217. Nie wypuszczę jej.
Wygrałem. Doskonale wiedziała, że ta “chwila” nieco się przeciągnie, że nie wypuszczę jej ot tak sobie. Mimo wszystko, chciałem mieć pełny seans seksualny, a nie tylko jakiś przelotny numerek. Opiekowanie się nią, a przy okazji bzyknięcie trzy, czy cztery razy to było coś. Wczoraj wieczorem wszystko zapowiadało się tak rewelacyjnie.
-Wreszcie mamy te leki. Tak się cieszę.
-No, ja też.
-Co to jest? Nie zaszkodzi mi?
-No co ty. Na pewno ci nie zaszkodzi. To aspiryna, witamina C i rutinoscorbin. Co dalej robimy? - spytałem na koniec z nadzieją w głosie.
Odpowiedziała jednym zdaniem.
-Zjemy śniadanie.
Roześmiałem się. Przecież to było oczywiste. Byłem głodny jak wilk.
-Na stołówce, czy zaniesiemy do pokoju? - padło kolejne pytanie.
-Na stołówce. Będzie szybciej. Muszę wziąć te leki. Może przestanie boleć mnie głowa.
Ruszyliśmy w stronę kontuaru wydawania żywności. Kucharki już na nas czekały. Nawet nie wiem, kiedy w naszych rękach znalazły się tace pełne wędliny i jakichś warzyw.
-Przyjedziesz do mnie jeszcze? - spytałem, próbując ją namówić na kolejne chwile ze mną.
Pokręciła głową, próbując plasterka szynki.
-Nie.
Usiedliśmy przy oknie. Padał deszcz, wiało dość mocno. Widać było, że pojedyncze osoby wracają już do internatu.
-Ooo… dlaczego?
Byłem rozczarowany. Mimo wszystko miałem jakieś nadzieje, ale nie mogłem jej do niczego zmuszać. Była przecież jeszcze Julka. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogę tak przeskakiwać z kwiatka na kwiatek. Czy czułem, że ją zdradzam? Wtedy nie oceniałem tego w tych kategoriach. Julka, przecież, tak jak ja była “podwójna”, jej dojrzała osobowość przybyła z przyszłości i to już nie był niewinny związek dwojga małolatów. Z resztą, wszystko tutaj, w pewnym sensie, było takie nierealne.
-Raczej nie. Wolę się położyć i porządnie wygrzać. We własnym łóżku najlepiej to wychodzi.
Nie poddawałem się. Wciąż jakaś iskierka się we mnie paliła.
-Racja. Zgadza się, ale, nawet na chwilę? - westchnąłem pałaszując kolejną kanapkę.
Zawahała się. Wiedziałem, że jej także było ze mną dobrze i na pewno chciałaby tego więcej.
-No dobrze, ale na chwilę. Później grzecznie odprowadzisz mnie na żeński. Dobrze?
Wygrałem. Doskonale wiedziała, że ta “chwila” nieco się przeciągnie, że nie wypuszczę jej ot tak sobie. Mimo wszystko, chciałem mieć pełny seans seksualny, a nie tylko jakiś przelotny numerek. Opiekowanie się nią, a przy okazji bzyknięcie trzy, czy cztery razy to było coś. Wczoraj wieczorem wszystko zapowiadało się tak rewelacyjnie.
-Ale dlaczego nie chcesz położyć się u mnie? - powiedziałem, robiąc minę skrzywdzonego psiaka.
-Uśmiechnęła się słodko.
-No co ty, po południu pewnie wróci twój brat i kolega.
No tak, to była jakaś przeszkoda, ale dla chcącego nic trudnego.
-Fajna jesteś nie wyrzucą cię. Wszystko da się jakoś załatwić. Na jedną noc mogą się gdzieś wyprowadzić. Jest tyle wolnych miejsc.
-Wiem, że oni nie będą mieli nic przeciwko, ale jak przyjdzie jakiś wychowawca? Co wtedy? Wieczorem pewnie jakiś się pojawi. Zawsze tak jest. Zdajesz sobie sprawę, jaka byłaby awantura? Nie wiem, czy po czymś takim jeszcze bym tu mieszkała. Poza tym, nie chcę, aby mnie u ciebie widzieli i gadali, że się puszczam, wiesz…
-No wiem. Cholera jasna. Prawda, - zgodziłem się.
Nie było o czym mówić. W żadnym wypadku nie mogłem narażać jej na takie konsekwencje.
“To już lepiej ten seks odłożyć na jakąś inną okazję. Pewnie jeszcze niejedna się trafi”, - pomyślałem.
Objęła mnie za szyję i pocałowała. To było bardzo miłe.
-Fajny z ciebie kolega, - powiedziała.
-Dzięki, a z ciebie świetna kumpela. No dobrze w takim razie, przyjdziesz do mnie na chwilkę, wypijemy jakąś herbatkę, a później odprowadzę cię do twojego pokoju, położę do łóżeczka i okryję kołderką. Dobrze?
-Dobrze. Uśmiechnęła się słodko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz