7. Eksperyment zasługuje na nagrodę Nobla.
Sporo czytam o nowinkach technicznych i śledzę najnowsze trendy naukowe. Poza tym, na Google nic nie ma w tej sprawie. Sprawdzałem, nie ma nawet waszej firmy. Nie istniejecie. Czy nie sądzi pan, że w mediach publicznych nie powinno się coś w tej sprawie pojawić. Przecież, o ile to prawda, wasz eksperyment zasługuje na nagrodę Nobla.
-A jak nie? - odezwałem się cicho, - a jak będę chciał się teraz z tego wycofać?
Mężczyzna uśmiechnął się tylko i zbył to dyplomatycznym milczeniem. Popatrzył na mnie jakoś tak inaczej. Ktoś, kto pozwala sobie na takie zachowanie, musi być bardzo pewny siebie i bardzo zdeterminowany. Powiem szczerze, że trochę się wystraszyłem, a przynajmniej zaniepokoiłem. Zacząłem rozumieć, że cały ten układ przypomina trochę włoską propozycję z “Ojca chrzestnego”.
-Zapraszam pana, - powiedział zdawkowo.
Podniósł się i wskazał drzwi.
Znów był korytarz, tym razem bardzo długi. Pokonanie go zajęło nam kilka minut. Szliśmy i szliśmy. W końcu dotarliśmy do ogromnej hali. Była wysoka na kilkanaście metrów. W suficie znajdowały się świetliki. To nie było puste pomieszczenie. Stały tutaj różnego rodzaju maszyny i urządzenia. Były, naprawdę, przeróżne. Mogłem się tylko domyślać, do czego służą. Niektóre przypominały jakieś budki telefoniczne, lub kabiny prysznicowe. Inne zaś podobne były do windy, jeszcze inne do autobusu. Trudno wymienić wszystkie. To był cały melanż i kolekcja, przeróżne. Tak, jakby ktoś usilnie próbował w tym względzie wynaleźć coś całkiem nowego. Tak jakby, ktoś chciał znaleźć patent na idealny sracz. To było dziwne, Może trochę śmieszne, ale przede wszystkim, zastanawiające.
Z niektórych wydobywały się podejrzane dźwięki typu buczenie gwizdy i pojękiwanie, z innych uchodziła para, albo jakiś inny gaz. Wszędzie widziałem kręcących się ludzi w uniformach roboczych, białych fartuchach, z dokumentami w ręku i z tabletami. Wszyscy zajęci byli swoją robotą i nikt nie zwracał na nas specjalnej uwagi.
Przyznam szczerze, że to wszystko troszkę mnie przerażało. To nie był mały instytut, finansowany z budżetu państwa. Wyglądało raczej, że odbywają się tu przygotowania do lotu na Marsa, lub budowy teleportera. Gdyby w tym momencie ktoś powiedział mi, że byłem bardzo blisko prawdy, nie uwierzyłbym.
Przeszliśmy przez sam środek hangaru i, w końcu, zatrzymaliśmy się w nieco mniejszym pomieszczeniu. Stało tu urządzenie, przypominające niewielki samochód, no, powiedzmy, takiego naszego malucha.
“Znowu te kabiny” - pomyślałem, - “co oni z nimi?”
Wewnątrz “pojazdu” był jeden fotel. Żadnych innych, większych urządzeń tam nie zobaczyłem. Co to mogło być? Dopiero teraz przez głowę przebiegła mi myśl, która, z jednej strony była śmieszna, a z drugiej wzbudzała jeszcze większy niepokój. Przypomniał mi się film “Powrót do przyszłości”.
“Cholera jasna, czyżby zbudowali coś w tym rodzaju?!” - pomyślałem.
Chciałem wierzyć, że nie, jednak coraz większa ilość szczegółów, która do mnie docierała, kazała mi w to wątpić.
-Panie Robercie, poznaliśmy już pana przeszłość i, między innymi, właśnie dlatego, pozwoliliśmy sobie zaprosić pana do naszego eksperymentu. Jeżeli tak to można określić… tylko proszę się nie obrazić… nie mam na myśli nic złego… jest dobrym materiałem do przeprowadzenia tego, czego mamy zamiar dokonać. Chcieliśmy panu zaproponować wzięcie udziału w pierwszym na świecie eksperymencie polegającym na zmianie przeszłości… pańskiej przeszłości.
Ze zdziwienia szeroko otworzyłem usta.
“O ja pierdolę! Jednak. Jednak nie myliłem się. Boże, w co ja się wpierdoliłem?!” - panikowałem, czując, że robię się blady jak ściana.
-Że co??? Przeszłości? Chcecie zmieniać moją przeszłość?!
-Tak, dokładnie.
-Aha, ciekawe w jaki sposób? Zbudowaliście teleporter i zabiję swojego dziadka, co? Hahaha… no nieźle, nieźle… - ironizowałem.
Patrzył na mnie cierpliwie i nie odzywał się. Wiedział co mówi i nie dał zbić się z tropu.
-No wie pan… jeżeli chodzi o sposoby, to zdaje się, że mamy już pewne osiągnięcia.
-Oczywiście… taaa, a jakże… Jakie znowu osiągnięcia?! Co żeście tutaj wykombinowali? - stawałem się coraz bardziej złośliwy.
-Proszę pana, w tej chwili mogę panu powiedzieć tylko tyle, - tu zawiesił głos, - że zdołaliśmy skonstruować urządzenie, które przeniesie pana w przeszłość.
Zacząłem się śmiać jeszcze głośniej. Muszę powiedzieć, że to nie był radosny śmiech. Był raczej niepewny i zdradzający lęk.
-No wie pan… - zacząłem, już nieco bardziej poważnie, - raczej o niczym takim nie słyszałem. Sporo czytam o nowinkach technicznych i śledzę najnowsze trendy naukowe. Poza tym, na Google nic nie ma w tej sprawie. Sprawdzałem, nie ma nawet waszej firmy. Nie istniejecie. Czy nie sądzi pan, że w mediach publicznych nie powinno się coś w tej sprawie pojawić. Przecież, o ile to prawda, wasz eksperyment zasługuje na nagrodę Nobla. Nie wierzę w to, po prostu.
-No i wie pan, - zaczął z uśmiechem na twarzy, - i tutaj się pan myli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz