314. Stało się!
W końcu znalazła odpowiednie miejsce. Chwilę jeszcze ustawiała kąt nachylenie i stało się! Nie wiem jak to określić. Jakie słowa mogą oddać to uczucie? Może to głupie, ale w pierwszym momencie poczułem radość.
Przetarła spirytusem mój pępek bardzo dokładnie. Byłem spocony i rozgrzany, być może dlatego robiła to tak pieczołowicie. Miałem wrażenie, że trwa to długo, zbyt długo. Nie wiem. Może już samo to było częścią gry, gry, która miała mnie przygotować do czegoż, co nastąpi później.
Zawsze miałem wrażliwy pępek. Bardzo wrażliwy. Nawet delikatny dotyk w tym miejscu wzbudzał we mnie podniecenie. Uwielbiałem pieszczoty w tym punkcie. Lubiłem być muskany, szczypany, a nawet kłuty właśnie tu. Zawsze kiedy widziałem igłę myślałem, że mi ją ktoś tam wbija, ale nigdy nie miałem odwagi zrobić tego sam. Teraz moje skryte pragnienia miały stać się rzeczywistością.
Dpiero kiedy poczułem ostre pieczenie przerwała.
-Och, panie Robercie, jaki pan ma ładny pępuszek, - powiedziała, - zaraz go panu przekłujemy na wylot. Cieszy się pan?
Drżałem jak galareta. Jej słowa podniecały mnie coraz bardziej. Widocznie słyszałem to, co chciałem słyszeć. Czułem się tak, jakby otwierały się przede mną bramy niebios.
Pochyliła się nade mną jeszcze bardziej. Jej mleczarnia dotknęła moich ud a później brzucha. Drażniła mnie tymi wielkimi sutkami. Myślałem, że chodzą po mnie mrówki. Jeszcze przez długą chwilę przymierzała się do tego co chciała zrobić. Tak jakby nie była pewna. Przyłożyła dwa palce i rozciągnęła pępek jak gumkę recepturkę. Robiła to sprawnie. Wirowało mi już w głowie. Czkałem tylko na dotyk ostrej igły a później szarpnięcie bólu. Pragnąłem tego całym sobą.
Nigdzie się nie spieszyła. Widziałem to. Cienki czubek połyskującej stali był jak wyrocznia. Przykładała go raz w jednym miejscu raz w drugim. Lekko, bardzo lekko, ale był niesłychanie ostry. Wdzierał się pod skórę jak kłujka komara. Swędziało, piekło, drażniło. Było zwariowanie.
-He… och… yyy… - wyrzucałem z siebie za każdym razem.
W końcu znalazła odpowiednie miejsce. Chwilę jeszcze ustawiała kąt nachylenie i stało się! Nie wiem jak to określić. Jakie słowa mogą oddać to uczucie? Może to głupie, ale w pierwszym momencie poczułem radość. Głupie, prawda? Poczułem radość, że to tam mam. Wbiło się i nic się nie stało. Igła była gruba, bardzo gruba, ale i ostra jednocześnie. Zanurzyła się niewiele. Na razie. Weszła ukośnie w kierunku krocza. Chciało mi się śmiać.
-He… ych… uuuuhhh… - wydobyło się z mojego gardła.
Kutas pulsował i szarpał się z rozkoszy. Jakimś dziwnym trafem kobieta zdawała sobie sprawę, że na razie nie może posunąć się dalej. Nie dlatego, że zrobi mi tym jakąś krzywdę, ale dlatego, że nie zdołam przetrawić takiej ilości wrażeń. Doskonale wiedziała jak jestem zbudowany i umiała to wykorzystać. Miałem w swoim brzuchu grubą ostrą igłę i cieszyłem się z tego. Cieszyłem się jak małe dziecko.
Kiedy upłynęło kilka sekund i cała ta prawda dotarła do mnie, nastąpiła druga fala słodkiej wszechogarniającej rozkoszy. Była bardziej psychiczna niż fizyczna i obejmowała wszystko to, czym byłem.
“Ojej, ale fajnie”, - pomyślałem sobie, chcąc jakoś to wszystko nazwać.
Powiem, że nawet udało mi się do tego jakoś przyzwyczaić i zaakceptować. Wydawało mi się, że gdyby to tak już zostało i gdybym mógł z tym tak chodzić to byłoby super. Byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie. Uczucie było fantastyczne i sprawiało, że czułem się doskonale spełniony. Wiedziałem też, że to jeszcze nie koniec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz