308. Czekałem na jakiś efekt.
Teraz zapadła cisza. Nic nie mówiła. Odsunęła się ode mnie na jakiś metr. Stała i przyglądała się uważnie. Siedziałem tak jak przedtem i także czekałem. Czekałem, ale nie wiedziałem na co. Pewnie na jakiś efekt. Tylko na jaki? Zdawałem siebie sprawę, ze to nie jest naturalne. Zastrzyki, które do tej pory dostawałem nie działały tak szybko.
Od razu przekonałem się, że miałem rację, ale było za późno. Jak się powiedziało A to trzeba było powiedzieć B. Kiedy spojrzała w dół i zobaczyła mojego sztywnego wielkiego kutasa, jej oczy zaświeciły się dziwnym blaskiem. Nie byłem pewny, ale tak mi się zdawało.
“Paranoja jakaś”, - pomyślałem.
Tymczasem ona odezwała się jeszcze bardziej miękkim i ciepłym głosem:
-Spokojnie. Grzeczny chłopczyk.
Nie wiem dlaczego, ale wcale mnie nie uspokoiła. Czułem, jak pakuję się w coraz większe gówno. Chociaż bardzo się starałem, nie potrafiłem się już z tego wydostać.
“Czy oni posługują się jakąś hipnozą?” - pomyślałem.
Stałem przed nią kompletnie goły ze sterczącą rakietą między nogami a ona gapiła się na mnie jak na jakąś ofiarę. Jeszcze nic nie robiła a ja już drżałem. Zachowywała się tak, jakby doskonale wiedziała, co się stanie i jak się zachowam. Wiedziała, że nigdzie nie ucieknę. Wiedziała, że jestem podniecony do granic wytrzymałości. Tylko dlaczego tak to wszystko owijała w bawełnę? Jeżeli chodziło jej tylko o seks? A może nie tylko o seks? Czułem, że moim ciałem zaczynają targać coraz bardziej intensywne skurcze.
W końcu zdecydowała się coś zrobić.
-Bardzo dobrze, - powiedziała, - tak stój, nie ruszaj się. Dobrze?
Łup, łup, łup… waliło moje serce. Miałem stać, miałem się nie ruszać, miałem czekać na to co się stanie, grzecznie czekać.
“Okej niech tak będzie. Niech tak się stanie”, - pomyślałem.
Dopiero teraz spostrzegłem, że miała ze sobą niewielkie metalowe pudełeczko. To było coś w rodzaju kasety na pieniądze. Postawiła je ostrożnie na stole i otworzyła. W środku były gotowe do użycia strzykawki napełnione jakimiś kolorowymi specyfikami. Na końcu każdej z nich siedziała ostra igła.
“Więc to jednak są zastrzyki. W sumie nie było się czego bać. Dobra, w takim razie niech zaczyna. Przecież nie boję się zastrzyków”.
Wyjęła najmniejszą z białym przezroczystym preparatem, ustawiła ją do góry i wypuściła bąbelki powietrza.
-Widzi pan, jestem zawodową pielęgniarką. Znam się na tym. Mam panu zaaplikować te leki i po wszystkim. Przecież się pan nie boi, prawda? Jest pan dużym chłopczykiem, panie Robercie, tak?
-Tak, tak, - bąknąłem.
Podeszła do mnie. W drugiej ręce trzymała gazik nasączony płynem odkażającym.
-Niech się pan tak nie denerwuje. Ten będzie w ramię, - powiedziała grzecznie.
“Acha, w takim razie gdzie będą kolejne”, - pomyślałem, - “bardzo fajnie”.
No ale nic, zastrzyk to tylko zastrzyk. Nie będę się rzucał. Tym bardziej że igła była bardzo cienka i nie wydawała się jakoś szczególnie groźna.
-Teraz przetrzemy skórę, żeby nie wdało się jakieś paskudztwo, a później ukłujemy i po krzyku. Tak?
Pokiwałem głową.
Nie patrzyłem nawet. Ledwie to poczułem. Kiedy wprowadzała substancję do mięśnia, minimalnie zabolało, ale wszystko było w granicach rozsądku.
Później dała mi wacik i kazała przez chwilę przyciskać w miejscu ukłucia. Chociaż raczej nie było to konieczne, zrobiłem tak jak chciała.
Teraz zapadła cisza. Nic nie mówiła. Odsunęła się ode mnie na jakiś metr. Stała i przyglądała się uważnie. Siedziałem tak jak przedtem i także czekałem. Czekałem, ale nie wiedziałem na co. Pewnie na jakiś efekt. Tylko na jaki? Zdawałem siebie sprawę, ze to nie jest naturalne. Zastrzyki, które do tej pory dostawałem nie działały tak szybko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz