27. Rozbudzić pożar.
Chciała zachowywać się jak grzeczna dziewczynka, jak potulna pacjentka, która tylko przytakuje. Była chora i rozgorączkowana. Należało więc przypuszczać, że zarówno jej ciało jak i umysł będą zgodne co do tych aspektów. No, niestety nie.
Nie potrafiła zachowywać się w konwencjonalny i szablonowy sposób. Podniecenie wciąż narastało. Stawała się coraz bardziej nerwowa. W pewnym momencie skarciła się w myślach za to, że nie potrafiła zapanować nad tak prostymi popędami.
“Dziewczyno, co z tobą! Opanuj się! Jak to możliwe, że na widok białego fartucha masz mokrą cipkę!”
Niestety, im bardziej na siebie naciskała, tym bardziej wszystko robiło się nie do przebycia.
Facet w białym fartuchu podszedł do jej łóżka i usiadł na krawędzi. Myślała, że rzuci się na niego i, najnormalniej w świecie, go zgwałci. Tymczasem on wziął ją za rękę i spojrzał jej w oczy. Czuła, że się rozpuszcza. Chciała, by ją dotykał, a on tylko uśmiechnął się.
-No tak, widzę, że panią porządnie wzięło.
“Och, wzięło mnie, wzięło! Zaraz wyciągnę twojego twardego kutasa.”
Dobrze, że nie słyszał jej myśli, bo pewnie przestraszyłby się i uciekł. Czuła, że jej policzki promieniują intensywnym gorącem. Nie wiedziała, czy to z powodu choroby, czy może też z podniecenia.
“Boże, czy ja jestem całkiem normalna?!” - pomyślała i zaraz spytała:
-Panie doktorze, czy to coś poważnego?
Jeszcze raz się uśmiechnął.
-No wie pani…
“Kurcze, czy on musi być taki tajemniczy?
Patrzyła na niego we wciąż narastającym napięciu.
-Jeszcze nie wiem, - odpowiedział, - wydaje mi się, że raczej nie. Za chwilę postaram się to sprawdzić.
Mówiąc to, wyjął elektroniczny termometr i przyłożył jej do czoła. Już samo to było dla niej podejrzanie ekscytującym doświadczeniem. Jeszcze raz przyjrzał się jej bardzo uważnie.
-Rzeczywiście, ma pani dość wysoką temperaturę.
-Ile, - spytała.
-Prawie trzydzieści dziewięć stopni, ale to jeszcze nie dramat. Proszę jeszcze nie szykować sobie trumny, - zażartował.
Myślała, że go rozszarpie. Przecież w tej zabawie zupełnie nie o to chodziło. A może on o tym wiedział i tylko się z nią tak odroczył?
Teraz, z kolei wyjął drewniany patyczek.
“Ciekawe, co on będzie chciał z nim zrobić?” - pomyślała i zaraz później uśmiechnęła się w duchu.
-Proszę powiedzieć: aaaa…
“Aha, znaczy, mam mu pokazać gardło.”
Szeroko otworzyła usta. To także budziło w niej grzeszne skojarzenia.
-Aaaaa… - odezwała się w końcu.
“No, tak to się robi. Widzisz, że to tylko zwykłe badanie”, - pomyślała.
Znów się uśmiechnął. Tym razem jakby nieco inaczej.
-Wydaje mi się, że pani koniec jeszcze nie nadszedł. Po mojemu będzie pani żyć.
-Och, to do dobrze, - westchnęła odruchowo, nie zastanawiając się nad sensem tego zdania.
Jeszcze raz się uśmiechnął, a ona ledwie trzymała swoje dłonie w ryzach. Nie wiedziała jednak, jak długo może to potrwać. W tej chwili była tak podniecona, że wystarczyła tylko iskra, aby rozbudzić pożar, którego nie da się już ugasić.
-Zdaje się, że ma pani anginę, - wyjaśnił, odkładając patyczek.
“Jednak to zwykły lekarz”, - przebiegło jej przez myśl.
-Okej, myślę że z tym będę potrafiła sobie dać radę, - jęknęła z przejęciem.
Pokiwał tylko głową.
-Wie pan, czuję się, naprawdę, fatalnie, - dorzuciła.
-Wierzę, - powiedział prawie bezdźwięcznie.
Rzeczywiście, z jednej strony, czuła beznadziejnie i ten fakt nie podlegał dyskusji. Z drugiej jednak, doskonale zdawała sobie sprawę, że chłopak o wszystkim nie wie. Chociaż mogła podejrzewać, że miało to związek z wysoką temperaturą, ani słowem nie wspomniała o tym jak bardzo jest rozbudowana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz