Szukaj na tym blogu

1 grudnia 2020

Projekt: "Przyszłość".

271. Zadania były wypisane na tablicy.

Usiadłem wreszcie. Trochę roztargniony wyciągnąłem kartkę i długopis. Zadania były wypisane na tablicy, więc nie było z tym najmniejszego kłopotu. Nauczycielka nie musiała mi czytać ich jeszcze raz. 


Następnego dnia od samego rana siąpił deszcz ze śniegiem. Było zimno jak cholera, ale w radio na popołudnie zapowiadali trochę lepszą pogodę. Po tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, byłem trochę wybity z rytmu. Kiedy otworzyłem oczy, nikogo w pokoju już nie było. Nie miałem pojęcia, dlaczego moi współlokatorzy mnie nie obudzili. Pewnie chcieli zrobić mi kawał. No to zrobili. Było bardzo późno. W pośpiechu spakowałem książki i pognałem do szkoły. Naszej internatowej wychowawczyni także nie było. Wydało mi się to trochę dziwne, ale nie zastanawiałem się zbyt długo nad tym. Nie miałem czasu. 
Już po chwili wpadłem do ogromnego szklanego gmachu. Przede mną rozciągały się szerokie puste korytarze. Szybko zorientowałem się, że było już po dzwonku. 
“Kurwa, znowu mnie opierdolą” - pomyślałem. 
To była pierwsza lekcja. Na szczęście spóźnienie nie było zbyt duże. 
“Może jakoś ujdzie”, - pocieszałem się w duchu. 
Byłem niewyspany i rozdrażniony. Poza tym czułem się bardzo zmęczony. Najchętniej zaszyłbym się w jakiś ciemnym kącie i zdrzemnął jeszcze kilka minut. Niestety w tej sytuacji nie było to możliwe. To była matematyka i klasówka z całego działu. Nie dało się od niej wymigać. Właściwie to była już poprawka wcześniejszego sprawdzianu, którego większość klasy nie zaliczyła. Łącznie ze mną. Trzeba było przez to przejść, niezależnie od tego, jaki byłby wynik końcowy. 
Nie wiedziałem, jak sobie poradzę. Przyznam się, że trochę się bałem. Czułem, że znów dostanę dwóję i na półrocze będzie większy problem. Zdaje się, że ten lęk pozostał mi z poprzednich lat. Jakoś tak przyrósł do mnie i nigdy na dobre nie udało mi się z niego otrząsnąć. 
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Oczywiście wszyscy siedzieli i już pisali. 
“Kurwa jeszcze czasu będę miał mało! Jak pech to pech” - próbowałem jakoś się pozbierać. 
Kiedy znalazłem się po drugiej stronie, poczułem się jakoś dziwnie. Niby nic specjalnego się nie wydarzyło, jednak wrażenie było dość nietypowe jak na moją osobę. Nie umiałem go nazwać. 
“Spoko. Trzeba jakoś wziąć się w garść” - pomyślałem. 
Jednocześnie spostrzegłem, że wszystkie oczy znad tych kartek podniosły się i patrzyły już na mnie. Przyglądali mi się inaczej niż zwykle i na dodatek kompletnie wszyscy. Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. 
Po chwili już wiedziałem, skąd wzięło się to wrażenie. Wszyscy patrzyli na mnie tak, jakby chcieli zobaczyć coś, co tam we mnie było, tak jakby chcieli coś sprawdzić. Czasami patrzą tak, kiedy ktoś przyklei ci na plecach kartkę z głupim napisem. Patrzą, a później się śmieją. W tym momencie jeszcze się nie śmiali, ale niewiele brakowało. Szczególnie dziewczyny wydawały się szczególnie zainteresowane. W ich oczach widziałem ciekawość i iskrę przekory. 
Beata puściła do mnie nawet oczko i uśmiechnęła się słodko jak rozkoszna kuzyneczka. Kaśka włożyła palec do ust i zaczęła go ssać w bardzo wymowny sposób. Hania tylko patrzyła, ale w jej oczach były iskry czy wręcz płomienie. Nie miałem pojęcia, co się stało. 
“Czy wydarzyło się coś szczególnego, coś, o czym nie wiem? Dobra, nie ma się co zastanawiać”. 
 Usiadłem wreszcie. Trochę roztargniony wyciągnąłem kartkę i długopis. Zadania były wypisane na tablicy, więc nie było z tym najmniejszego kłopotu. Nauczycielka nie musiała mi czytać ich jeszcze raz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...