218. Oczywiście, leżała na tym łóżku.
Oczywiście, leżała na tym łóżku, oczywiście z szeroko rozłożonymi udami. Jak mogło być inaczej. Jedną stopę trzymała na moich plecach i, unosząc głowę, starała się obserwować to, co teraz z nią robię. A co ja robiłem? Och, co ja mogłem robić?
Nie potrafię wyjaśnić, jak to się stało, że znów do tego doszło. Jakoś wszystko samo tak się ułożyło. Jakby zupełnie bez naszej pomocy. Takie chwile i takie zdarzenia, szczególnie te erotyczne, uwielbiałem najbardziej. Niby nie było w tym naszego udziału, a jednak, krok, po kroku, systematycznie i uparcie dążyliśmy tylko do jednego. I ona i ja - jakby na to nie patrzeć.
Teraz też tak było, po prostu, byliśmy razem i nic innego się nie liczyło, nic innego nie miało znaczenia. Nie wypiliśmy nawet tej herbaty. Nawet jej nie zaparzyłem. Nie zdążyłem, albo w ogóle o niej nie myślałem. Wszystko jedno. Wychodzi na to samo.
Siedziała na tapczanie, jeszcze nie zdążyłem go pościelić, była na wpół naga, z resztą, tak samo jak ja. Ja miałem na sobie tylko spodnie, a ona? No cóż, ona jeszcze mniej. Jej elastyczna spódniczka zwinięta była niczym apaszka gdzieś w okolicy bioder. To wszystko, co mogę napisać o jej garderobie. Z resztą, jakie to ma znaczenie. Nie o tym chciałem opowiadać.
Ona siedziała na tym tapczanie, gdzieś na jego środku, a ja klęczałem na samym brzegu. Tylko tyle było na nim miejsca. Siedziała z szeroko rozsuniętymi nogami. Te nogi rozchyliła po to, by wpuścić mnie w sam środek, jak najbliżej swojej słodkiej cipeczki. Tak wtedy się zachowywaliśmy. Na pewno nie byliśmy grzeczni jak uczniowie.
Trzymałem ją za piersi, za obydwie piersi. Całowaliśmy się długo i namiętnie, bez przymusu którejkolwiek ze stron i bez zachęcania. Obydwoje tak samo mocno tego pragnęliśmy. Była gorąca, namiętna i tak samo, a nawet jeszcze bardziej, bliska jak wcześniej.
To był tylko wstęp, preludium, bo już po chwili ona nie miała na sobie kompletnie nic, nawet majteczek. Trudno powiedzieć, kto na kogo się rzucił. Wyglądało to tak, jakby za chwilę wszystko miało się skończyć, jakbyśmy chcieli wykorzystać każdą sekundę tego, że jeszcze jesteśmy razem, tutaj, w tym miejscu.
Oczywiście, leżała na tym łóżku, oczywiście z szeroko rozłożonymi udami. Jak mogło być inaczej. Jedną stopę trzymała na moich plecach i, unosząc głowę, starała się obserwować to, co teraz z nią robię. A co ja robiłem? Och, co ja mogłem robić?
Dla młodego, mimo tego, co już tu się stało, był to szok. Podejrzewałem, że jeszcze długo nie będzie wstanie dojść do siebie, tak, żeby to normalnie zaakceptować. Widocznie jeszcze dużo zostało w nim z normalnego chłopaka. Ja wnosiłem w jego życie tylko zamieszanie, tylko chaos, seksualną rozwiązłość, którą bardzo trudno było mu zaakceptować. No ale cóż, jak to się mówi, takie jest życie. Sorry stary, ja tu rządzę, ty jesteś tylko moim nosicielem. Ale czy napewno? Czułem, że znów staję się dzikim zwierzęciem, targanym instynktami.
Leżałem, chociaż może bardziej pasowałoby tu określenie, że klęczałem na podłodze. Tylko połową ciała opierałem się na łóżku, ale tak było mi wygodnie. Moja twarz trafiała dokładnie w sam środek jej, szeroko rozchylonych, nóg, dokładnie w to, co znajdowało się pośrodku. O tak, właśnie tam znajdowała się jej gorąca i, już, bardzo wilgotna cipeczka.
Robiłem to co do mnie należało. Och jak bardzo było to przyjemne. Jak cudownie było poczuć ten specyficzny, słodko-kwaśny zapach, ten smak, dotyk jej warg sromowych na moich ustach. Lizanie jej cipki było dla mnie poezją. Czułem tylko, że, za każdym dotknięciem mojego spragnionego języka, jej ciało kurczy się tak, jakby polewano je czymś gorącym. To był dobry znak, świadczył bowiem o tym, że jest gotowa i bardzo potrzebuje moich pieszczot. Z jej gardła co chwilę wydobywały się ciche, rozkoszne odgłosy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz