289. Jaskinia miłości.
W końcu jej niesamowita jaskinia miłości rozchyliła się na tyle, że mogłem zobaczyć ciasny, ale wyraźnie zarysowany otworek prowadzący do samego środka. Trudno było mi się powstrzymać. Natychmiast zapragnąłem się tam znaleźć.
Uklękła. Jej kolana znalazły się po obydwu stronach moich bioder. To było cudowne. Najpierw obrzuciła mnie swoim gorącym spojrzeniem. Być może chciała sprawdzić jak reaguję na jej zachowanie i czy w ogóle mi się to podoba. Może myślała, że chcę czegoś więcej. Podobało się i chciałem.
Kiedy się nie odezwałem, zerknęła na koleżankę. Ta w odpowiedzi wymownie pokiwała głową. Wiedziałem, że chciała zachęcić ją do bardziej zdecydowanego i wyuzdanego działania. Wciąż pozostawałem bierny, ale miałem w tym swój cel.
Kiedy nic się nie działo opuściła brodę i spojrzała w dół. To musiał być naprawdę hipnotyczny widok. Między jej jędrnymi udami kołysała się wielka gruba pyta. Byłem podniecony na maksa. Czekałem na moment kiedy ten twardy drąg wreszcie znajdzie się w jej ciasnej cipce.
W tej samej chwili ręce dziewczyny powędrowały na jej własne podbrzusze. Delikatnie ułożyła je po obydwu stronach zarostu i powoli zaczęła przesuwać do centrum. Dopiero w tym momencie jej drobne paluszki znalazły się na wrażliwej szparce. Nie próżnowały. Precyzyjnie ustawiły się z lewej i prawej strony, po czym wcisnęły się jeszcze głębiej.
Zdaje się, że to był strzał w dziesiątkę. W reakcji na ten ledwie zauważalny zabieg brzegi muszelki subtelnie rozeszły się na boki. Szparka powoli zaczęła się rozchylać ukazując swoje różowo karminowe wnętrze. Było delikatnie, pomarszczone i pięknie uformowane. Robiło mi się coraz bardziej gorąco i coraz bardziej przyjemnie. Nie chciałem tego przerywać.
Po dłuższej chwili dziewczyna zaczęła bawić się swoją napęczniałą do granic możliwości łechtaczką. Nigdzie się nie spieszyła. Robiła to jakby od niechcenia. Muskała ją czubkami palców i dotykała ze wszystkich stron tak, jakby bardzo ją bolała. Wzdychała przy tym cicho i wymownie. Co kilka sekund dało się słyszeć nieco głośniejsze jęki. Stopniowo przygotowywała się do kolejnego aktu tej cudownej gry. Ja także czekałem na to z niecierpliwością.
W końcu jej niesamowita jaskinia miłości rozchyliła się na tyle, że mogłem zobaczyć ciasny, ale wyraźnie zarysowany otworek prowadzący do samego środka. Trudno było mi się powstrzymać. Natychmiast zapragnąłem się tam znaleźć.
“Boże chcę jej! Niech ona wreszcie to zrobi”, - myślałem.
Oczywiście nie musiałem zbyt długo czekać. To musiało się stać tu i teraz. W następnym momencie poczułem jej rączkę na moim twardym jak skała penisie. Chwyciła go śmiało i bez żadnych ogródek.
-Ooooohhh… - westchnąłem przeciągle.
To było niesamowite. Czułem się nieco niezręcznie będąc w jej tak dokładnym posiadaniu. Miałem wrażenie, że jestem brany w niewolę. Chociaż z drugiej strony, co tu się oszukiwać, właśnie tak miałem się czuć. Miałem czuć się wykorzystany i sponiewierany. To była nieodłączna część zabawy.
Popatrzyła na moje podniecone narzędzie i uśmiechnęła się szeroko. Następnie objęła je całą dłonią i bezceremonialnie ściągnęła skórę do dołu.
Łup, łup, łup… waliło moje serce.
To był dopiero początek, preludium do prawdziwego koncertu. Następnie przesunęła się w odwrotnym kierunku. Powstrzymanie emocji było coraz trudniejsze. Chciałem śpiewać i krzyczeć z radości. Chciałem poderwać się i zerżnąć ją na wszystkie możliwe sposoby. Nie zrobiłem tego jednak. Nie chciałem przerywać samo nakręcającej się atmosfery fetyszu.
Taki sam schemat ruchów wykonała kilka jeszcze razy. Spokojnie, bez pośpiechu: góra, dół, góra, dół… Było mi coraz lepiej, coraz bardziej odlotowo. Zacząłem się trząść i dygotać z rozkoszy. Czułem szybko napływające słodkie, przyjemne ciepło w moje krocze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz