Szukaj na tym blogu

10 marca 2020

Projekt: "Przyszłość".


  5. O co w tym wszystkim chodzi? 

-Przepraszam, czy może orientujecie się, o co w tym wszystkim chodzi?  Nakreśliłem im pokrótce to, czego do tej pory się dowiedziałem. Obydwaj pokręcili przecząco głowami. 


Samo to jeszcze nie wzbudziłoby moich obaw. 
“Jeżeli prowadzą jakieś tajne badania, to muszą być dobrze chronieni. Przecież, za płotem jest las,” - tłumaczyłem sobie. 
Jednak, w którymś momencie zobaczyłem panów w czarnych mundurach i z długą bronią. To już nie było takie fajne i kazało się zastanowić, czy warto w to wszystko się pakować. Niestety, wraz z obawami rosła też moja ciekawość. Coraz trudniej było mi spojrzeć na to w sposób racjonalny. Wszystko było ustawione w taki sposób, że wchodziłem w to gładko, jak przysłowiowy palec w dupę. 
Jeżeli chodzi o ochronę, to wydaje mi się, że widziałem ich już wcześniej. Chociaż, w pierwszym momencie, nie zwróciłem na ten szczegół jakiejś specjalnej uwagi. W zasadzie nie wiem, dlaczego, nie wydawało mi się to aż tak bardzo konieczne. Mimo to, nawet w tym momencie, nie czułem specjalnego lęku. Uznałem, że po prostu, to był dobrze strzeżony obiekt. 
Spokojnie szedłem za nieznanym mi facetem, mając nadzieję, że i tak wszystko, co konieczne, powiedzą. Pokonaliśmy kilkaset metrów i, w końcu, doprowadził mnie do kolejnego budynku. Tutaj skręciliśmy prawo, później w lewo, a później jeszcze raz w prawo. Wszystkie drzwi wyglądały jednakowo: ciemne drewno, ładne wizytówki z numerkami. Każde otwierane na kartę. Widać było, że bardzo dbają tutaj o bezpieczeństwo. 
Z każdą kolejną minutą moja ciekawość rosła coraz bardziej. Niezmiernie intrygowało mnie, co takiego oni tutaj robią. Co tutaj się dzieje, że muszą angażować aż takie środki? Broń nuklearna, czy zakazane eksperymenty medyczne? Trudno było cokolwiek wydedukować. 
Tak, czy inaczej, w tej chwili jeszcze niczego konkretnego się nie dowiedziałem. Facet, na razie, nic nie mówił, po prostu szliśmy. W końcu otworzył jakieś drzwi. Wewnątrz stała identyczna, jak na holu, sofa i niewielki, szklany stolik. Na kanapie siedziało jeszcze dwóch mężczyzn, mniej więcej w moim wieku. 
-Dzień dobry, - powiedziałem i usiadłem obok.
Gość, który mnie przyprowadził, odezwał się:
-Proszę chwilę poczekać. Za parę minut wezwiemy panów po kolei na rozmowę. 
Wszystko wyglądało tak, jakbyśmy przyjmowali się do pracy w jakiejś korporacji. Byliśmy tylko kolejnymi numerkami na liście, które trzeba odpowiednio obsłużyć. W międzyczasie zdążyłem zapytać: 
-Przepraszam, czy może orientujecie się, o co w tym wszystkim chodzi? 
Nakreśliłem im pokrótce to, czego do tej pory się dowiedziałem. Obydwaj pokręcili przecząco głowami. Wyciągnąłem więc z kieszeni kartkę papieru, która przyszła do mnie pocztą i pokazałem jednemu z nich.
-Dostałem to samo, - stwierdził tylko i dalej siedział, gapiąc się obojętnie przed siebie.
Drugi pochylił się w moją stronę i tylko zerknął:
-No, zgadza się, ja też to mam, - rzucił zdawkowo. - niesamowita kasa. Warto zaryzykować.
-No ale, wiecie coś więcej? Powiedzieli wam coś? Jakieś bardziej konkretne szczegóły? - próbowałem jeszcze dopytywać.
-Nie, a skąd. Wiemy tylko tyle co ty. Każą czekać, to czekamy. 
-No, poczekajmy, pewnie zaraz wszystko się wyjaśni.
-No tak, nie pozostaje nic innego, jak tylko cierpliwie poczekać, - mruknąłem, - tylko wiecie… cholera… jakoś mnie to wszystko dzierży…
-No, mnie też… Po co te podchody.
Z dalszej rozmowy dowiedziałem się, że obydwaj mieszkają w promieniu kilkunastu kilometrów od tej “zabitej dechami” wsi.    
Czekaliśmy jeszcze jakieś piętnaście minut, po czym wrócił ten sam facet i wręczył nam po kilka białych, spiętych zszywkami kartek oraz długopisy. To był jakiś kwestionariusz, czy ankieta. Kazał nam to wypełnić i znów zniknął. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...