Szukaj na tym blogu

6 stycznia 2021

Projekt: "Przyszłość".

307. Zrobiłem to.

Stała przede mną i się uśmiechała. Czekała. Na co?   “Spokojnie, nic się nie dzieje”. Czułem, że popełniam błąd, ale zrobiłem to. Przez głowę ściągnąłem z siebie tę tunikę i byłem już nagi.

 


Dopiero teraz dotarła do mnie cała prawda. Cholera, albo i nie. W sumie to nie wiem. 
“Ja pierdolę, ona chce żebym się rozebrał!” - pomyślałem, - Pojebało ją czy co! Nie wydaje jej się, że jestem już wystarczająco rozebrany?! Przecież pod spodem nic nie mam!”
-Ale… - zająknąłem się, - ja już jestem… 
Nie widziałem, żeby jakoś zbiło to ją z tropu. Patrzyła tak jak wcześniej, bez szczególnego entuzjazmu.  
-No nie… - powiedziała spokojnie. 
Przełknąłem ślinę. “No to chuj, spełniły się moje najczarniejsze sny. Ta baba każe mi się rozebrać do naga. O nie, nie… mam uwierzyć, że chodzi jej tylko o zastrzyki?!  Przecież świat seksu jest tam, w mojej przeszłości. Tu ma być normalnie. Tu mam żonę i dzieci. Tu nie ma ruchania na prawo i lewo, prawda?”
-Ale czy to konieczne… mogę przecież… no wie pani… jakoś zawinąć tą, no, koszulę…
Stanęła inaczej. Skrzyżowała nogi, wyprężyła się i wystawiła do przodu biust. 
-No nie, - powiedziała jeszcze raz.
“Kurwa, czy ona się zacięła?! Jakaś katarynka jest?!  Nie umie inaczej się odzywać?”
Uniosła dłoń i pokiwała palcem. Miało to chyba oznaczać, że się ze mną nie zgadza, czy tak jakoś. 
-Proszę ściągnąć z siebie wszystko, - odezwała się bardziej stanowczo. 
W mojej głowie pojawiła się panika. Spierdalać, czy atakować?  Każda z opcji wydawała się głupia. 
-He… eee… ale… och… - zacząłem stękać niewyraźnie.
Odsunęła się na jakiś metr. Miałem wrażenie, że czeka na ostateczny atak. Stała i patrzyła. Mój własny kutas nie chciał ze mną współpracować. Bojkotował każdy mój plan. Pod tą jebaną tuniką szalał jak Azor na łańcuchu. Wiedziałem, że nie da się już nad nim zapanować.
“Boże kochany, co to za szopka?!  Niemożliwe, to ma być poważny instytut?! Co oni tu kombinują? Jak mam się przed nią rozebrać? Jak mam jej pokazać swojego sterczącego fiuta?” - kołatało się w mojej głowie. 
-Bardzo proszę, - powiedziała grzecznie, ale tonem nieznoszącym sprzeciwu, - niech pan nie robi problemów. Została mi już tylko godzina pracy i niech mi pan wierzy nie chcę żadnych kłopotów. Moim marzeniem jest pojechać teraz do domu, wejść pod prysznic, wykąpać się, zjeść coś i obejrzeć moją telenowelę. Ja naprawdę nie chcę panu zrobić żadnej krzywdy. To tylko kilka zastrzyków. Zrobimy to i już panu nie będę przeszkadzać. 
Ta akurat, zastrzyki… Trudno było mi uwierzyć w jej szczere zamiary. Gdzieś z tyłu głowy zmalało się czerwone światełko. Instynkt mówił, aby nie być tak naiwnym, no ale presja z jej strony sprawiła, że przestałem słucha głosu rozsądku. Po minucie przekonała mnie. 
“Jeżeli to tylko zastrzyki to okej. Trochę głupio tak nago, ale może rzeczywiście tak trzeba. Przecież różne są procedury. No ale tak naprawdę przecież nic się nie dzieje. Ona wygląda na porządną babkę”. 
Mimo wszystko gdzieś w zakamarkach mojej świadomości tkwił jakiś niepokój i coś, co mi mówiło “nie rób tego”. 
Uśmiechnąłem się do niej.
-Okej, w porządku, - powiedziałem, - przepraszam za moje zachowanie. Jestem dziś jakiś nerwowy dzisiaj. Już się rozbieram, proszę pani. 
Uśmiechnęła się. 
-Rozumiem. Ma pan prawo. Dopiero pan wrócił. 
Zdusiłem w sobie niepokój i wstałem. Nie wiem dlaczego, ale stwierdziłem, że nawet jeśli mam jakieś lęki to nie mogę pozwolić, by mną zawładnęły. Jeszcze raz spojrzałem w jej stronę. Nic się nie zmieniło. Nie było żadnego niebezpieczeństwa. Stała przede mną i się uśmiechała. Czekała. Na co?  
“Spokojnie, nic się nie dzieje”.
Czułem, że popełniam błąd, ale zrobiłem to. Przez głowę ściągnąłem z siebie tę tunikę i byłem już nagi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...