119. Obsikała mi twarz.
Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… spokojnie, głęboko, do końca. Robiłem to bez żadnego skrępowania tak, jak byśmy byli ze sobą już bardzo długo, jakbyśmy znali swoje potrzeby i pragnienia. Było nam bardzo dobrze.
Później… później było jeszcze bardziej gorąco i bardziej namiętnie. Zawładnęła nami jakaś dzidzia żądza, żądza, która pozbawiła nas zdrowego rozsądku. Chociaż wydaje mi się, że chodziło bardziej o mnie. Trudno jest się wyrażać z kogoś.
Położyliśmy się na tej zalanej wodą podłodze. Jakoś zupełnie nam to nie przeszkadzało. To było zwariowane ale i cudowne w swojej istocie. Ułożyła się przede mną na boku i uniosła wysoko swoje udo. Byłem tuż za nią. Przywierając swoim torsem do jej pleców i pośladków, chwyciłam fiuta w garść i skierowałem tam, gdzie trzeba. Następnie, jednym posunięciem wszedłem do samego końca.
Westchnęła głęboko naprężyła się, a później łagodnie rozluźniła wszystkie mięśnie i zaczęła tańczyć w słodkim rytmie naszej wspólnej rozkoszy. Jej cipeczka była jeszcze ciaśniejsza i jeszcze bardziej spragniona.
Woda na podłodze, która w innych okolicznościach powinna była nam przeszkadzać, wydawała się jakimś dziwnym jacuzzi, które dodatkowo łaskotało naszą skórę. Wiem, to było szalone, lecz musicie stwierdzić, że niesamowite. Na dodatek bardzo słodkie i gorące.
Ślizgając się po posadzce wchodziłem w jej cipeczkę raz za razem, a ona chwyciła moją głowę. Jej palce wplotły się w moje włosy i trzymały je mocno.
I raz, i dwa, i raz, i dwa… do przodu, i do tyłu, do przodu i do tyłu… posuwałem ją równo i wytrwale. Co chwilę słyszałem tylko odgłosy podniecenia, rozkoszne westchnienia i pojękiwania.
W którymś momencie, leżąc tak za nią i trzymając mocno w swoich objęciach, wszedłem w nią szczególnie głęboko. Tak głęboko, jak tylko mogłem i zastygłem w bezruchu, starając się utrzymać tą pozycję jak najdłużej. Mało nie eksplodowałem. Czułem, jak moje ciało coraz bardziej drży, jak szarpie się w narastających konwulsjach. Później zacząłem wykonywać krótkie, gwałtowne pchnięcia, nie wychodząc z jej słodkiej cipeczki na więcej niż centymetr. Jebałem ją, jakbym chciał wbić się w jej żołądek, a ona tylko jęczała i wzdychała coraz bardziej donośnie.
Po jakimś czasie znów przeszliśmy do intensywnego lizania, ale tym razem, zrobiłem to nieco inaczej. Miałem już dość posuwania jej od tyłu, poza tym czułem, że za moment się spuszczę. Wyszedłem z niej, ująłem ją wpół, ułożyłem na stoliku, który stał pośrodku kuchni. Przewiesiła głowę na drugą stronę, chwyciła krawędź blatu tak, żeby przypadkiem nie spaść, zamknęła oczy i szeroko otworzyła usta. Tak samo szeroko rozchyliła swoje zgrabne uda, pozwalając robić ze sobą wszystko, co tylko mi się spodoba.
Uklękłem po drugiej stronie, chwyciłem ją w biodrach i zacząłem pracować swoim sprawnym językiem na wszystkie strony. Teraz już całkiem zatraciłam się w tej czynności. Zamiatałem, wywijałem dzikie harce, nie zważając na jej jęki i coraz głośniejsze westchnienia. Nie żałowałem sił, wchodziłem tak głęboko, jak tylko się dało. Wierciłem, świdrowałem i obracałem na wszystkie strony, aż całkowicie przestała kontrolować swoje odruchy.
Kiedy chwyciłem w usta jej stojącą łechtaczkę z rozkoszy i podniecenia obsikała mi twarz. Nie zraziłem się tym ani trochę. Powiem więcej, podziałało w przeciwną stronę, wzbudzając we mnie jeszcze większe żądze. Ssałem i ssałem, a ona tylko jęczała. Jęczała coraz głośniej, coraz bardziej donośnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz