223. Boję się, że się uzależnię.
-Boję się, że się uzależnię od tego... - wypaliła w końcu. -Co?! - próbowałem wejść w jej tok myślenia, ale było to niezwykle trudne. “Jak można uzależnić się od seksu?! Tak, wiem. Można ale nie po kilku razach. Nie tak szybko.”
Przechyliła głowę na jeden bok i patrzyła na mnie uważnie, bardzo uważnie. Czułem, że znowu zaczyna się coś dziać. W jej oczach była dzikość, płomień. Miałem wrażenie, że za moment rzuci się na mnie i zrobi to, co ja sam chciałem od jakiegoś czasu zrobić właśnie z nią. Nie wiem dlaczego, to było takie jakieś głupie przeczucie. Zdawało mi się, że zgwałci mnie tu i teraz, w tym pokoju, a ja nie będę miał nic do gadania. Czułem się jak przedmiot, a nie jak podmiot.
-Boże, Marzenko, przestań, - prosiłem jak bezradne dziecko.
W tej chwili byłem bardziej młodym chłopakiem, niż dojrzałym, doświadczonym facetem. Bałem się kolejnego nieprzewidywalnego zdarzenia, które miało nastąpić. Bałem się, a jednocześnie bardzo tego pragnąłem. Czekałem na to.
-Co? - spytała tak, jakby nie wiedziała, co się dzieje.
-Och… - westchnąłem, drżąc już na całym ciele.
-Ale co? - powtórzyła.
Coraz trudniej było mi się opanować.
-Przestań tak patrzeć.
-Ale ja nic nie robię…
-Och… robisz. Właśnie, że robisz.
Posunąłem się o krok dalej. O jeden mały krok. Podwinąłem jej bluzeczkę do góry i odsłoniłem piersi do połowy. Moim oczom ukazały się ciemne, chropowate brodawki i duże, sterczące sutki. Nie umiałem dać sobie rady z własnym pożądaniem. Bałem się, aby nie zrobić czegoś niestosownego, jeśli tak to w ogóle można nazwać. Co ja mogłem zrobić? Co, ponad to, że mogłem ją porządnie przelecieć… może nawet kilka razy? No ale, w tej chwili wszystko było inne. Ocena każdego gestu była dziwna, inna niż jeszcze kilka minut temu.
Nie ma co ukrywać, chciałem jej. Bardzo jej pragnąłem, a ona tak patrzyła. Patrzyła, tak, jakby chciała powiedzieć: “bierz mnie, bierz mnie i kochaj się ze mną, mimo moich protestów. Bierz mnie i kochaj się ze mną mocno i gorąco, nawet wtedy, kiedy będę mówiła, że nie chcę tego. Och tak, bierz mnie”. Nie wiem, czy to wszystko, co się działo, było realne, ale działo się na moich oczach. Tak mi się zdawało.
W tym momencie znów coś się zmieniło. Sam nie wiem co.
-Nie możemy… - powiedziała.
-Nie rozumiem… - zdziwiłem się.
-Nie możemy, bo… - zawiesiła głos.
-Tak? - dopytywałem.
-Nie możemy, bo ja się boję, - odezwała się cicho.
“Co się dzieje?” - myślałem.
-Czego? Powiedz, czego się boisz, - znów zadałem pytanie.
-Och, kiedy to takie… nie wiem, czy zrozumiesz… - jej słowa się rwały.
-Postaram się. Powiedz, - zachęcałem.
-Och, boję się że… - znów nie dokończyła.
-No, co? - uśmiechnęłam się czule.
-Boję się, że się uzależnię od tego... - wypaliła w końcu.
-Co?! - próbowałem wejść w jej tok myślenia, ale było to niezwykle trudne.
“Jak można uzależnić się od seksu?! Tak, wiem. Można ale nie po kilku razach. Nie tak szybko.”
-Och, wiedziałam, że nie zrozumiesz…
No nie rozumiałem. Spytałem jeszcze pro forma.
-Od czego miałabyś się uzależnić?
-No… od tego…
-Od seksu?
Pokiwała głową.
-Nie. Przestań, - uśmiechnąłem się jeszcze raz.
Była jak mała dziewczynka, która lęka się ciemności.
-Kiedy, naprawdę…
-Myślisz, że od tego można się uzależnić? Nie… na pewno nie, - starałem się ją uspokoić.
Najnormalniej w świecie nie umiała zapanować nad pragnieniami własnego ciała. Zupełnie tak jak ja.
-Skąd wiesz, przecież już zaczyna mi tego brakować. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ja…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz