Szukaj na tym blogu

9 marca 2020

Projekt: "Przyszłość".


4. Kazali mi usiąść.

Kazali mi usiąść. Młoda sekretarka w granatowej spódniczce i białej koszuli, poprosiła mnie grzecznie, bym zajął miejsce na sofie i chwilę poczekał. 


Z dalszej części listu dowiedziałem się, że cały projekt objęty jest klauzulą tajności. Warunkiem otrzymania jakiejkolwiek gotówki było to, że miałem nie mówić o tym absolutnie nikomu. Nie wolno mi było poinformować nawet żony o szczegółach przedsięwzięcia. Ich zdaniem, chodziło o moje własne dobro. 
Jak się później zorientowałem, wewnątrz koperty było jeszcze jedno pismo. To kierowali bezpośrednio do mojej drugiej połowy i informowali ją, że mam się, niby, zgłosić na jakieś badania profilaktyczne. To wszystko. Resztę mieli mi wyjaśnić na miejscu. 
Kiedy tam pojechałem następnego dnia, okazało się, że była to duża, ale najzwyklejsza w świecie firma. W pewnym sensie się rozczarowałem. Spodziewałem się obiektu wojskowego, z mundurowymi strażnikami na wieżyczkach, a tu nic. Nieliczni, przemykający wąskimi korytarzami, ludzie białych fartuchach. Na pewno nie była to też siedziba mafii, jak mi się na początku zdawało. Raczej zwykły instytut, który zajmował się bardzo różnymi projektami związanymi z fizyką, chemią molekularną, jak również z medycyną. Z pierwszych, pobieżnych informacji wynikało, że projektowali też różne urządzenia oraz wprowadzali na rynek innowacje technologiczne. Na biurkach przy wejściu w holu leżały ich foldery, ulotki i broszury. 
Kazali mi usiąść. Młoda sekretarka w granatowej spódniczce i białej koszuli, poprosiła mnie grzecznie, bym zajął miejsce na sofie i chwilę poczekał. 
-Za chwilę ktoś się tutaj po pana zgłosi i wyjaśni całą resztę. 
Usiadłem i grzecznie czekałem na dalszy rozwój wypadków. Rozglądając się dookoła, starałem się zarejestrować jak najwięcej szczegółów. Tak na wszelki wypadek. Wszystko było nowe i trochę dziwne. To było duże pomieszczenie ze szklaną ścianą sięgającą gdzieś mniej więcej czterech metrów. Jako, że na zewnątrz była piękna pogoda, w środku także było dużo słońca. Ustawione tu były jakieś stoliki, skórzane sofy, pewnie dla takich jak ja, kilka regałów z ulotkami, żeby zapełnić czymś czas oczekiwania i duże biurko, za którym siedziała, wspomniana już wcześniej, sekretarka. 
Rozsiadłem się wygodnie i czekałem. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Nie było tu nic, co kazało by mi się czegokolwiek obawiać. Przeciwnie, było wręcz sennie i nastrojowo. Minęło jakieś pół godziny, może trochę więcej. Przyznam się nawet, że w pewnym momencie chyba uciąłem sobie krótką drzemkę. Kiedy nadal nic się nie działo, zacząłem się już nawet trochę niecierpliwić. Z nudów przejrzałem wszystkie broszury, które leżały obok mnie, ale i tak nic więcej się nie dowiedziałem. 
Na szczęście w chwilę później ktoś się pojawił. To był mężczyzna w wieku około czterdziestu lat w białym fartuchu i okularach. Z miejsca uśmiechnął się do mnie serdecznie. 
-Pan Robert? - spytał. 
-Tak, zgadza się, - odpowiedziałem. 
Wyciągnął do mnie dłoń, a jego twarz rozjaśniła się jeszcze szerszym uśmiechem. 
-Witamy. Zapraszam ze mną. Za chwilę dowie się pan wszystkiego, co trzeba. Na początek zapoznamy pana z przedmiotem naszych badań. 
“Jakim przedmiotem? Co oni tutaj i kombinują?” - myślałem.
Byłem coraz bardziej zaintrygowany, jednak żadne szczegóły wyglądu samego budynku, ani innych rzeczy nie nie nie zdradzały, z czym przyszło mi się później zmierzyć. 
Szliśmy długim, wąskim korytarzem. Właściwie, to był łącznik między jednym, a drugim budynkiem. Tak samo jak hol, był dobrze przeszklony. Jeżeli chcieli coś ukryć, to robili to wręcz perfekcyjnie. Na zewnątrz widać było park, alejki oraz spacerujących ludzi w jasnych kitlach. Wszystko przypominało raczej szpital, niż firmę zajmującą się badaniami naukowymi. 
No i w tym miejscu należałoby zakończyć sielankowy opis. Dalej był las i ogrodzenie z siatki. W perspektywie zobaczyłem drut kolczasty, a na górze jakieś budki, chyba rzeczywiście strażnicze. Gdzieś po rogach mignęły mi chyba już wcześniej, ale nie zwróciłem na nie specjalnej uwagi. Czy były to tylko atrapy? Czy ktoś w nich był? Nie miałem pojęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...