarzały się już na tym osiedlu, a Agnieszka nie była pierwszą osobą, z którą miałem tutaj dość zażyłe kontakty.
Teraz, jakby chcąc jeszcze bardziej zaprezentować mi swoje wdzięki, odwróciła się bokiem i wypięła swoje piersi do przodu. Patrzyła na mnie, uśmiechając się serdecznie.
-Dzięki, Mirek, - powiedziała.
Powiem szczerze, już tej chwili chciałem ją przelecieć. Nie wiem czemu, tego nie zrobiłem. Może zbyt długo czekałem i pozwoliłem, aby gorąca atmosfera nieco okrzepła. A tak po naszemu mówiąc, pozwoliłem jej się ubrać.
Założyła stanik, wyjściową bluzkę i zmieniła spodnie. Poszła do domu, a ja zostałem sam ze swoim podnieceniem, ze swoją wyobraźnią i ze sterczącym kutasem, którego nijak nie dało się zadowolić.
Od tej chwili myślałem tylko o niej, tylko o Agnieszce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz