228. Cierpienie wymieszane z rozkoszą.
Mimo wcześniejszych obaw, podjąłem pracę moimi biodrami, wykonując posuwisto-zwrotne ruchy. Mój kutas był sztywny, gruby i twardy niczym kij bejsbolowy. Patrzyłem na nią, a jej twarz wyrażała cierpienie wymieszane z rozkoszą. Każdy kolejny ruch był coraz bardziej słodki i coraz bardziej gorący.
Dosłownie, w następnej chwili, zamieniliśmy się rolami. Ona siedziała na stole z szeroko rozłożonymi udami, a ja, na kolanach, zbliżałem się do niej, do jej słodkiej, gorącej pizdeczki. Znów chciałem ją poczuć, chciałem poczuć jej smak, jej zapach, jej ciepło i wilgoć. Chciałem być blisko, bardzo blisko tego cudownego kwiatu rozkoszy. Och, tak bardzo potrzebowałem jej! Nie mogłem się opanować.
Kiedy byłem już blisko, bardzo blisko, bez namysłu, z najwyższą rozkoszą opadłem twarzą w sam środek, tam, gdzie było najbardziej gorąco i wilgotno. Kiedy poczułem to słodkie bajorko, zrozumiałem, że jestem w niebie, że nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Objąłem jej pośladki swoimi ramionami, a ona wciskała moją głowę jeszcze głębiej, jeszcze mocniej. Zanurzywszy się tak daleko, jak tylko się dało, starałem się operować moim językiem na wszystkie strony. Starałem się poczuć każdy zakamarek jej kobiecości i być tak blisko jak tylko się da.
Kiedy, zgarbiony, pochylony nad jej ciałem, z szaleństwem w oczach, wchodziłem w jej ciasną cipeczkę, patrzyła na mnie i uśmiechała się z satysfakcją. Wiedziała, że osiągnęła swój cel, że zwariowałem na jej punkcie. Teraz mogła wyciągnąć ze mnie o wiele więcej, niż normalnie i mieć dużo większą satysfakcję. O tak, ona była zadowolona. Cieszyła się tym, że nie mogłem się opanować, widząc jej niesamowitą jaskinię miłości i zdając sobie sprawę z jej ogromnych potrzeb.
Mój kutas przedzierał się przez jej zakamarki jak kret. Kręciło mi się w głowie i miałem poczucie, że nie dam rady wykonać kolejnego ruchu. “Boże, Boże, dziewczyno, coś ty ze mną zrobiła?” - myślałem, a ona tylko patrzyła mi w oczy i uśmiechała się.
Pochylona do tyłu, trzymała się krawędzi stołu, a ja wciskałem się coraz dalej i dalej. Centymetr po centymetrze pokonywałem ciasne zakamarki jej głębokiej szparki.
-O tak, tak… super… jest cudownie… dalej, wchodź dalej. Jezu, jak mi dobrze! - wyrzucała ze swojego gardła podnieconym głosem.
W końcu, kiedy już dotarłem do samego dna, wyprostowałem się, odczekałem chwilę, napawając się tym stanem, a później powoli zacząłem się wycofywać. Położyła jedną stopę na moim obojczyku i zaczęła głośno pojękiwać Widziałem, jak jej twarz, jak jej słodka buzia zmienia się nie do poznania. Przymknęła powieki, szeroko uchyliła usta i, trzęsąc się jak w febrze, zaczęła wyrzucać z siebie nieartykułowane dźwięki.
Mimo wcześniejszych obaw, podjąłem pracę moimi biodrami, wykonując posuwisto-zwrotne ruchy. Mój kutas był sztywny, gruby i twardy niczym kij bejsbolowy. Patrzyłem na nią, a jej twarz wyrażała cierpienie wymieszane z rozkoszą. Każdy kolejny ruch był coraz bardziej słodki i coraz bardziej gorący.
W pewnym momencie przechyliła się nieco na bok, a jej cipka zaczęła kurczyć się szczególnie intensywnie, bardzo mocno obejmując moje przyrodzenie. Wciskanie się w nią było szaleństwem. Wiedziałem, że, na dłuższą metę, taka zabawa nie ma sensu. Czułem, że jeszcze kilka sekund, a będzie po wszystkim. Mimo to poruszałem się. Poruszałem się wolno, ale bez przerwy. Wchodziłem do końca i wysuwałem się prawie całkowicie. Nie liczyło się długie, ostre bzykanie, liczył się kolejny ruch i wytrzymanie jeszcze jedną minutę, może dwie. W moich jajach czułem niesamowite ciśnienie, które oznaczało, że moment wytrysku i tak jest już bardzo przeciągnięty, że niezależnie od tego, co będę robił, musi nastąpić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz