16. A teraz zapraszam do mnie.
-Dobrze, - odezwałem się, już bardziej stanowczo, wiedząc, co zamierza powiedzieć, - później to załatwisz, a teraz zapraszam do mnie. Nie była jeszcze do końca przekonana. -No wiesz, w zasadzie… - odezwała się, - miałam już wracać na żeński.
Młody osobnik, którym przecież także byłem, pomyślał z niedowierzaniem:
“Boże, co??? Czy ja to powiedziałem?! Czy to moje własne słowa? To niemożliwe!”
Tak, czy inaczej, wszystko toczyło się w jak najlepszym kierunku. Ta część mnie, pomimo obaw, była bardzo zadowolona. Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i spojrzała na mnie tymi swoimi wielkimi, brązowymi oczami. Obserwowała mnie poprzez duże szkła, zakrywające połowę jej twarzy.
Dla mnie, małolata, było to trudne do zniesienia. Zaczynałem drżeć z niepokoju i czułem jego… Och nie! Czułem swoje, także swoje, szybko narastające podniecenie. Czy wszystko było w porządku?
Byłem tylko świadomością, czystą świadomością przeniesioną do przeszłości, z emocjami, ale bez ciała. Tak miało być, przynajmniej w teorii. Jednak, nie. Tak naprawdę byłem też, po części, jego ciałem. Odczuwałem wszystko to, co on. Bardzo szybko zaczynało to do mnie docierać.
Czułem, że penis w moich spodniach stężał już bardzo i zaczął napierać na materiał od środka. Ja wiedzialem, co to oznacza. Trzeba było gnieść ciasto, póki gorące. Natomiast młody chłopak, nie umiał sobie już z tym poradzić i coraz bardziej zaczynał panikować. Nie mogłem pozwolić mu zbojkotować tak cudownej sytuacji.
Widząc wahanie dziewczyny, dodałem tylko:
-Oczywiście, może być coś słodkiego do kawy.
Patrzyła i wciąż zastanawiała się.
By pozbawić ją wątpliwości, dorzuciłem jeszcze:
-Możesz czuć się bezpiecznie. Jestem zwykłym chłopakiem. Nie mam żadnych paskudnych myśli i zamiarów. Nic z złego mojej strony ci nie grozi.
“Przynajmniej, na razie…” - pomyślałem.
-Bardzo proszę, -mówiłem dalej, - Nie zajmę ci dużo czasu. Porozmawiamy chwilę… no chyba, że gdzieś się spieszysz… Co ty na to?
Na chwilę zamilkłem. Moje młode ja w panice myślało:
“Boże, co ja wygaduję?! Chyba coś mi na rozum padło!”
Obawiałem się, czy nie zrobi jakieś głupoty. Musiałem uważać na wszystko. Jednak, z obserwacji wynikało, że coraz bardziej zaczynało mu się to podobać. Coś działo się bez wysiłku i bez jego woli. Zaczynał traktować to jako grę. Miał wrażenie, że na światło dzienne wychodzą jego ukryte talenty i zdolności. Chyba rzeczywiście zaczynał wierzyć w siebie.
W tej samej chwili dziewczyna odezwała się:
-No wiesz… w zasadzie, to… - tu zawiesiła głos.
Znów, niby całkowicie przypadkiem i odruchowo, dotknąłem jej ramienia. Wiedziałem, że tak trzeba, że subtelny, nienachalny dotyk ma bardzo duże znaczenie.
-Dobrze, - odezwałem się, już bardziej stanowczo, wiedząc, co zamierza powiedzieć, - później to załatwisz, a teraz zapraszam do mnie.
Nie była jeszcze do końca przekonana.
-No wiesz, w zasadzie… - odezwała się, - miałam już wracać na żeński. Rozumiesz, byłam tylko pożyczyć zeszyt od kolegi.
Uśmiechnąłem się szczerze i wszedłem jej w słowo:
-A widzisz, zeszyt. Hmm… no to tak samo, jak ja. Ja też szedłem po zeszyt. Początek roku, trochę zaległości sobie narobiłem… rozumiesz? Z resztą, możemy uczyć się razem. Co ty na to? Tu jest taki fajny pokój do nauki własnej…
Brawo! Byliśmy w domu. Uśmiechnęła się do mnie ciepło. Odpowiedziałem takim samym, serdecznym uśmiechem i, po raz kolejny, gestem dłoni, wskazałem na drzwi do mojego pokoju.
-Zapraszam. To tutaj, - powiedziałem.
Wyjąłem kluczyk i otworzyłem. Miałem niesamowitego farta. W tym momencie, akurat nikogo nie było. Brat był na zajęciach koła majsterkowicza, a kolega pojechał na religię do pobliskiego miasta. Jak to mówią, chata należała do mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz