131. Żeby ci nie było smutno.
To były tylko sekundy, krótkie chwile, a mnie wydawało się, że mijają całe godziny. Co ja wtedy nie robiłem! Wyczyniałem cuda. Raz stawałem na palcach, drugi raz napinałem i rozluźniałem pośladki. W pewnym momencie myślałem, że jak stanę w rozkroku, to mój penis grzecznie opadnie. No i co?
A gdzie tam. Nic z tych rzeczy. Skubaniec nie dał się oszukać. Czekał jak pies na swoją porcję dobrej rozrywki i nie zamierzał odpuścić. Wredna świnia!
-No dobra, dawaj resztę, - powiedziała biorąc spodnie i wrzucając je do pralki.
Jeszcze raz przełknąłem ślinę. W tej chwili było chyba to nawet słychać.
“Boże, jeszcze trochę, a się spuszczę!” - pomyślałem wystraszony. Chociaż nie wiem, co by się stało takiego strasznego gdybym rzeczywiście to zrobił. Może byłoby trochę więcej zabawy? Tak, czy inaczej, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Dlaczego reagowałem w taki dziwaczny sposób? Przecież jeszcze nie tak dawno temu miałem, wręcz rewelacyjny, seks. Zastanawiałem się, dlaczego wciąż jestem tak bardzo podniecony?
Ściągając koszulę, czułem się jak pacjent u pana doktora, a raczej u panni doktor… hmm… u bardzo atrakcyjnej i niekompletneie ubranej pani doktor. Jezu, dośwaidaczałem takiej dziwnej bezradności, zażenowania i niespotykanego gdzie indziej wstydu. To było niedorzeczne, szczególnie po tym co się już stało. Miałem ciarki na całym ciele.
W końcu stanąłem przed nią kompletnie nagi i czekałem na to co stanie się dalej. Czekałem na wyrok.
-Mam opcję suszenia, - usłyszałem od niej. - Nie masz pojęcia jak krótko to trwa.
Nie wiem dlaczego usłyszałem: “mam opcję spuszczenia”. W połączeniu z tym: “nie masz pojęcia, jak krótko to trwa”, wyobrażałem sobie, że ona zaraz ręcznie doprowadzi mnie do wytrysku.
-Eee… ale te spodnie trochę farbują, - odezwałem się, widząc, że wrzuca je razem z koszulą.
Dosłownie w tej samej chwili zacząłem rugać się w myślach:
“Kurczę, co ja ględzę?! Za moment rozerwie mi chuja. Jakie to ma teraz znaczenie?!”
Sztywna wielka fujara celowała prosto w jej stronę i nie wiedziałem, ile jeszcze zdołam się powstrzymać.
-Aha, okej… - powiedziała, zatrzymując się w połowie drogi, - w takim razie potrwa to trochę dłużej.
W końcu pralka zaczęła cykl, a my staliśmy tak przed sobą, nie do końca wiedząc, co ze sobą zrobić. Byliśmy trochę jak małe dzieci. Dobrze, że zachowałem choć odrobinę zdrowego rozsądku, że nie sparaliżowało mnie całkowicie.
-Hmmm… - mruknąłem znacząco, kiwając głową w jej stronę.
Spojrzała na mnie nieco zaskoczona.
-Co? - spytała.
-Hmm… no… - odezwałem się jeszcze raz.
-Co, no?! - wzruszyła ramionami.
“Boże, co za dziewczyna” - pomyślałem. Zastanawiałem się nad tym, czy ona rzeczywiście nie wie o co chodzi, czy tylko tak udaje.
-A ty? - rzuciłem niepewnie.
Chyba wreszcie zaskoczyła, bo uśmiechnęła się szczerze.
-Ah, ja.
-Nooo…
-No tak… ale co? - westchnęła słodko.
Myślałem, że ją zjem. Miałem ochotę wylizać każdy zakamarek jej spoconego brudnego ciała.
-No… nie rozbierzesz się? Też jesteś cała mokra.
Przejrzała moje zamiary. Podeszła bliżej i trąciła mnie palcem w nos.
-Ah… o to ci chodzi… cwaniaczku jeden… - wyrzuciła prosto w moją twarz.
W odpowiedzi wzruszyłem tylko ramionami. Mogłem tylko mieć nadzieję, że podejmie tą grę.
-Czyli mam się rozebrać? - spytała w końcu.
-Uhu…
-No wiesz…
-Co?
-Ja jestem u siebie.
-No i co z tego?
-Mam w co się przebrać.
-Och, taka z ciebie mądrala.
-No, nie muszę prać swoich ubrań w tej chwili.
W tym momencie cały, tak misternie budowany plan padł. Czar prysł, a ja myśałem, że poza paradowaniem z gołym, sterczącym fiutem, nic więcej już dzisiaj nie będzie. Z resztą, nie miałem powodu do narzekań. Można powiedzieć, że swoją porcję przyjemności już dzisiaj otrzymałem. Na jedno, na co mogłem liczyć, to na to, że ta przemiła dziewczyna się jednak nade mną zlituje i nie pozwoli mi odejść z taką erekcją.
-No dobrze, - odezwała się, widząc moje zmieszanie, - rozumiem, że jak ty się rozebrałeś to ja mam zrobić to samo.
-Noooo…
-To chyba tak, żeby ci nie było smutno, prawda?
-Nooo…
-Hmmm… chcesz powiedzieć, że raczej jemu…
-Aha… - westchnąłem, czująć, że znów wzbiera we mnie nadzieja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz