Szukaj na tym blogu

8 stycznia 2021

Projekt: "Przyszłość".


309. Czy powinienem uciekać?

Czy w tym momencie powinienem mieć już pewność, że to wszystko to jakaś ściema? Miałem i co z tego? Wisiało mi to. Czy powinienem uciekać? Może, tylko po co? Co miałoby się niby stać? Co miałoby mi zagrozić? Przecież nic się takiego nie działo. Czułem się tak, jakbym wypił dobrego mocnego drinka. Miałem poczucie, że świetnie się bawię. 


Pierwsze wrażenie było takie, że się uspokoiłem. Nie wiem, czy na pewno było to spowodowane działaniem tego specyfiku, ale nie było niczego innego, co byłoby za to odpowiedzialne. Odczucie było wyraźnie. Przestałem się denerwować, przestałem się bać a rzeczy, które do tej pory zaburzały moją równowagę stały się zupełnie obojętne. Wraz z upływem czasu wrażenie spokoju nasiliło się do tego stopnia, że nawet uśmiechnąłem się do tej pani. Nigdzie już nie chciałem uciekać a moim priorytetem stała się współpraca we wszystkim co tutaj się działo. Stawałem się obojętny, ale to nie było otępienie. Doświadczenie było bardzo przyjemne i odprężające. Co najdziwniejsze mój kutas wcale nie opadł. Chciało mi się ruchać tak samo jak przedtem, ale rejestrowałem to już zupełnie inaczej. 
-Ufff… - powiedziałem wypuszczając powietrze z płuc, - ale przyjemnie. 
Reakcja pielęgniarki była znamienna. Poruszyła się, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 
-A nie mówiłam, że nie ma się czego bać?! Nikt tu panu nie che zrobić krzywdy, panie Robercie. Wszystko, co robimy, robimy dla pańskiego dobra. Niech pan mi wierzy… 
Rozsiadłem się wygodniej. Odchyliłem się do tyłu i podparłem rękoma za sowimi plecami. Penis między moimi udami sterczał w najbardziej zuchwały sposób, jaki można sobie tylko wyobrazić, ale w jakiś dziwny sposób całkowicie mi to zwisało. Miałem w dupie co ona sobie na ten temat pomyśli. Nawet gdyby było tu dziesięć osób i wszyscy się na mnie gapili nie robiłoby to najmniejszego wrażenia. Pokręciłem tylko głową, nie mogąc się nadziwić, że jest mi tak dobrze.
-No, no, no… fajne macie specyfiki, - wymamrotałem leniwie.
Patrzyłem na nią. Zdawało mi się, ze nieco się rozluźniła, jakby zeszło z niej powietrze. Nie umajałem tego określić, bo byłem już w zupełnie innym stanie niż jeszcze pięć minut temu, ale zadawało mi się, że osiągnąwszy zamierzony cel, jakby przestała kontrolować każdy swój ruch. Kiedy odwracała się do mnie tyłem spostrzegłem, ze jej twarz przybrała jeszcze inny wyraz. Był bardzo charakterystyczny, tak jakby zacierała dłonie w geście satysfakcji. 
-Fajna zabawa, co? - rzuciła przez ramię, - To dopiero początek. Zobaczy pan jak działają następne. 
No właśnie. Czy w tym momencie powinienem mieć już pewność, że to wszystko to jakaś ściema? Miałem i co z tego? Wisiało mi to. Czy powinienem uciekać? Może, tylko po co? Co miałoby się niby stać? Co miałoby mi zagrozić? Przecież nic się takiego nie działo. Czułem się tak, jakbym wypił dobrego mocnego drinka. Miałem poczucie, że świetnie się bawię. 
Odwróciła się tyłem i ruszyła w kierunku stolika. Bezceremonialnie gapiłem się na jej wielki tyłek.
“Kurwa, daj mi tylko okazję, a zerżnę cię jak dziką sukę” - pomyślałem. 
Pochyliła się i zaczęła grzebać w metalowym pudełeczku. Z mojej strony nie było żadnej typowej okazji. Pogrążałem się w swoich wyobrażeniach o niej i relaksowałem. W końcu usłyszałem:
-O jest! No właśnie, teraz zaaplikujemy panu to.
Odwróciła się i szła już w moją stronę. W dłoni trzymała drugą strzykawkę. Ta była większa mniej więcej o jedną czwartą. Substancja w środku miała kolor lekko żółty. Widziałem, że igła jest grubsza, ale to nie wzbudziło mojego niepokoju. Chciałem się dobrze bawić i wiedziałem, że ta kobieta może mi to zapewnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...