2. Ogromne okulary.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem, to były duże, wręcz ogromne okulary. Zakrywały połowę twarzy. Miałem wrażenie, że zderzyłem się z jakąś nową, młodą nauczycielką, lub wychowawczynią.
Pędziłem jak szalony. Biegłem do pokoju na drugim końcu korytarza, aby pożyczyć zeszyt od matematyki. Na ostatniej lekcji mnie nie było, gdyż wybrałem się do dentysty. Nie żeby mnie ząb bolał, nic z tych rzeczy. Co prawda dziura w nim była i to porządna, ale nie to było powodem udania się do stomatologa szkolnego.
Na lekcji, którą opuściłem, miało odbyć się gruntowne pytanie, po zakończeniu dużego rozdziału. Wydawało się, że znalazłem dobry sposób, aby uniknąć kolejnego balona w dzienniku, ale, niestety, nauczycielka zapowiedziała powtórkę z tej masakry. Następnego dnia miała przepytać wszystkich pozostałych. Takich opuszczonych godzin miałem trochę więcej, więc i w zeszycie nie było wszystkiego. Teraz tego żałowałem.
Naprędce trzeba było zrobić jakąś ściągę, bo wiadomo, że na naukę było już za późno. Zresztą jak sobie pomyślałem o tym rachunku prawdopodobieństwa, to od razu robiło mi się niedobrze. Tak, czy inaczej, w planach miałem jeszcze wyjście na basen i obejrzenie kolejnego odcinka “Niewolnicy Isaury”
W pewnym momencie na kogoś wpadłem.
Zatrzymałem się, uniosłem głowę i szczęka mi opadła. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć, jak się zachować. W gardle miałem wielką gulę, a serce waliło tak, że o mało nie dostałem zawału. Przede mną była ona. Oniemiałem z wrażenia.
-Eeee… hyk… - wyrzuciłem z siebie automatycznie.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem, to były duże, wręcz ogromne okulary. Zakrywały połowę twarzy. Miałem wrażenie, że zderzyłem się z jakąś nową, młodą nauczycielką, lub wychowawczynią. Drugą połowę tej ślicznej buzi zakrywały, bujne rude włosy. Były poskręcane w loki, śliczne.
“Co się stało? Czy powinienem przeprosić? Może powiedzieć coś innego? Kim ona jest? Dlaczego akurat ja? Dlaczego tutaj? Boże, ale ona jest śliczna?!”- myślałem, kompletnie zdezorientowany.
Tymczasem, nic się nie działo. Stała przede mną i patrzyła. Tylko patrzyła. Nie wiem, na co liczyłem. Przecież wiedziałem, że cuda się nie zdarzają, a takie dziewczyny są już zajęte.
Dech mi zaparło.
-Przepraszam, ale ze mnie gapa, - powiedziałem i uśmiechnąłem się nieśmiało.
Ku mojemu zaskoczeniu, pierwszy paraliż szybko minął, ale to wcale nie oznacza, że byłem w stanie powiedzieć cokolwiek, co mogłoby zatrzymać ją chwilę dłużej i dać jakąkolwiek nadzieję. Dobrym znakiem było to, że nie wystraszyła się mnie całkowicie. Jeszcze lepszym, że ja jej się nie wystraszyłem. Zwykle działo się tak, że piękne dziewczyny wzbudzały we mnie paniczny lęk. Jednak w tym przypadku było inaczej.
-Nic się nie stało, - odpowiedziała grzecznie.
-Nie masz siniaka? Wydaje mi się, że uderzyłem cię łokciem.
Uśmiechnęła się.
-Nie, to tylko encyklopedia.
-Aha, to dobrze, bo już myślałem, że zrobiłem ci jakąś krzywdę.
-Nie, nie… nic się nie stało, - uspokoiła mnie.
-Gdzie idziesz? - spytałem.
-Pod osiemnastkę, oddać tą książkę, - powiedziała, pokazując opasły tom.
-Aha, - mruknąłem, - to ja dokładnie w przeciwną stronę.
-No to fajnie, - powiedziała, - to ja idę.
-Na razie.
-Hej.
W tym właśnie momencie odniosłem wrażenie, że mój młody wygląd w ogóle nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Nie wiedziałem, co o tym sądzić. Pomyślałem, że prawdopodobnie wzięła mnie za swojego rówieśnika.
Dziewczyny w tym wieku szukają chłopaków starszych od siebie i nieco poważniejszych. Moja facjata sprawiała, że z marszu byłem traktowany jako gatunek podrzędny, jako osobnik stojący gdzieś na dole hierarchii społecznej.
“Znów zostałem uznany za słupek stojący przy drodze”, - pomyślałem.
Wtedy byłem skłonny widzieć wszystko jako białe, albo czarne, nic pomiędzy. Tymczasem, ona może nie traktowała tego w ten sposób. Ot, po prostu ktoś wpadł na nią i chciała być po prostu grzeczna.Tak pewnie było, a ja wyobrażałem sobie nie wiem co.
Później wielokrotnie widywałem ją w szkole. Mieszkała w internecie na trzecim piętrze. Dosyć często przychodziła na skrzydło męskie, ale nigdy nie miałem śmiałości by podejść i coś miłego powiedzieć. Starałem się, nawet, śledzić ją wzrokiem na korytarzach szkolnych. Była zbyt piękna, bym mógł uwierzyć, że kiedykolwiek, zechce spędzić ze mną więcej czasu. Mimo to, chciałem wiedzieć, gdzie przebywa i co robi. Chciałem poznać jej koleżanki, środowisko w jakim się obraca, ale na nic więcej nie starczyło mi odwagi. Była raczej jak obiekt marzeń i skrytych westchnień, niż jak realna osoba. Wszystko, co o niej wiedziałem, pochodziło z obserwacji i to z daleka. Nigdy nie miałem śmiałości, żeby zmienić to w coś naprawdę istotnego. Ot, po prostu, przelotna bardzo przelotna, znajomość, która skończyła się tak szybko, jak się zaczęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz