Szukaj na tym blogu

20 października 2020

Projekt: "Przyszłość".

229. Wsunąć się do środeczka.

Ona mi pomogła w tym wejściu w we własną cipeczkę, pomogła, rozwierając paluszkami jej brzegi, rozchylając je delikatnie na boki, na tyle szeroko, by mój napęczniały drąg mógł wsunąć się do środeczka. 


To jeszcze wcale nie był koniec tego seksu, tego pięknego, niesamowitego seksu, który tak mocno wrył się w mojej świadomości. Dalszą część kontynuowaliśmy na fotelu. Na fotelu? - zapytacie. Tak, właśnie na tym wielkim, bardzo wygodnym fotelu, który pozostał jeszcze po poprzednich lokatorach, czyli po kierowniku. Jakże ja jemu teraz za to dziękowałem. 
Pozycję zmieniliśmy szybko, bez zastanowienia, wiedząc, że chcemy właśnie tu i w ten sposób. Ona leżała, jeżeli tak w ogóle można to nazwać. Był przecież za mały i za krótki, aby wygodnie się na nim położyć. Nie mówiąc już nawet o kochaniu się. Wiadomo, nie do tego służył. W sumie to nam nawet nie przeszkadzało. Nie aż tak bardzo. 
Ona, po prostu, opuściła się na nim tak daleko, jak tylko się dało, wysuwając połowę swojego zgrabnego ciała poza jego krawędź, tak, bym mógł bez przeszkód dostać się do jej gorącej, wilgotnej cipeczki i spenetrować ją na wszystkie możliwe sposoby. Wyrzuciła ramiona ponad głowę i chwyciła się górnej krawędzi oparcia. W ten sposób zabezpieczyła się przed dalszym, niekontrolowanym zsunięciem. Jej stopy, oparte na dość śliskiej podłodze, nie gwarantowały tego. Szeroko rozłożyła swoje piękne uda i, patrząc mi w oczy, z niecierpliwością czekała na dalszy bieg wydarzeń. 
Zbliżyłem się do niej na kolanach, zmierzyłem wzrokiem od czubka głowy po koniuszki palców stóp, a później chwyciłem kutasa w garść i, pewnym ruchem, nagiąłem do dołu. Doskonale zdawała sobie sprawę, w czym rzecz. Przecież na to czekała. 
Moja fujara zbliżała się do jej cipeczki, a kiedy była już na samej krawędzi, dziewczyna wstrzymała oddech, starając się skupić na samym akcie wniknięcia. Najwyższą rozkoszą było obserwowanie jak jej szparka powoli rozszerza się pod naporem spiczastej głowicy mojego grotu. 
Jedną ręką trzymałem ją za biodro, a drugą ściskałem fiuta i prowadziłem dokładnie tam, gdzie trzeba. Już teraz było niesamowicie gorąco i mokro, już teraz czułem te intensywne konwulsje, obejmujące całe jej wnętrze. Mogłem po prostu trysnąć zaraz po wejściu i byłoby super. Mogłem wykonać kilka ruchów i, dopiero na sam koniec, wyjść by strzelić na jej brzuszek. Mogłem wybrać, bo ona była przygotowana na wszystko. 
A później stało się coś, coś jeszcze, coś jeszcze fajniejszego, coś, co sprawiło, że po moich plecach przebiegł gorący dreszcz. To było takie niesamowite, tak bardzo podniecające i tak bardzo nasze. Ona mi pomogła w tym wejściu w we własną cipeczkę, pomogła, rozwierając paluszkami jej brzegi, rozchylając je delikatnie na boki, na tyle szeroko, by mój napęczniały drąg mógł wsunąć się do środeczka. 
-Och, och, och… - drżałem, - nie mogę, nie wytrzymam. Och, jak bardzo mi dobrze! Och, tak słodko! Och, chcę tego, chcę tego jeszcze. Och, moja mała, cudowna rusałko, tak bardzo cię pragnę! Daj mi wszystko, wszystko, co masz…  
Nie wiem, co się ze mną działo. Cały się trzęsłem. Trzęsłem się, jakby było mi zimno, bardzo zimno. A przecież było mi tak gorąco. Jej prześliczna, cudowna różyczka rozchylała swoje płatki, zapraszając mnie do siebie, zapraszając mnie do środka. 
-Och, tak! Tak chcę. Chcę jeszcze… - jęczałem. 
Różowiutka, słodka wilgotna, ze sterczącą antenką na samej górze… przecież to najwspanialszy widok, jaki można sobie wyobrazić. Czy można pragnąć czegoś więcej? Czy można chcieć czegoś więcej? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...