213. Słodko spała.
Przykryta po samą szyję, spała na boku. Słodko spała. Była rozczulająca. Podniosłem się na łokciach. Nie zgasiła światła. Pewnie była zbyt zmęczona. Patrzyłem na nią.
Później, po tym wszystkim, dosłownie w chwilę później, spojrzała na mnie tak jakoś inaczej. Nie tak, jak do tej pory. Nie wiem, co się stało. Była inna, jakby nie moja. Jeśli, w ogóle, tak to można określić. Jej wzrok był chłodny i nieobecny, tak, jakby do niczego nie doszło, jakby mnie tu nie było. Nie miałem pojęcia, o co jej chodziło.
Patrzyła na mnie i, niemalże instynktownie, bawiła się swoimi piersiami. Unosiła je do góry, ściskała i pieściła sutki. Co chwilę rozcierała pozostałości spermy. Nie wiem dlaczego, ale, nawet teraz, była niesamowicie podniecająca. Może nawet jeszcze bardziej niż wcześniej.
Pokręciła głową.
-Idź już sobie, - powiedziała.
Pod moją czaszką pojawił się jeden, wielki znak zapytania. “O co chodzi? Co ona ma na myśli? Gdzie mam iść, przecież jestem u siebie?”
-Słucham… że… ale… - bąknąłem.
Nie wiedziałem, jak mam się zachować.
-Przecież ja…
-Nie, och idź do pokoju. Chcę zostać sama, - odezwała się.
Siedziała w tej wannie. Piana zaczynała powoli opadać, ale woda i tak była mętna. Niewiele było widać. Siedziała zanurzona do połowy, ze splecionymi pod piersiami ramionami. Jej cycki wydawały się jeszcze większe i jeszcze bardziej napęczniałe niż wcześniej. Była młodą dziewczyną, a wydawała mi się bardzo dorosła.
Nie umiem tego określić, ale było coś takiego w jej zachowaniu, co kazało mi tak myśleć. “Dlaczego, po tym wszystkim, teraz każe mi iść do pokoju? Co niby miałbym tam robić?” Teraz byłem nastawiony tylko na jedno i nic innego mnie nie interesowało.
Ta noc miała być o wiele bardziej czarodziejska, niż mi się zdawało. Chociaż, nic nie układało się dokładnie tak, jak przewidywałem, tak, jakbym chciał, to jednak, za każdym razem, dostawałem więcej, niż mogłem się spodziewać. Tak naprawdę, do końca, tego nie rozumiałem. Zresztą, czy to takie ważne?
Nie wiem, jak ona wyszła z tej wanny. Wróciłem do pokoju, pościeliłem łóżko, właściwie dwa łóżka. Jedno dla niej, to moje, drugie dla mnie, to, które należało do brata. Miałem świadomość, że i tak z tego nic nie będzie, że ona nie chce, że się źle czuje, więc nie siliłem się na jakieś zbędne podchody. No, bo i poco?
W mojej świadomości rysował się obraz, że skoro jest chora, to tą noc prześpimy osobno. Tapczany były bardzo wąskie i nie nadawały się do dłuższego spania we dwójkę. Szczególnie, jak ktoś rzeczywiście chciał się wyspać. No cóż, więc pościeliłem to łóżko, to drugie i położyłem się w nim. Nawet nie wiedziałem, kiedy zmorzył mnie sen. Był ciężki, ale dający odprężenie.
Kiedy się obudziłem, ona już była w tym moim. Przykryta po samą szyję, spała na boku. Słodko spała. Była rozczulająca. Podniosłem się na łokciach. Nie zgasiła światła. Pewnie była zbyt zmęczona. Patrzyłem na nią. Coś mnie tknęło. Podniosłem się i podszedłem. Chciałem sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku, czy nic złego się nie stało. Może to był tylko pretekst do tego, aby się do niej zbliżyć? Poza tym tak mi się zdawało, nie miałem zamiaru nic więcej robić. Nie chciałem jej niepokoić. Spała przecież.
Pochyliłem się. Ślicznie pachniała. To był zapach jej ciała, ale czystego, wymieszany z zapachem płynu do kąpieli, słodki i upajający. Znów się zachwyciłem. Tak już z nią było. Ona była inna niż Julka. Teraz zastanawiałem się, która z nich była lepsza i w jakim aspekcie. To głupie, wiem, ale nic nie potrafiłem na to poradzić. Tak już było i tyle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz