317. Gdybym był koniem.
Jak mogłem mieć takiego kutasa! Żeby objąć go połowie długości, musiałbym użyć obydwu rąk. Gdybym był koniem, wszystko być może wydawałoby się bardziej naturalne. Koniem jednak nie byłem.
Zerknąłem na swojego kutasa. Był jak wielka, rozgrzana do czerwoności lufa armatnia wycelowana niczym moździerz prosto do góry.
“Cholera jasna, co to było”, - pomyślałem.
Niestety nie było czasu na szukanie logicznej odpowiedzi. Kolejne katatoniczne szarpnięcie sprawiło, że mój tors zareagował niczym resor samochodowy. Wygiął się w literę C, unosząc moje plecy nad posłanie. W ogłuszającym koncercie niesłychanie intensywnych doznań zmysłowo duchowych byłem już na drugim końcu Wszechświata. Znów upłynęło kilkanaście sekund.
Kiedy opadłem zobaczyłem ją nad sobą. Z odrobiną zdziwienia, ale też radości ocierała twarz z nasienia. Jej oczy, nos i usta prawie w całości były pokryte dość grubą warstwą mojego budyniu, który rozsiewał intensywny zapach seksu w całym pomieszczeniu. Nie mogłem uwierzyć w to, że aż tyle tego dobrodziejstwa jest teraz we mnie.
-No, no panie Robercie, brawo! Widzę, że pańskie ciało pozytywnie reaguje na naszą terapię genową, - usłyszałem jej głos, który miał być pochwałą dla mojej energii witalnej.
Leżałem z zaciśniętymi zębami i wybałuszonymi oczami, próbując wyrównać rozchwiane parametry życiowe. Czułem, że to jeszcze nie koniec zabawy, że za chwilę nastąpi kolejny wystrzał. Proces postępował samoczynnie. Znów robiło mi się coraz bardziej przyjemnie i słodko.
Pomimo tego co przed chwilą się stało nie zmieniła swojego zachowania. Tak jakby owy niefart z opryskaniem sufitu i jej twarzy nie miał dla niej jakiegoś większego znaczenia. Tak jakby to wszystko było zupełnie normalne. Nie otarła się nawet do końca. Warstwa gęstego kisielu wciąż pozostawała na jej policzkach.
Jeszcze raz pochyliła się nad moim brzuchem. Jej gęste czarne włosy opadały do dołu i bujnymi falami delikatnie muskały moją skórę. Nie wiem, czy zrobiła to specjalnie, ale to było jeszcze bardziej przyjemne. W natłoku gorących doznań pozwoliło mi, choć na trochę się rozluźnić.
Moja wyobraźnia szalała. Jej twarz była tak nisko, że nie mogłem dostrzec, co teraz robi. Zastanawiałem się, jaki będzie jej następny krok. Miałem wrażenie, że za chwilę jej usta dotkną mojego pępka dokładnie w miejscu, gdzie wdziera się w niego ta gruba i ostra igła. Tam bolało, piekło, ale tam też doświadczałem niebiańskiej rozkoszy. Każdy, najmniejszy bodaj ruch w tym miejscu mógł sprawić, że znów wyleciałbym w powietrze. Już sama myśl o tym doprowadzała mnie do orgazmu.
Nie wiem, czy myśli mają moc sprawczą, ale stało się dokładnie to, czego chciałem. Pochyliła się jeszcze bardziej i złożyła słodki gorący pocałunek dokładnie tam, gdzie metalowy przedmiot tworzył na mojej skórze podłużny wypukły ślad.
Przed moimi oczami znów zapadła ciemność a cały mózg wypełnił się rozkoszą. Później opanował mnie jeszcze jeden niesłychanie intensywny skurcz. Miałem wrażenie, że moje mięśnie za chwilę się pozrywają jak sparciałe postronki. Błagałem Boga, aby to nigdy się nie skończyło. Do moich uszu dobiegł mój własny rozdzierający przestrzeń krzyk:
-Iiiiiiaaaaaaahhhhh!!!
Kiedy znów byłem w stanie odbierać świat swoimi zmysłami, zdałem sobie sprawę, że rzucam się na posłaniu jakby mnie zarzynano. Tuż za jej głową widziałem mojego gigantycznego penisa. Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek będę w stanie przyzwyczaić się do jego rozmiarów. Wyglądał niczym potwór Frankensteina.
Jak mogłem mieć takiego kutasa! Żeby objąć go połowie długości, musiałbym użyć obydwu rąk. Gdybym był koniem, wszystko być może wydawałoby się bardziej naturalne. Koniem jednak nie byłem.
Cała jego powierzchnia pokryta była sękatymi wystającymi ze wszystkich stron grubymi żyłami w kolorze fioletowo zielonym. Na dodatek miałem wątpliwości czy kiedykolwiek będzie chciał opaść zwiotczenie do normalnych rozmiarów. Normalnych oczywiście w jego proporcjach. W tej chwili raczej na to się nie zanosiło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz