318. Czułem agresję.
Miałem przeświadczenie, że jestem zwierzęciem, dzikim drapieżnym i bardzo niebezpiecznym zwierzęciem. Czułem siłę, wewnętrzną moc. Czułem agresję, pasję, potrzebę działania. Miałem wrażenie, że mogę wszystko, że nic nie może stanąć mi na drodze.
Uniosłem wzrok, aby znów spojrzeć na sufit. Obawiałem się, że po raz kolejny narobiłem tam bałaganu. Oczywiście nie myliłem się. Między jedną a drugą jarzeniówką połyskiwała duża nieregularna lepka plama. Gęste krople zbierały się w kilku miejscach i co chwilę ciężko opadały na łóżko.
“Cholera jasna, zrobili ze mnie mutanta!” - pomyślałem.
Lecz czy w jakikolwiek sposób się tym przejmowałem? Raczej nie. Raczej było mi wszystko jedno. Raczej w jakiś wyuzdany zboczony sposób mi to imponowało i, bardziej podświadomie niż świadomie, nie chciałem tego zmieniać.
Ta próba ogarnięcia tego co dzieje się wokół mnie sprawiła, że stałem się mniej czujny i przespałem kontrolować co robi pielęgniarka. Może nie miałem tak podzielnej uwagi. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że dzieje się coś nowego, ona już stała pionowo. No prawie pionowo. Pochylała się na tyle, aby wciąż trzymać w dłoniach tę dużą strzykawkę. Do głowy by mi nie przyszło, że może to zrobić. Zrobiła.
Wewnątrz pojemnika zostało jeszcze dość dużo preparatu. Moja pani doktor nie bawiąc się w ceregiele ani podchody, zdecydowanie i mocno nacisnęła tłoczek do samego końca, tym samym faszerując mnie całą resztą dobrodziejstwa, które się tam znajdowało.
Poszło. Nie myślałem jeszcze o tym co się stało. Nie zastanawiałem się nad tym co może zacząć się dziać za chwilę. Spojrzała na mnie a ja uśmiechnąłem się do niej głupkowato. Idiota! Chciałem być grzeczny i uprzejmy.
-W porządku? - spytała.
Trzęsąc się jak w febrze na całym ciele, niepewnie pokiwałam głową.
-Niech się pan od pręży i nie próbuje z tym walczyć, - usłyszałem jeszcze z jej strony, zanim się zaczęło.
Upłynęła jeszcze jakaś minuta, po czym poczułem jakby zbliżający się pociąg. Najpierw był daleko, ale wyraźnie odbierałem całym swoim ciałem tętent jego żelaznych kół. Wiedziałem, że jest ciężki i że pędzi z olbrzymią prędkością. Próba zatrzymania tego procesu zdawała się być samobójstwem, tak samo jak rzucenie się pod prawdziwy skład towarowy. Kiedy starałem się wsłuchiwać w jego odgłosy, rozjechał mnie. Stało się to szybciej niż mogłem sobie to wyobrazić. Po prostu przeszedł po mnie całym swoim ciężarem rozniósł jak żabę.
Wszystko, co działo się dalej wymykało się zdrowemu rozsądkowi i normalnemu ludzkiemu pojmowaniu. Miałem przeświadczenie, że jestem zwierzęciem, dzikim drapieżnym i bardzo niebezpiecznym zwierzęciem. Czułem siłę, wewnętrzną moc. Czułem agresję, pasję, potrzebę działania. Miałem wrażenie, że mogę wszystko, że nic nie może stanąć mi na drodze. Czułem, że te ściany, te drzwi zdają się być zrobione z papieru, że wystarczy tylko lekko pchnąć, aby wydostać się na zewnątrz. Wiedziałem, że tylko moja własna wola może mnie tutaj zatrzymać.
Było coś jeszcze. Coś, co na początku wydawało się mało istotne, ale z każdą upływającą w sekundą przybierało na sile i wysuwało się na pierwszy plan. To była potrzeba kopulacji. Penis swędział, łaskotał, pulsował i domagał się zaspokojenia swoich potrzeb. Moje libido wzrosło o kilka tysięcy procent. Wiedziałem, że teraz jedynym moim priorytetem będzie wyszukiwanie odpowiednich samic i doprowadzenie do burzliwych, kolejno następujących po sobie, aktów seksualnych.
W tym momencie nastąpiło całkowite i nagłe wyciszenie wszystkich zewnętrznych objawów, które do tej pory doświadczyłem. Zacząłem odczuwać wewnętrzny, wszechogarniający, błogi spokój. Zastanawiałem się nawet, czy to już koniec, czy też może początek jakiejś części mojego życia, nowej ery.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz