305. Coś, co wzbudzało respekt.
Gdybym spotkał ją na ulicy czy gdzieś w biurze, starałbym się jej zejść z drogi. Była dość wysoka, dostateczne zgrabna, średnio ładna, lekko puszysta i miała ogromne cycki. Wszystkie te cechy nie świadczyły jednak o tym, że trzeba było jej unikać. Nie. Chodzi o to, że miała w sobie coś, co wzbudzało respekt.
Mój rozmówca jeszcze raz spojrzał w papiery. Tym razem na krótko. Po chwili podniósł głowę i rzekł:
-No właśnie, powiem panu, że po tym, czego pan tam dokonał doszliśmy do wniosku, iż bez odpowiedniego wsparcia farmaceutykami nie będzie pan w stanie tego skończyć.
W tym miejscu zawiesił głos.
-To znaczy pański organizm nie da rady. Rozumie pan co mam na myśli?
Niespokojnie wróciłem do przedniej pozycji i pomyślałem:
“Jeżeli oni teraz nafaszerują mnie lekami na potencję, to w cholerę, fiuta mi rozerwie. Nie wiem o co im chodzi, ale to nie wróży niczego dobrego. Poza tym nie wiem, po jakie licho dalej ciągnąć ten eksperyment? Przecież to nie ma sensu”.
-Niech mi pan powie, czy to jest konieczne, - odezwałem się, - może dajmy już spokój, co?
Facet skrzywił jedną stroną ust.
-Raczej nie, - powiedział, - Naszym zdaniem powinien pan tam wrócić.
-Wrócić? Po co?
-Żeby dokończyć to, co pan zaczął.
-No to rozumiem. Tylko po co? Nie można tego w ten sposób zakończyć?
-No właśnie nie. Już panu tłumaczę dlaczego. Po pierwsze nasz eksperyment okazał się niesamowitym sukcesem a wyniki były zaskakujące. Po drugie nasi sponsorzy i, co najważniejsze, mocodawcy domagają się kontynuowania tego przynajmniej przez jeden rok. To są ogromne pieniądze. Nie możemy z nich zrezygnować. Sam pan rozumie.
Spojrzał na mnie i widząc, że jednak nie wszystko ogarniam dorzucił:
-Oczywiście przez rok tamtego czasu. Poza tym to może źle się odbić na pańskiej psychice. Zresztą, takie odnoszę wrażenie, że pan sam chciałby tam jeszcze wrócić. Zgadza się?
Teraz ja się skrzywiłem.
-Proszę pana, to czy chcę tam wrócić to już moja sprawa, - powiedziałem, - teraz chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o to, co zamierzacie mi zaaplikować.
Nie wytrzymał, znowu wstał. Pochylił się nad stolikiem pozbierał dokumenty, złożył je w równy plik i podszedł do drzwi. Coś się zmieniło. Zacząłem się niepokoić.
“Nie rozumiem, dlaczego to wszystko tak dziwnie się toczy. Dlaczego oni nie mówią mi o wszystkim?”
Czułem, że coś się szykuje, że coś jest nie w porządku. Nie mogłem jednak określić co to może być.
Wcisnął przycisk obok framugi. Usłyszałem, że gdzieś za drzwiami rozległ się dzwonek. Wciąż nie miałem pojęcia co się święci, co za chwilę się stanie. Po co ten dzwonek? Po co te całe podchody?
Zdążyłem tylko zorientować się, że w tych drzwiach nie było klamki. W pierwszej chwili jakoś nie zastanawiałem się nad tym, ale gdybym chciał wziąć nogi za pas, to miałbym problem. Wzbudziło to we mnie kolejną falę lęku.
Upłynęła minuta. Drzwi same się otworzyły a do pomieszczenia weszła kobieta.
“Aha, to coś nowego”, - pomyślałem.
Przyjrzałem się jej uważnie. Była bardzo szczególna. Gdybym spotkał ją na ulicy czy gdzieś w biurze, starałbym się jej zejść z drogi. Była dość wysoka, dostateczne zgrabna, średnio ładna, lekko puszysta i miała ogromne cycki. Wszystkie te cechy nie świadczyły jednak o tym, że trzeba było jej unikać. Nie. Chodzi o to, że miała w sobie coś, co wzbudzało respekt. Nawet nie potrafię powiedzieć co to mogło być.
Najpierw spojrzała na gościa, który przed chwilą ze mną rozmawiał. Miałem wrażenie, że wymienili się jakąś informacją bez mojego udziału i w taki sposób, żeby to do mnie nie dotarło. Zmarszczyłem brwi. Nie wiedziałem co to miało znaczyć.
“Czy oni coś knują poza moimi plecami? No chyba nie. Nie wiem. Chyba zaczynam mieć już jakieś urojenia”, - pomyślałem.
Po chwili kobieta spojrzała w moją stronę.
-Pani Zosiu, - odezwał się, - ten zestaw proszę.
Podał jej kartkę z wypisaną jakąś listą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz