224. Nie wiesz, w co się pakujesz.
-Nie wiesz, w co się pakujesz, - odezwała się cicho ale stanowczo. Myślałem, że nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że zmienia się w wilkołaka, a jej po prostu puszczały hamulce. -Słucham? -Och, możesz tego żałować… - ciągnęła, a po moich plecach przebiegł dreszcz.
Rozczuliła mnie bardzo. Nabrałem jeszcze większej ochoty na seks z nią. Miałby to być seks przesiąknięty opiekuńczością.
-Och Marzenko, to nie tak… jesteś jeszcze taka młoda. To są dla ciebie nowe doświadczenia, pełne ekscytacji… Wszystko się ułoży. Sama zobaczysz. Daj sobie szansę…
-Kiedy ksiądz na religii powiedział, że od seksu można się uzależnić…
“Co?! W tych sprawach zdajesz się na to co powie ksiądz?” Coraz bardziej rozkładała mnie na elementy pierwsze, ale przecież ja sam niejednokrotnie tak myślałem. Przynajmniej w młodym wieku.
-No wiesz… w pewnym sensie… na pewno… ale czy w twoim przypadku… nie wiem… Daj spokój, przecież to tylko słowa.
-No widzisz… sam mówisz…
Była naprawdę słodka. Chciałem ją całować i pieścić.
-Nie… no przestań… Ja myślę, że, po prostu, masz rozbudzone, niezaspokojone pragnienia. Z czasem powinno minąć. Postaraj się zapomnieć o tych myślach i brać życie takim, jakim jest. Dobrze?
Chyba podziałało. Już po chwili była zupełnie naga. Nie miała na sobie choćby jednego ciuszka. Stała obok łóżka, a ja na nim siedziałem. Patrzyła na mnie, ale tym razem jej wzrok był jeszcze inny, zupełnie inny. Jakby przeszła jakąś metamorfozę.
“Znowu się zaczyna. Co się dzieje w tym dziwnym świecie? Czy nic nie może pozostać takie samo przez dłuższy czas?”, - pomyślałem, mając przed oczami obraz Julki. Ona też tak szybko się zmieniała. Czy miałoby to oznaczać, że z Marzeną dzieje się to samo?
Patrzyłem na jej duże, jędrne, sterczące piersi, patrzyłem ja jej słodką, uśmiechniętą buzię i znów byłem podniecony na maksa. Ilość wrażeń, jakich doświadczyłem w ostatnich dniach, była wprost niewyobrażalna. Aż trudno pojąć, jak dawałem sobie z tym wszystkim radę. Ja także nie umiałem określić ostrych ram przyzwoitości, tego, co można, a co nie można.
Tak, czy siak, w tej chwili było już za późno.
-Nie wiesz, w co się pakujesz, - odezwała się cicho ale stanowczo.
Myślałem, że nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że zmienia się w wilkołaka, a jej po prostu puszczały hamulce.
-Słucham?
-Och, możesz tego żałować… - ciągnęła, a po moich plecach przebiegł dreszcz.
-Ja?! Żartujesz? Czego mógłbym żałować? Z tobą? Nie…
-Nie wiesz, jaka ja jestem naprawdę. Nie wiesz… ja…
Uśmiechnąłem się.
-Jesteś cudowna. Rozumiem, może i nie wiem, ale może chcę cię poznać… Możesz mi pokazać, jaka jesteś naprawdę, śmiało. Nigdzie nie ucieknę.
-Och, ale, czy ty tego chcesz? Naprawdę, chcesz tego? - dopytywała jakby nie wierzyła, że do końca zdaję sobie sprawę z całej sytuacji.
Nie wiedziałem, ale czy to miało jakieś znaczenie?
-Nie mam pojęcia, co mnie czeka, ale spróbujmy. Może nic złego się nie stanie. Jesteś piękna, seksowna i masz duży apetyt na te rzeczy. Czy to coś złego? Aż ciarki przechodzą mi po plecach na myśl, co ty jeszcze możesz wykombinować. Jesteś niesamowita, wiesz?
Wszystko wskazywało na to, że stopniowo zaczyna przejmować inicjatywę. Wiedziałem, że nie mogę się wycofywać. Musiałem zobaczyć, co siedzi w jej psychice.
-No dobrze, jak już tak bardzo chcesz, to chodź, - zakończyła.
Stanęła w taki sposób, że patrzyłem na jej piersi od dołu. Uwielbiałem tak patrzeć na jej cycki. Z tej perspektywy wydawały się jeszcze większe i jeszcze bardziej ponętne niż normalnie. Trudno było się oprzeć ich urokowi. Moje oczy świeciły się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz