Szukaj na tym blogu

5 maja 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

118. Rozkosz namiętnego bzykania.

Wiedziała co robić. Rozpieła guzik moich spodni a później pasek i ściągnęła je do dołu. Nie zważając na to, że za chwilę zrobią się mokre, stałem przed nią z kutasem na wierzchu i pozwalałem się pieścić. Pozwalałem jej  odpowiednio się nim zająć. Doskonale wiedziała, co robić. Wiedziała, jak się do tego zabrać.
Z gracją zeszła z tego krzesła i uklękła na podłodze tuż przede mną. Chwyciła mojego fiuta bardzo delikatnie w swoje długie palce, ścisnęła z dwóch stron, a później, nie ściągając napletka do samego dołu, wysunęła język i położyła głowicę tak, że ledwie muskała jej górną wargę. Drżałem.
-Och Żaneta, Żaneta… czy tego naprawdę chcesz? - westchnąłem, starając się utrzymać równowagę.
Czułem, jak moje jaja pęcznieją, jak fallus pokrywa się grubą pajęczyną fioletowych żył. Klęczała przede mną całkowicie naga, lizała z troską i czułością moją twardą męskość, a po chwili stało się to, na co od samego początku czekałem.
Głowica mojego narzędzia znalazła się we wnętrzu jej słodkich ust. Zacisnęła je mocno i sprężyście tuż za grubym oplotem. Trzymała tak przez chwilę, tworząc podciśnienie. Było tak przyjemnie, gorąco i rozkosznie, że miałem wrażenie, iż za chwilę stracę przytomność.
Oparłem dłonie na jej plecach i kołysałem się raz jedną, raz w drugą stronę. Marzyłem tylko o tym, aby wepchnąć swojego drąga w jej ciasną, wypuszczoną norkę. Trwało to kilka minut. Gdybym był w stanie to wytrzymać pewnie trwał bym tak bez końca. Niestety, byłem tak podniecony, że nie pozwoliłem na dłuższe, bardziej delikatne pieszczoty. Chciałem całkowitego, głębokiego spełnienia.
Znów usiadła na tym krześle. To było takie barowe krzesło. Podniesione do góry siedzisko, idealnie nadawało się do tego, aby posadzić na nim jakąś lekką i szczupłą babeczkę. Było na tyle obszerne, że mogła szeroko rozchylić swoje zgrabne uda. Och tak, o to właśnie chodziło. Ja mogłem bez przeszkód wedrzeć się w jej ciasne wnętrze swoim twardym, żylastym zaganiaczem.
Spoczywała wygodnie, pochylona o metalową poręcz, z szeroko rozłożonymi udami, udostępniając mi wszystkie swoje skarby, a ja pozbyłem się już wszelkich swoich oporów. Byłem całkowicie bez ubrania. Kilka minut wcześniej ściągnąłem je i cisnąłem poza obręb kałuży. Mój fiut wszedł w jej ciasną pizdeczkę z najwyższą rozkoszą i, jednym gwałtownym pchnięciem, dostał się do samego końca.
Oooooohhhhh… - westchnąłem głęboko.
To była rozkosz gorącego, namiętnego bzykania. Bez pośpiechu, bez stresu zacząłem delikatnie poruszać biodrami. Do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu…  i raz, i dwa, i raz, i dwa… penetrowałem jej słodką cipeczkę. Miękko, głęboko i płynnie prowadziłem i ją i siebie do gorącego orgazmu.
Ująłem jej piersi w dłonie. Cudownie w nich leżały. Zacząłem ugniatać i pieścić. To było nad wyraz przyjemne i wszechogarniające. Chwyciła mnie za szyję, przyciągnęła mocniej do siebie. Zaczęła namiętnie całować. Nasze usta błądziły między sobą, pozwalając językom na dokonywanie wymiany płynów ustrojowych. Szumiało mi w głowie.
Przód-tył, przód-tył, przód-tył… spokojnie, powoli, bez pośpiechu. W pewnym momencie poczułem, że jej słodka brzoskwinka zaczyna kurczyć się coraz bardziej intensywnie. Konwulsje przybierały na częstotliwości sile. To było jak zaciskanie dłoni na moim trzonie, idealnie zgrane w czasie i dostosowane odpowiednią siłą uchwytu. Na czubku mojej głowy włosy stopniowo unosiły i się do góry, wskazując, na to, że końcówka tego aktu jest już bardzo blisko.
Nie potrafię określić, co było takiego szczególnego w tej kobiecie. TCo było w niej takiego, że tak błyskawicznie doprowadziła mnie na sam szczyt niebiańskiej rozkoszy?

Close-up blowjob

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...