20. Gładziła jądra.
Nagle, w ciągu jednej sekundy, coś gwałtownie szarpnęło jej ciałem do góry. Nie była w stanie zareagować odpowiednio szybko. Jęknęła tylko z wrażenia. Jakaś niewidzialna siła uniosła ją z krzesła wprost na równe nogi, szarpnęła do tyłu za ręce, wygięła jej plecy w pałąk, a wielki chuj wdzierał się w nią jeszcze bardziej zachłannie. Był tak głęboko, że nie mogła tego znieść. Czuła się jak szmaciana lalka, jak kawałek ubrania rozpięty na drutach, wyciągnięty jak struna.
Znów była pewna, że to był on. To on był sprawcą tego wszystkiego. Stał tuż za nią, włożył przedramię pod jej pachy, przytrzymał jej ręce i wygiął jej ciało do tyłu. Jednocześnie w tym samym czasie parkował swoim taranem głęboko w jej mokrej i spragnionej cipce. Poruszał swoimi biodrami do przodu i do tyłu tak mocno, że z wrażenia traciła przytomność.
Nie była w stanie się bronić. Była całkowicie mu oddana, bez reszty pogrążona i zniewolona. Tak cudownie jej było! Zawierzyła mu wszystko, czym była, zaufała, oddała w jego posiadanie duszę i ciało. Pogrążyła się w ekstazie, ufając i akceptując niewiadomą.
Naprężona do granic wytrzymałości, z zamkniętymi oczami i uchylonymi szeroko ustami, jęczała cicho w coraz bardziej przejmującej rozkoszy:
-Oooooch, oooooch, aaaach uuuuuooooch!
Drżała jak w febrze, kiedy uderzał swoim podbrzuszem, wbijając się w jej ciasną, wilgotną norkę do samego końca. Czuła jego jaja rozgniatające się na jej pośladkach. Odlatywała w kosmos. Była jego własnością. Należała do niego cała i bez reszty.
Czuła, jak całuje jej szyję, jak składa słodkie, namiętne pocałunki, poczynając od ramienia, przez obojczyk, aż po brodę. Nie mogła uwierzyć, że tak można całować. To było takie przejmujące, takie słodkie. Na dodatek, w połączeniu z tym jego wielkim, grubym drągiem, przedzierającym się przez jej trzewia, tworzyło koncert trudny do zniesienia przy zdrowych zmysłach. To coś było jak narkotyk. To niemożliwe do prześledzenia z pełną świadomością. Nie broniła się. Stopniowo traciła przytomność. Traciła przytomność z rozkoszy.
Kiedy pochłaniała jego wielką, grubą fujarę w swoje szeroko otwarte usta, kiedy z takim wielkim problemem ją ogarniała, kiedy trzymała ją ze wszystkich stron, kiedy wnikał w nią tak głęboko, wchodził do samego gardła, dopiero teraz była w stanie spojrzeć mu oczy. Dopiero w tym momencie była w stanie to zrobić. Chodź w takiej pozycji, która świadczyła raczej o jej uległości i nie dawała możliwości stanięcia na równi twarzą w twarz ze swoim kochankiem, dopiero teraz była w stanie spojrzeć mu w oczy. To było takie niesamowite. Była tak bardzo, tak mocno pochłonięta przez jego przyrodzenie, tak niesamowicie głęboko.
Czuła jak jego gruba, napęczniała głowica dotyka jej migdałków, ale mimo to, nie krztusiła się. Ten ogromny fiut nie wywoływał w niej odruchów wymiotnych. Wręcz przeciwnie, czuła się tak bardzo zafascynowana, mogąc tak głęboko mieć go w sobie, w swoich ustach. Przesuwała swoją twarz najbliżej, jak tylko mogła, najbliżej jego zarośniętego kędzierzawym włosiem podbrzusza. Obejmowała jego krocze dłońmi z szeroko rozpostartymi palcami, obejmowała go z dwóch stron. Delikatnie uciskała i pieściła. Gładziła jądra i ich okolice. Namiętnie ssała i ciągnęła, ssała jak małe cielę.
W tym samym czasie unosiła wzrok i patrzyła na jego twarz maślanymi oczami. Było jej tak dobrze, tak bardzo dobrze. Czuła się z tym tak bardzo, tak bardzo szczęśliwa. Nie chciała tego przerywać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz