Szukaj na tym blogu

2 maja 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

115. Bez stanika.

Po chwili wyszła na zewnątrz. Stanęła obok mnie. Okazało się, że kilka razy już ją widziałem na tym osiedlu, ale nigdy nie zwróciłem specjalnej uwagi. Wydawała mi się przeciętna i nie godna specjalnego zainteresowania. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że jest matką tej małej. Szkoda, że nie dostrzegłem jej walorów trochę wcześniej.
Była to kobieta w wieku około trzydziestu lat, ładna, szczupła, właściwie chuda. Luźny podkoszulek na ramiączkach. Bardzo luźny. Właściwie ta część garderoby wisiała na niej jak na wieszaku. Pod spodem huśtał się na wszystkie strony, dość duży, lekko obwisły biust. Mimo to była, w jakiś specyficzny sposób, bardzo atrakcyjna.
Uśmiechnęła się do mnie miło i obiecała, że postara się utrzymać córcię w ryzach. Po chwili przywołała ją do siebie i wcisnęła w garść jakiś banknot.
-Idź do sklepu, kup pół kilo ogórków kiszonych, masło roślinne i dwie duże cebule, - powiedziała.
Młoda, oczywiście nie czerpiąc z tego żadnej nauki, ruszyła jak szalona, zostawiając kolegów daleko w tyle.
-Przepraszam pana jeszcze raz za moją córkę, - zwróciła się do mnie kobieta. - Może wejdzie pan do mnie i napije się herbaty?
Patrzyłem na nią już nieco innym wzrokiem. Obserwując tą dziewczynę, trudno było mieć pretensję o to co robiło jej dziecko. Czasami życie ludziom daje się porządnie we znaki. Ja to rozumiem i nie dziwię się.
-Wie pani co, nie wiem, czy powinienem…  Zaraz będzie pan Krzysztof wracał z pracy. Może się zainteresować, dlaczego nie ma mnie na portierni, - próbowałem się tłumaczyć.
-No, niech pan nie przesadza, z tym panem Krzysztofem. Ta chwila pana nie zbawi. Jeśli pan Krzysztof będzie miał jakieś pretensje, to proszę go do mnie skierować. Ja z nim porozmawiam, dobrze?
Pomyślałem sobie: “no okej, pod warunkiem, że będziesz w stanie go przekonać. Ty jesteś lokatorką, ja tylko tu pracuję.”
W końcu, po dłuższych namowach zgodziłem się na kilka minut wejść. Kręciła się w kuchni, gotując obiad. Posadziła mnie na krześle przy blacie i postawiła herbatę. Chwilę porozmawialiśmy.
W ten sposób zaczęła się nasza znajomość. Jeszcze kilka razy byłem u niej w domu i nic specjalnego się nie wydarzyło. Chociaż, muszę to przyznać, napięcie z każdą kolejną wizytą rosło.
Zdawałem sobie sprawę z faktu, że mama Rebeki od dłuższego czasu była sama. To znaczy, w jej życiu nie było żadnego mężczyzny. Sami rozumiecie, wyposzczona jak dzika tygrysica. Co tu dużo mówić, było to widać w jej oczach. Zresztą, jeżeli miało być inaczej, czemu mnie ciągle zapraszała? A to kawka, a to herbatka, to jakieś ciasteczka… Nigdy mi tego wprost nie powiedziała, ale zawsze była nad wyraz miła, serdeczna i tak jakoś dziwnie patrzyła.
Za którymś razem przyszła do mnie wieczorem, późnym wieczorem. Rebeka już spała w swoim pokoju, a ona poprosiła mnie bym pomógł jej zawiesić firanki.
-Jakoś nie mogę sobie z tym dać rady, - powiedziała uśmiechając się ciepło.
W sumie, nie należało to do moich obowiązków i mogłem normalnie odmówić, ale… No właśnie. Coś wisiało w powietrzu. Trudno było mi powiedzieć stanowcze “nie”. Zresztą, nie chciałem. Już wtedy między nami zaczynała się nawiązywać  nić przyjaźni. Ciężko było się tak sobie od tego wykręcić. Ponadto, bardzo miło spędzało się z nią czas.
Poszedłem i postanowiłem pomóc najlepiej, jak tylko potrafię. Pamiętam, że weszła na jakiś taboret postawiony jeszcze na innym meblu, a ja to wszystko trzymałem tak, żeby nie spadła. Starałem się ukradkiem zerkać w bardzo krótką nogawkę jej szortów. Zawsze chodziła w spodenkach i zawsze w takiej luźnej bluzce, bez stanika.

Wife

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...