315. Zapas różowego preparatu.
W strzykawce wciąż pozostawał cały zapas różowego preparatu, którego przeznaczeniem miało być, znaleźć się w moim ciele, właśnie tam, gdzie spoczywał koniec igły.
Teraz nastąpił główny etap wbijania igły w moje ciało. To był cały proces. Myślałem, że zwariuję. Szła bardzo powoli, ale pewnie, przebijając się przez kolejne warstwy moich tkanek. Czułem ją fizycznie, psychicznie i mentalnie. Niemal widziałem pod skórą jak zbliża się do mojego kutasa. Z głośnym sykiem wypuściłem powietrze z płuc. Rozluźniłem się na chwilę a później znów szarpnąłem w gwałtownym skurczu całego ciała. Byłem jak narkoman na głodzie. Pragnąłem tego całym sobą.
-Boże, jeszcze, jeszcze, och tak, tak… - jęczałem półprzytomnie.
Nagle wszystko się zatrzymało. Igła stanęła w miejscu jak wiertło, które trafiło na coś zbyt twardego. Nie wiem, co to było. Jakiś rogowaty fragment czy coś. Nie ważne. Chodzi o to, że odleciałem. Na chwilę poszybowałem do samego Boga, powiedziałem mu cześć i wróciłem na Ziemię. Cudownie.
“Jejku, teraz to już będzie tylko raj”, - pomyślałem sobie.
Popatrzyła mi w oczy, aby sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku, a później kontynuowała. Prowadziła swoje narzędzie bardzo precyzyjnie nie zważając na pojawiający się opór. Kolejne nowe, niesamowite doświadczenie. Zabolało trochę. To było nawet nieprzyjemne, aczkolwiek zastosowane w takiej sytuacji nabierało zupełnie nowego charakteru. Zacisnąłem zęby. W moich oczach pojawiły się łzy. Nie przerywała. Naciskała dalej. Wiedziała, że to jeszcze tylko chwila.
Gwałtowne szarpnięcie i przeskok. Przebiła się!
-Yhhh, yhhh, yhhh… - zacząłem dyszeć samoczynnie.
Zupełnie nie miałem nad tym kontroli. Zacząłem szarpać się w bardzo silnych automatycznych skurczach przypominających zejście na samo dno piekieł, albo kontakt z istotą wyższego rzędu. Moja wyobraźnia była sparaliżowana jednym tylko wrażeniem, że to mam w sobie, że mam to tak głęboko, że pozostanie to tam tak długo jak ona tego zechce. Ból wymieszany z niebiańską, niebotyczną rozkoszą, która była bardziej bezcielesna i bezosobowa niż wszystko, co tylko mogłem sobie wyobrazić.
W momencie, kiedy uznałem, ze to już koniec, że ta igła weszła we mnie do samego końca, okazało się, że ona zaczęła pchać ją jeszcze dalej. Dpiero kiedy wyżej uniosłem głowę, dostrzegłem, że to dopiero połowa. Połowa, a ja myślałem, że to już mój koniec. Nie byłem w stanie sobie wyobrazić ile jeszcze cudowności na mnie czeka.
Po upływie kilku długich minut poczułem, że więcej już się nie da. W sumie kiedy teraz tak na to patrzę to wiem, że to był ból. No tak. Co tu dużo się rozpisywać. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że właśnie ten ból sprawiał mi taką rozkosz. Goły facet leżał na kozetce z wielkim sterczącym fiutem wycelowanym w sufit a ponętna puszysta babka pochylała się nad nim i bez skrępowania nadziewała go na coś metalowego jak pieczeń na rożen. Teraz już wiedziałem, że wszystko, co mi tutaj zaproponują będzie przekraczało granice mojego poznania. Mieli mnie! Wiedziałem, że nie będę w stanie się już z tego wycofać.
Zupełnie zapomniałem, że to była dopiero połowa imprezy. Przeżyłem coś niesamowitego, byłem szczęśliwy, ale to nie był jeszcze koniec. W strzykawce wciąż pozostawał cały zapas różowego preparatu, którego przeznaczeniem miało być, znaleźć się w moim ciele, właśnie tam, gdzie spoczywał koniec igły. Nie miałem pojęcia jak to tam może się zmieścić i co wtedy będę czół. Już sama myśl o tym przyprawiała mnie o ciarki na całym ciele.
“Boże, Boże”, - myślałem, - “za chwilę eksploduję!”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz