120. Wsadziłem kutasa w jej dupkę.
To było szaleństwo. Aż dziw bierze, że jakimś cudem jej mała, niegrzeczna córeczka nie obudziła się jeszcze. To było bardzo podejrzane, ale nie miałem czasu się nad tym głębiej zastanawiać. Nie wiem, może drzwi były dokładnie zamknięte, może mała mocno spała. Fakt faktem, nie przyszła. Ale to i dobrze.
Lizałem i lizałem jej cipkę jak szalony, dziki pies. Kątem oka tylko widziałem, jak jej z piersi pęcznieją, a sutki wychodzą na wierzch jeszcze bardziej.
-Och, oooch aaach! - wzdychała coraz bardziej głośno i namiętnie. - Och, uuaach, uuuch liż mnie, proszę, liż! Och, tak dobrze to robisz! Cała jestem twoja! Tak, taaak, jeszcze, jeszcze, oooch głębiej! Boże, jak cudownie!
Jej nogi były rozchylone pod kątem stu osiemdziesięciu stopni, robiła szpagat na moich oczach, wystawiając w moją stronę swoją napęczniałą pizdeczkę. Starałem się ją lizać dokładnie tak, jak tego chciała.
Później jeszcze raz w nią wszedłem. Tak samo jak poprzednio. Pozwoliłem tylko nieco unieść się jej do góry. Pochyliłem się, a nasze usta spotkały się w gorącym, namiętnym pocałunku. Rewelacyjnie całowała, upojnie, tak mocno, że kręciło mi się w głowie.
Siedziałem w niej po same jaja, głęboko. Czułem jak jej cipeczka drży i pulsuje.
W następnej chwili… Boże to było zupełne szaleństwo. Nie wiem, co mi się stało, co mną zawładnęło. Chyba chciałem spróbować czegoś nowego, zaskoczyć ją czymś innym. Chciałem poeksperymentować razem z nią. Tak… W następnym momencie, będąc już tak bardzo podnieconym, wyszedłem z jej cipeczki. Mój kutas oblepiony grubą warstwą jej aromatycznych soków, lepkiego likieru, który wydobywał się z jej pizdeczki. Ująłem go, a ona, jakby wyczuła, co za chwilę się może się stać, złączyła swoje uda, uniosła wysoko do góry i przytrzymała ugięte w kolanach tuż nad swoimi piersiami. To było to na co czekałem. Od razu wykorzystałem okazję. Przymierzyłem i delikatnie wszedłbym samym czubkiem swojej głowicy w jej otworek analny.
Tak. Wsadziłem kutasa w jej dupkę, w jej cudowną, niesamowitą dupeczkę. Było obłędnie ciasto. Od razu mocno zawirowało mi w głowie. To było niesamowite, przecudowne doznanie. Boże, jebałem ją w dupkę, a ona nic nie robiła!
Myślałem, że zareaguje w jakiś gwałtowny sposób. Tymczasem popłynęła całkowicie. Przymknęła powieki, uchyliła usta i głośno dyszała. Miałem wrażenie, że za chwilę pochłonie mnie szaleństwo. Podparła się tylko na łokciach, lekko uniosła tułów i spojrzała na mnie. To była krótka chwila, a później znów zamknęła oczy.
Chwyciłem ją za kostki i trzymając tak w górze, powoli pchałem się coraz dalej i dalej. Patrzyłem tylko jak mój fiut znika w jej dupce coraz bardziej i coraz bardziej. Przed moimi oczami wirowały już kolorowe kółeczka. Całe mnóstwo kolorowych obręczy i gwiazdek. Moje nogi stały się miękkie i trudne do utrzymania ciężaru.
Pchałem się centymetr po centymetrze, coraz głębiej i głębiej. Dyszałem tylko i próbowałem ustabilizować ten oddech. Próbowałem zapanować nad pracą serca, ale było to teraz o wiele trudniejsze niż wcześniej. Poruszałem się do przodu, jak dziki zwierz: mokry od wody, podniecony do granic możliwości, spragniony wszystkiego, co mi dawała.
Tak. Było tak wspaniale. Tak cudownie było patrzeć na jej zgrabne uda, na jej pośladki i na cipeczkę dokładnie rysującą się na samym środku.
-Och tak, jeszcze trochę, jeszcze głębiej! - wyrzucała ze swojego gardła co chwilę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz