Szukaj na tym blogu

17 sierpnia 2019

Niewidzialny kochanek.


36. Pachnący męskością.

W tej właśnie pozycji próbowała unosić się i opadać, ale było to trudne. Nie mogła utrzymać równowagi. Jak tylko poniosła swoje pośladki do góry, zaraz później ześlizgnęła się i opadała, nadziewając na jego miecz do samego końca. Mimo to walczyła dzielnie, starając się, aby jego fujara nie pozostawała całkowicie bierna, a poruszała się w jej ciasnym i gorącym wnętrzu. 
-Ooooooch, oooooooch… ooodpłyyywaaam! Ooooch, taaak… jeszcze trochę! Tak mnie ruchaj!!! - wzdychała na całe gardło.
Po paru minutach takiej szaleńczej gonitwy na jego grubym, twardy kutasie, niespodziewanie wstała. Wyjechał z niej niczym długi wąż z głośnym mlaśnięciem. Była cała rozpromieniona, drożała, nie potrafiła opanować dygotania swojego ciała. Czuła skurcze między nogami, pulsowanie w piersiach. 
Zachowywała się jak szalona, jak niespełna rozumu, jak nimfomanka. O tak, nimfomanka! Chciała go jak najwięcej, jak najmocniej. Chciała go poczuć całą sobą, wszędzie, wszędzie gdzie tylko się da, gdzie tylko jest to możliwe. Chciała go mieć jak najwięcej, jak najdłużej w sobie. 
Uklękła gwałtownie. Klęczała przed nim, a on, podpierając nogi na palcach stóp, jeszcze bardziej wypiął w jej stronę swoje biodra. Nie zastanawiając się, chwyciła dłonią za podstawę jego kabanosa i, przy okazji, przyciskając jaja do jego pośladków, ściągnęła skórę do dołu. Następnie, tak samo szybko, pochyliła się i otworzyła szeroko usta. 
Później już tylko, zarzucając drugą rękę na pośladki, tak, żeby jej nie przeszkadzała, chwyciła tą wielką buławę, jego twardą głowicę, jeszcze taką lśniącą i połyskującą jej sokami. Chwyciła ją w swoje usta i zaczęła ssać. Ciągnęła jak wariatka: mocno, samą tylko głowicę. Lizała i obrabiała ją ze wszystkich stron, a on… on, biedaczek, tylko jęczał i wzdychał, trzęsąc się na całym ciele. 
Pracowała jak samiec modliszki bez głowy, nie zwalniała nawet na trochę, nie dawała żadnych szans temu chłopakowi. Lizała, lizała ile tylko sił, aż bolały ją usta, gardło i policzki. Trząsł się jak galareta. Byłaby taka szczęśliwa, gdyby teraz spuścił się w jej buzię. Och, jak bardzo tego chciała! 
Chociaż, z drugiej strony, to by było jeszcze za wcześnie. Pragnęła jeszcze poczuć go w swojej cipce, w swojej dupce. Jeszcze przecież była taka niezaspokojona. Pragnęła poczuć to jego coś wszędzie, pobawić się nim tak, jakby to wszystko nie miało mieć nigdy końca. 
To wszystko było szalone, trudne do opisania. Trzymała jego chuja swoją ręką i ssała tak mocno, że ślina ciekła już jej i po ramieniu. Ciągnęła mocno zachłannie, bezustannie. On tylko szarpał się w konwulsjach rozkoszy, jęczał i wzdychał na całe gardło.
Całkiem postradała zmysły. Chciała się czuć jak stara kurwa, jak suka, jebana przez dzikiego samca. Chciała się czuć tak choć przez chwilę. 
Już po paru minutach, pochyliła się tak mocno, że jego gruba twarda fujara wjechała w jej migdałki. Czuła gruby, sękaty łeb w swoim gardle. Mimo to nie krztusiła się. Właśnie przyjmowała go całą sobą z rozkoszą, ciesząc się tym, że wielka, napęczniała żyła, oplatająca łeb jego głowicy, ociera się o jej podniebienie i język. Tak słodko było czuć  jego fiuta swoich ustach. Był taki pachnący męskością, sztywny, taki potężny. 
W normalnych okolicznościach pewnie by do takiego czegoś nigdy nie doszło. Więcej, nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że tkwią w niej takie podkłady erotyzmu i seksu. Nie miała pojęcia, że była tak bardzo zepsuta. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...