Szukaj na tym blogu

4 grudnia 2020

Projekt: "Przyszłość".

274. Taka już była. 

Ona zawsze i to z serdecznym uśmiechem na twarzy stawiała do dziennika dwóje. Nie chodzi o to, żeby robiła to ze złością. Nic z tych rzeczy. Ona zawsze tak się zachowywała. Taka już była. Zawsze powtarzała, że to, że dostajemy oceny niedostateczne, nie oznacza wcale, że ona ma się denerwować. No bo dlaczego? Przecież to nie ona będzie się martwić ich poprawianiem.


No tak, moja nieśmiałość. Spostrzegłem, że do tej pory ona dosyć mocno się panoszyła, ale teraz w jakiś dziwny sposób zaczynała ustępować, przechodzić już do historii. Zaczynałem się już nawet niepokoić. 
“Co się dzieje? Przecież jak będą tak się zachowywać, to końcu zerżnę je wszystkie po kolei. Zaraz, zaraz, a może one same tego chcą? Tylko dlaczego? Co jest tego powodem?” - dedukowałem. 
W końcu Beata wyjęła zeszyt z moich rąk i położyła na parapecie, po czym usiadła mi na kolanach. 
-Dobra na dziś już dość się nauczyłeś, - powiedziała i  przytuliła się do mnie. 
Objęła mnie ramionami ze wszystkich stron. Chłopaki patrzyli z podziwem i zaczęli gwizdać przeciągle. Co się stało? Nagle byłem w centrum uwagi. Nagle z chłopaka zalęknionego i zahukanego stałem się kimś na topie. Wszyscy mnie podziwiali. Nawet ci, z którymi do tej pory toczyłem wojnę. Jak to się stało? 
Na polskim pani profesor sprawdza pracę domową. Okazuje się, że jej nie napisałem. W ogóle o tym zapomniałem. To przez tę matematykę. 
“Cholera jasna, znowu dwója!” 
Pani Bogucka była młodą nauczycielką, chyba zaraz po studiach. Była to niska, szczupła kobieta, a właściwie dziewczyna jeszcze, o kruczoczarnych długich, zaplecionych w warkocz włosach. Ona zawsze i to z serdecznym uśmiechem na twarzy stawiała do dziennika dwóje. Nie chodzi o to, żeby robiła to ze złością. Nic z tych rzeczy. Ona zawsze tak się zachowywała. Taka już była. Zawsze powtarzała, że to, że dostajemy oceny niedostateczne, nie oznacza wcale, że ona ma się denerwować. No bo dlaczego? Przecież to nie ona będzie się martwić ich poprawianiem.
Tak czy inaczej, nie zmieniało faktu, że miałem dwóję. 
“Kolejna do kolekcji. Fajnie jak jasna cholera. Trzeba będzie się wziąć porządnie do roboty. Nie będzie czasu na chodzenie na basen. No i co ja mam zrobić? Czy z polskiego też brać korepetycje? Korepetycje?! Nie! To byłaby już gruba przesada”, - pomyślałem.
 W tym momencie przypominało mi się wszystko to, co się działo na tych fakultetach z matematyki. 
“Ciekawe jak z nią takowe by wyglądały? Hahaha… mój kutas chyba nie dałby rady. Za duży wysiłek. No przynajmniej nie na jeden raz”. 
Zresztą w tym przypadku nie było nic do jakiejś specjalnej nauki. To przecież język polski. Po prostu trzeba było przeczytać tę cholerną lekturę i tyle. Wiadomo, że nikt inny tego za mnie by nie zrobił. Chociaż sam dobrze wiedziałem, że to nie było takie proste. To była “Lalka” Bolesława Prusa. Przysłowiowa cegła, która ciągnie się jak flaki z olejem. Już na samą myśl o niej robiło mi się niedobrze. Walkę podjąłem, ale ugrzązłem na czterdziestej czwartej stronie. Wybaczcie, dalej nie dałem rady. A jednak nie było rady. Jak trzeba, to trzeba. 
Na szczęście tego dnia na pozostałych lekcjach nie dostałem już żadnej dwói. To dobrze, bo ostatnio wpadały jak grzyby po deszczu. Kiedy przybyłem tutaj z przyszłości, zacząłem uczyć się lepiej. Oczywiście nie zmienia to faktu, że miałem ogromne zaległości, które nagromadziły się na przestrzeni kilku lat i nadrobienie tego wszystkiego wcale nie było takie proste. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...