302. Z pana zdrowiem wszystko w porządku.
-Z pana zdrowiem wszystko w porządku. Nie widzę, aby nasz eksperyment w jakiś negatywny sposób odbił się na pana organizmie.
Otworzyłem oczy. W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałem, co się właściwie stało. Byłem przekonany, że wciąż znajduję się w tej dość spartańskiej łaźni usytuowanej przy szkolnym basenie. Wciąż czułem zimną, twardą podłogę pod moimi plecami. Nawet zdawało mi się, że słyszę jeszcze głośny szum wody płynącej z natrysków. To było dziwne, bo miałem niedodarte przekonanie, że z różnych stron pomieszczenia do moich uszu dobiegają podniecone, rozochocone odgłosy kochających się par. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że moim ciałem targało nadal intensywne podniecenie. Tylko jakieś mgliste, bliżej nieokreślone przeczucie kazało mi myśleć, że jest zupełnie inaczej.
Cholera wie ile to mogło trwać. Bardzo trudno było mi określić ramy czasowe. Mój mózg wracał do rzeczywistości niechętnie i bardzo powoli. Tak jakby po długiej nocnej imprezie ktoś kazał nagle kazał mi swtać o szóstej rano. To było jak sen, jak bardzo, ale to bardzo realistyczny sen, sen, który polubiłem i nie chciałem się z nim rozstać. Niestety, z każdą upływającą sekundą czy też może minutą coraz bardziej uświadamiałem sobie, że każdy sen, chociażby najwspanialszy, kiedyś musi się skończyć. Tylko że ja nie chciałem, żeby mój sen się skończył.
Powoli zaczynałem odróżniać dźwięki, które do mnie docierały z tej i tamtej rzeczywistości. W jakiś sposób zdawałem sobie sprawę, że są dwie. Słyszałem przyciszone rozmowy nieznanych mi ludzi. Nie widziałem ich, ale musieli być gdzieś blisko. Przez chwilę starałem się na tym skupić. Tym samym odgłosy z przeszłości cichły i rozpływały się jak opary mgły. Stawały się coraz mniej rozróżnialne.
W końcu z wielkim trudem udało mi się obrócić głowę. Zobaczyłem nad sobą uśmiechniętą twarz mężczyzny. Jeszcze go nie poznawałem. Coś do mnie mówił. Nie mogłem zrozumieć co. Gestykulował. W końcu usłyszałem dźwięk dehermetyzacji kabiny. Klapa, która się nade mną znajdowała delikatnie drgnęła, a po chwili cała kopuła płynnie przesunęła się na jeden bok.
-Niech pan nic nie mówi, - powiedział, - to jeszcze trochę potrwa.
“Co on ode mnie chce? Co ma potrwać?” - próbowałem domysleć się o co w tym wszystkim chodzi.
Zaraz później mężczyzna dodał:
-Zawsze tak jest. Wybudzanie jest trudniejsze niż sama teleportacja, ale pracujemy nad tym. Następnym razem powinno być lepiej.
Czułem się nieciekawie. Moje usta były zaschnięte.
-Co? Jaka teleportacja? - powiedziałem ochrypłym głosem.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się jeszcze serdeczniej.
-Nic się nie dzieje. Zaraz panu wszystko wytłumaczę.
***
Nie wiem ile mogło upłynąć czasu. Znów ta ogromna trudność z jego rachubą. Znajdowałem się w jasnym, przestronnym pomieszczeniu. Ściany były pomalowane na biało a zza okna wpadały ostre promienie słońca. Panowała tu dość wysoka temperatura. Domyśliłem się, że jest to gabinet lekarski. Świadczyły o tym charakterystyczne szczegóły, takie jak przeszklone szafki z lekami i różnego typu przyrządy. Po przeciwnej znajdowała się kozetka, na której siedziałem. No i oczywiście był stolik pod tym oknem. Właśnie przy nim, tyłem do mnie siedział mężczyzna w białym fartuchu. Pochylony coś pisał staroświeckim piórem w dokumentach.
Facet był w średnim wieku, jego twarz miała kanciasty zarys, ale na ustach malował się szeroki szczery uśmiech. Odwrócił się do mnie i powiedział:
-Z pana zdrowiem wszystko w porządku. Nie widzę, aby nasz eksperyment w jakiś negatywny sposób odbił się na pana organizmie.
W pierwszym momencie jeszcze nie bardzo wiedziałem co jest grane, więc odezwałem się niezrozumiale:
-He… co?! Jaki eksperyment?
Mężczyzna uniósł dłoń w geście uspokojenia. Uśmiechnął się jeszcze serdeczniej i odezwał się:
-No tak, ma pan zaniki pamięci. Wiem. Spokojnie, to normalne. Za godzinę powinny ustąpić całkowicie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz