21. Z zaświatów do życia.
Wyginął swoje biodra mocno do przodu, aby udostępnić jej swoje narzędzie, aby mogła pochłonąć go jeszcze bardziej, jeszcze bardziej dokładnie. Słyszała jak dyszy i postękuje z rozkoszy. Nie umiała sobie tego wyjaśnić, ale bała się, że ten wielki kutas może wysunąć się z jej ust. Nie chciała do tego dopuścić. Chciała pozostać w tym stanie najdłużej, jak tylko się dało. Chciała go czuć najdokładniej, najmocniej. Było jej z tym tak niesamowicie, tak cudownie dobrze.
A później… później była już tylko sama rozkosz bezgranicznego oddania, rozkosz dawania siebie komuś drugiemu, rozkosz ofiarowania pieszczot najbardziej wyuzdanych, najbardziej grzesznych, jakie tylko mogła sobie wyobrazić. Była to rozkosz lizania jego spragnionego, twardego jak stal, ogiera.
Zabrała się do tego z najwyższą dokładnością i pieczołowitością, nie chcąc zapomnieć o jakimkolwiek, najdrobniejszym nawet, szczególe. Obejmowała go u samej nasady, delikatnie przesuwała w stronę swoich ust i, wysuniętym najdalej jak tylko mogła językiem, ciągnęła od samego dołu góry, od nasady korzenia, po wędzidło na głowicy. Był mokry od jej śliny. Lśnił i pachniał mężczyzną, pachniał seksem, pachniał erotyzmem.
Ten zapach, ten widok jego doskonałej męskości z tak bliska, odbierał jej poczucie decydowania o sobie, poczucie zdrowego osądu sytuacji. Była już tylko i wyłącznie jego kochanką, jego nałożnicą, jego niewolnicą. Ściskała głowicę, czując pod palcami każdą żyłę, czując jak jego wielki trzon pulsuje, drży i szarpie się w coraz bardziej intensywnych konwulsjach rozkoszy.
Delikatnie ściskała jego jądra, zdając sobie sprawę, że po brzegi wypełnione są gęstym, białym nasieniem, które tak bardzo chciała mieć teraz w swoich ustach, w swoim gardle. Tak bardzo przez niego zniewolona, tak bardzo oddana temu nieznanemu mężczyźnie, temu kochankowi, który przybył nie wiadomo skąd, który pojawiał się jak duch i którego istnienia nie mogła wytłumaczyć w żaden logiczny sposób.
Seks. Seks, którego doświadczała był iście kosmiczny i nie miał swojego odpowiednika w świecie rzeczywistym. Czuła, że taki seks nie istnieje. Przynajmniej ona sama go nie znała, ani osobiście, ani z opowiadań swoich koleżanek, czy kolegów. Jeszcze nigdy dotąd, nigdy wcześniej nie była tak zafascynowana robieniem laski, zwykłej laski. I teraz, teraz czuła się mistrzynią w tym fachu. Czuła się tą, która pragnie doprowadzić swojego kochanka do cudownego orgazmu.
Przesuwała swoim językiem, swoim daleko wysuniętym językiem od dołu, do góry, raz po raz, zostawiając grubą warstwę śliny, wdychając zapach i ciesząc się każdą upływającą w ten sposób sekundą.
To, co się działo tego dnia, było jak bal na nieznanym, królewskim dworze. Ona… ona czuła się księżniczką. To był bal, królewski bal. Na tym balu czuła się jednocześnie Kopciuszkiem, który musiał jeszcze przed północą zniknąć. Czuła jeszcze coś. Czuła też, że jej książę odnajdzie pozostawiony na schodach pantofelek. Czuła, że odnajdzie ją, gdziekolwiek będzie się znajdowała, że odnajdzie ją zawsze i o każdej porze. Nie wiedziała, tak naprawdę i do końca, na czym polega ta gra, ale czuła się tak cudownie.
W pewnym momencie dotarło do niej, że wszystko zniknęło. Cały ten obraz: seks i cała ta scena, w której tak bezgranicznie się mu oddawała, w której uczestniczyła. Czuła, że wszystko to w ciągu ułamka sekundy przestało istnieć.
Chociaż, zaraz później, uświadomiła sobie też jeszcze jedną rzecz. Dotarło do niej, że przecież nic nie zniknęło, że po prostu to ona wróciła do rzeczywistości. Wróciła z jakichś zaświatów do życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz