30. Co pan robi, panie doktorze?!
Kiedy zapadła całkowita cisza, kiedy zdawało się, że wszystko wróciło do absolutnego porządku, jakiś ledwie wyczuwalny instynkt kazał jej się podnieść i skierować w stronę drzwi wejściowych. Nie potrafiła tego określić dokładnie, ale miała wrażenie, że doktor jednak nie wyszedł. To było trochę dziwne i niepokojące, rozumiecie, takie odczucie. Miała wrażenie, jakby w tej chwili w jej domu był ktoś oprócz niej. Tak, wiem, jednak to nie ten jej niewidzialny kochanek. To było coś zupełnie odmiennego. Miała wrażenie, jakby w przedpokoju był złodziej lub też włamywacz.
Jakaś taka głupia myśl przebiegła jej przez głowę, że być może doktor nie jest do końca uczciwy i to właśnie on postanowił zaczaić się gdzieś za szafą. Nie potrafiła tego uzasadnić, ale na wszelki wypadek, postanowiła wstać i sprawdzić to.
Kiedy weszła do przedpokoju, okazało się, że nikogo tam nie ma. Podeszła do drzwi. Były otwarte, a właściwie nawet lekko uchylone. Popchnęła je i wyjrzała na korytarz. Nikogo tam nie było. Spojrzała na schody w dół, później w górę. Tam także nikogo nie zobaczyła.
Weszła więc do mieszkania, przekręciła zasuwkę w drzwiach i zadowolona chciała ruszyć w kierunku swojego łóżka. Nagle znowu coś ją tknęło. Stanęła. Przed nią znajdowało się duże lustro. W pierwszej chwili wzrok opuszczony miała do dołu. Dopiero później powoli, z lękiem uniosła go wyżej.
Zobaczyła za sobą lekarza. Stał tuż za nią, niby taki sam, młody, przystojny i piękny, ale w jego oczach była jakaś dzikość. Spojrzała na niego kompletnie zaskoczona, jakby z pytaniem w oczach: co pan tutaj robi?
On przyglądał się jej zachłannie i z pożądaniem, z ogniem w oczach. Uśmiechał się tak jakoś inaczej. W tej chwili nie miała pojęcia, co się może się jeszcze wydarzyć. Zadrżała jedynie z powodu nowej, nieoczekiwanej sytuacji.
Jakimż zupełnym zaskoczeniem było dla niej to, kiedy gwałtownie zbliżył się, a jego dłonie, jego ramiona, takie mocne i silne, oplotły jej ciało. Chwycił ją za cycki, ścisnął mocno i uniósł do góry. Przykleił się do niej.
Była tylko w samych spodniach od piżamy, z gołymi cyckami. Zaskoczył ją kompletnie, ale o dziwo nie potrafiła się bronić. W jakiś nadzwyczaj stanowczy sposób rozłożyła dłonie, niby w geście zaskoczenia, a jednocześnie niedorzecznej obojętności.
Trzymał ją za cycki. Przysunął swoją twarz do jej głowy. Patrzył na jej odbicie w lustrze i ciężko oddychał.
-Och, och, coh… co pan robi, co pan robi, panie doktorze?! Tak nie można. Och, - westchnęła, ale wiedziała, że już jest za późno, by czemukolwiek zapobiec.
Zresztą, nie chciała nic robić. To było takie podniecające, takie bardzo ekscytujące. Nie chciała się bronić, a jednocześnie potencjalna obrona sprawiała, że jej ciało pożądało go jeszcze bardziej, pożądało jego jego wielkiego fiuta, schowanego gdzieś pod tymi niebieskimi jeansami.
W następnej chwili opuściła ręce do dołu. Dokonała tego w geście obojętności. Jedyne, co chciała zrobić w tym momencie, to zobaczyć jego twarz, ale nie w lustrze. Chciała spojrzeć mu w oczy bezpośrednio. Próbowała to zrobić, ale on przytrzymywał ją mocno, ściskał jej piersi, unosił od dołu.
Przyklejona do jego klatki piersiowej swoimi łopatkami, nie umiała, nie miała siły, by się odwrócić i spojrzeć na niego. Czekała. Czuła jak jego wielki penis rozgniata się na jej pośladkach. Wiedziała, że za chwilę to się stanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz