60. Idealnie rozplanowana gra słów.
Agnieszka, jak to Agnieszka, chciała być pomocna. W pierwszej chwili, chyba w ogóle, nie wzięła pod uwagę takiej możliwości. Jak mogła się spodziewać, że zamiast kluczy spotka tam coś tak innego. I jeszcze ten dodatkowy chwyt który sprawił, że wpadła jak śliwka w kompot.
-W której kieszeni? - spytała.
-Wiesz… nie wiem, - stęknąłem, już uświadamiając sobie całej kontekst.
Po tym wszystkim włożyła obydwie rączki do obydwu kieszeni. Tą chwilę pamiętam tak dokładnie, jakby to było jeszcze wczoraj. Stała naprzeciwko mnie. Musiała, inaczej nie dało się tego zrobić. Na dodatek, zbliżyła się do mnie tak bardzo, że przykleiliśmy się do siebie jak para zakochanych. To było bardzo przyjemne i sympatyczne, ale najlepsze miało nastąpić dopiero za moment.
Koledzy, tuż obok, nadal żartowali, nie będąc niczego świadomymi. Doskonale pamiętam ten moment, te jej oczy, kiedy, wsuwając się coraz głębiej i głębiej, otworzyła usta.
-Hej, ale…
W tym momencie jej buzia zastygła w pół słowa. Patrzyła na mnie i widziałem jej minę. To było takie totalne zaskoczenie, zmieszanie, a jednocześnie zachwyt. Myślałem, że wyskoczę z tych spodni jak pasikonik.
Lewą ręką chwyciła mnie za jaja. Przez chwilę delikatnie macała. Jeszcze nie do końca była pewna, co to. Po kilku sekundach poczułem drugą rączkę, tym razem nieco wyżej. Dokładnie na swoim sterczącym, wielkim jak drąg, penisie.
Tak samo jak tą pierwszą, przez chwilę dokładnie sprawdzała, jakby chcąc się upewnić, że to jest to, o czym myśli. Dopiero później na jej buzi pojawił się ten szelmowski uśmiech. To był uśmiech małego diabełka.
-Aha… i to są te klucze, które mam wyjąć? - spytała, ledwie powstrzymując się od śmiechu.
Ale tak na poważnie. Myślałem, że spuszczę się na jej dłonie. Ja pierdolę, co to było za uczucie! Zdążyłem tylko wciągnąć głęboko powietrze do płuc i zatrzymać je tam. Nie byłem w stanie już go wypuścić. A ona, co? Patrzyła na mnie i uśmiechała się jak mały łobuziak. Podniecenie było tak wielkie, że już bardzo niewiele brakowało do porządnego wytrysku.
Wcale się tym nie przejmowała, albo nie zdawała sobie sprawy z tego, co się naprawdę ze mną dzieje. Jeszcze przez chwilę sprawdzała. Macała zarówno jaja, jak i kutasa. Kilkakrotnie ściągnęła skórę do dołu, zacisnęła palce na grubej żyle, a później wyjęła dłonie i, jak gdyby nigdy nic, przysunęła do swojej twarzy i powąchała.
Dopiero teraz byłem w stanie wypuścić powietrze z płuc. Czułem niesamowicie słodkie pulsowanie w kroczu. Miałem to, czego chciałem. Byłem bardzo zadowolony. Myślę, że i ona też.
-No dobrze, - powiedziała, - nie wiem, wydaje mi się, że tam tych kluczy nie ma.
Miałem wrażenie, że na twarzy zrobiłem się czerwony jak burak.
-No nie wiem, wychodząc z portierni sam je tam wkładałem, - odpowiedziałem, uśmiechając się jeszcze bardziej szelmowsko.
-To ja, może sprawdzę jeszcze raz, - zaproponowała.
Nim zdążyłem powiedzieć cokolwiek, jej łapki znów siedziały w moich kieszeniach. Dziurawych, jak garnki bez dna, kieszeniach. Tym razem bardzo sprawnie i mocno ujęła mnie za drążek i kilka razy przesunęła w górę i w dół. W ciągu kilku sekund na moim czole pojawił się pot.
-Okej, starczy, - odezwałem się, nie mogąc już wytrzymać, - może przejdźmy do budynku, to tam dokładnie sprawdzimy.
-Masz rację, - powiedziała z uśmiechem, - mi się też tak wydaje.
To była idealnie rozplanowana gra słów. Koledzy niczego kompletnie nie zauważyli. Stali tak, jak stali, nieświadomi całej sytuacji. Tylko ja i Agnieszka wiedzieliśmy w czym rzecz. Byliśmy już podnieceni na maksa.
Po dotarciu na portiernię, nie zmarnowaliśmy nawet minuty. Już tam idąc, w myślach szukaliśmy miejsca do dokończenia tej zabawy. Ja szukałem, ale myślę, że ona też. Czułem, że i ona czuje podobnie. W takich chwilach trudno duże błędy w postrzeganiu i przewidywaniu swojego zachowania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz