222. Zrobiłeś mi tak dobrze.
-Zrobiłeś mi tak dobrze, że jeszcze długo będę dochodziła do siebie. To był najlepszy komplement, jaki mogłem usłyszeć od kobiety po stosunku.
Założyła na siebie bluzkę i usiadła na krześle, aby wciągnąć majtki. Wyglądało na to, że nie ma zamiaru się kąpać. Przynajmniej nie u mnie i nie w tej chwili. Była cudowna. Pachniała mną, pachniała moją spermą. Chciałem jeszcze. Mój kutas powoli zaczynał się już podnosić.
-Jesteś wariat, - westchnęła, widząc moje podniecenie.
-Nie, no co ty, - starałem się zaprzeczyć, choć wiedziałem, że, w jakimś sensie jest to prawdą.
Podszedłem do niej od tyłu, uklęknąłem na podłodze i, obejmując jej ramiona, pocałowałem tuż za uchem.
-Naprawdę, jesteś niesamowity, - powtórzyła.
-Przesadzasz, - szepnąłem czule.
Przeciągnęła się jak kotka i położyła nogi na stole. W sumie, nie wciągnęła jeszcze tych majteczek. Gdzieś po środku majaczyła jej wymęczona pizdeczka.
-Zrobiłeś mi tak dobrze, że jeszcze długo będę dochodziła do siebie.
To był najlepszy komplement, jaki mogłem usłyszeć od kobiety po stosunku. Trzeba było jednak udać trochę skromności.
-Naprawdę? - powiedziałem.
Pochyliła głowę nieco do przodu udostępniając mi swoją szyję. Całowałem raz przy razie.
-Umiesz posługiwać się swoim narzędziem. Jestem pełna podziwu.
Coraz bardziej potrzebowałem kolejnego zbliżenia.
-Ja też, - westchnąłem.
Całując szyję i kark stopniowo wciskałem dłoń między jej uda. Broniła się dość nieudolnie, zasłaniając swoją cipeczkę obydwiema dłońmi. Tak naprawdę wierciła się, wystawiając kolejne partie swojego ciała do całowania.
-Co, ty też? - spytała.
Moja dłoń trafiła dokładnie tam, gdzie trzeba. Poczułem wilgoć i ciepło.
-Jestem zachwycony, - westchnąłem, - Seks z tobą to prawdziwa przyjemność. Mógłbym to robić codziennie. Co ja mówię, kilka razy dziennie.
W końcu udało się jej założyć te majtki. Podniosła się i ubrała także spódniczkę. Co z tego, kiedy, już po chwili, siedziała na tym stole z szeroko rozchylonymi udami. Jej kolana obejmowały moje biodra, a stopy zaciskały się na pośladkach.
-Nie przesadzasz? - powiedziała, patrząc mi w oczy.
-Nie. Naprawdę, jesteś zajebista.
Zdziwiła się trochę.
-Zajebista? Co to za określenie?
Wiem, że powinienem był się jakoś pozbierać, ale nie zdążyłem.
-Och przepraszam, jeszcze nie weszło do obiegu, - odpowiedziałem odruchowo.
-Do obiegu? Co ty mówisz?
Otrząsnąłem się. Nie mogłem pieprzyć takich rzeczy.
-Nic, nic… tak sobie gadam, Zajebista - znaczy rewelacyjna. Bardzo dobra.
W tym samym momencie moje palce szukając dostępu, rozchyliły płatki jej kobiecości i wjechały do środka. Zamknęła oczy, szeroko otworzyła usta i westchnęła głęboko. Po chwili, jak gdyby nigdy nic, z szerokim uśmiechem powiedziała:
-Tak, a ja myślałam, że to jakieś przekleństwo.
“No tak, w twoich czasach to było jeszcze przekleństwo”, - pomyślałem.
W następnym momencie, nim zdążyła się zorientować w czym rzecz, znów siedzieliśmy na łóżku. Na tym samym, na którym, jeszcze przed chwilą, tak namiętnie się kochaliśmy. Jedną ręką trzymałem ją za plecy i przytulałem do siebie, drugą, niby odruchowo, ale bezczelnie i bezceremonialnie ściągałem jej majteczki.
-Przestań. Nie, - odezwała się.
-Dlaczego, - dlaczego spytałem nie przerywając ruchu.
W sumie uśmiechała się. Widać było, że jej się to podoba, ale jakimś cudem protestowała.
-Och, nie powinniśmy.
-Co?
-Nie powinniśmy tego robić.
Nie zmieniłem swojego zachowania. Teraz była już bez majtek. Siedziała z podwiniętą do góry spódniczką z cipką wystawioną na moje pożądliwe spojrzenia.
-Dlaczego? Przecież było tak fajnie.
-Nie. Starczy już.
Nie była w stanie utrzymać się w pionie. Bezsilnie opadła na pościel, szeroko rozchylając swoje uda.
-Ale… och nie… odprowadź mnie na internat żeński, - protestowała anemicznie.
Mimo to, był to jakiś protest. Nie wiedziałem, czy mam kontynuować. Jedna część mnie chciała zachowywać się grzecznie i nie robić niczego, czego ona by nie chciała, a druga uparcie parła do przodu w nadziei, że zrealizuje swój niecny plan.
-Co? Naprawdę tego chcesz?
-Tak. Jest już późno. Za chwilę ktoś może wejść. Och za duże ryzyko.
-Ale chcesz?
-Co?
-Chcesz jeszcze.
-Przestań.
-Co?
-Przestań tak mówić.
-Ale chcesz?
-Chcę. Och chcę ale…
-Więc…
-Co?
-Dlaczego nie?
Gładziłem okolice jej muszelki, a cały opór stopniowo słabł, aż w końcu wcale nie było go widać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz