Szukaj na tym blogu

8 marca 2020

Projekt: "Przyszłość".


3. Epokowe odkrycie.

Za duża kwota, za mało szczegółów, zbyt duże ryzyko. Po dłuższym i dokładniejszym zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że pasowałoby przynajmniej dowiedzieć się, z czym mam do czynienia. Może to rzeczywiście jakieś epokowe odkrycie?


List, który otrzymałem, zaskoczył mnie całkowicie. Nie spodziewałem się go w ogóle. Nadawca: Instytut Rozwoju Nowych Technologii i Mechaniki Kwantowej. Firma nieznana mi kompletnie. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to nie jacyś oszuści. 
“W jakim celu taka instytucja chciałaby się kontaktować ze zwykłym ochroniarzem? Pracy na pewno u nich nie znajdę. Chyba, że jako sprzątacz. Jednak jeżeli już to do mnie trafiło, to ktoś traktuje to poważnie”, - myślałem. 
Od razu rzucało się w oczy starannie dopracowane logo, była nawet pieczątka, co rzadko się teraz zdarza. Sama koperta opatrzona była nadrukiem firmowym. Po otwarciu okazało się, że papier także był specjalnie do tego przystosowany. Spojrzałem na sam dół. Podpis, do kogokolwiek by nie należał, był autentyczny. To znaczy, na pewno nie nie było to ksero. Ślad atramentu pociągnięty po gładkiej kartce, łatwo można odróżnić, od skanu. 
Dokument, owszem, stworzony był na komputerze, ale podpisany przez samego prezesa własnoręcznie. Musieli, więc, podjąć dosyć duży wysiłek. Zastanawiało mnie tylko, w jakim celu. 
Zacząłem mieć wątpliwości, czy wogóle jest sens to czytać. To rzeczywiście mogło być jakimś, bardziej wyrafinowanym, szwindlem. Nie zmienia to faktu, że byłem ciekawy. Był telefon i adres kontaktowy. Siedziba mieściła się kilkanaście kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Co prawda, była to mała miejscowość, położona w środku lasu, ale jednak, naprawdę istniejąca. 
Zacząłem czytać. Z pisma wynikało, że prowadzą oni jakiś, zakrojony na szeroką skalę, eksperyment, czy też projekt naukowy. Szczegółów było bardzo mało, a te które podali, były tak enigmatyczne i niezrozumiałe, że trudno było czegokolwiek się domyśleć. Pojąłem tylko tyle, że chcą mnie zaprosić na rozmowę wstępną w celu zaproponowania uczestnictwa w tym czymś, co robili. Pisali, że głownie zależało im na moim zarejestrowaniu się i pozostawieniu swoich danych. 
W tym miejscu pewnie wyrzuciłbym papier do kosza i nie wracał do tematu, gdyby nie jeden mały, ale bardzo istotny szczegół. Pisali: “Zdajemy sobie sprawę, że projekt wymagał będzie poświęcenia odpowiedniej ilości czasu i wysiłku, a kwestia finansowa, dla każdego człowieka jest bardzo ważna. Proponujemy więc panu odpowiednią gratyfikację…”
“Aha, czyli jednak praca, no albo coś w tym rodzaju”, - pomyślałem, - “Gotówki nigdy za wiele, więc warto się nad tym zastanowić”   
Napisali, że podejmą niezbędne wysiłki, aby wszelkie szczegóły uzgodnić firmą gdzie aktualnie jestem zatrudniony. Tu wymienili nazwę oraz adres. Widać było, że doskonale się orientowali z kim mają do czynienia. Pisali, że na czas eksperymentu załatwią mi urlop. Właściwie, jak wyjaśniali w dalszej części, oni już zaczęli rozmowy i wszystko miało być na dobrej drodze. Chcieli zdjąć ze mnie ten obowiązek, tak żebym nie musiał już o tym w ogóle myśleć. Chodziło im o to, żebym stawił się konkretnego dnia u nich w recepcji. 
Teraz, czekało na mnie najlepsze. Kwota jaką wymieniali wydawała mi się wręcz astronomiczna. Myślałem, że pomylili się przynajmniej o jedno zero. Za ten projekt zaproponowali mi tyle, że spokojnie mógłbym kupić chałupę i pewnie by jeszcze na jakiś samochód zostało. Od razu przyszła mi do głowy jedna myśl: “Albo jest to coś nielegalnego, albo coś skrajnie niebezpiecznego.” 
Ani jedno, ani drugie mi się nie podobało. W pierwszym momencie, rzeczywiście, coś mi mówiło, żeby w ogóle się w to nie mieszać. Za duża kwota, za mało szczegółów, zbyt duże ryzyko. Po dłuższym i dokładniejszym zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że pasowałoby przynajmniej dowiedzieć się, z czym mam do czynienia. Może to rzeczywiście jakieś epokowe odkrycie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...