377. Wielka plama białego nasienia.
Pospiesznie zacząłem się wycierać. Obok stała Katarzyna i robiła dokładnie to samo. Zwinęła wielką kulę ręczników i włożyła między swoje zgrabne uda. Przeciągała raz za razem aż do momentu kiedy papier był suchy. Na podłodze wciąż pozostała wielka plama białego nasienia, które powoli zmieniało swoją barwę na przezroczyste i pachniało odurzająco.
Zofia stała oparta o regał i przygląda się nam. Bez zdziwienia, bez oburzenia, z lekkim uśmiechem wyrażającym zadowolenie i podziw. Była naga. Dlaczego naga? Przecież, o ile dobrze zapamiętałem zaczęła się już ubierać w nowe czyste ciuchy.
Dopiero po chwili zrozumiałem, o co chodzi. Spojrzałem w dół. Pod jej stopami leżały ubrania. Chyba te same, które wybrała ze stosu na półce, kiedy tu weszliśmy. Myślałem i zastanawiałem się co się stało. Czy się teraz rozebrała? Czy stało się to w tej chwili? Raczej tak. Co w takim razie robiła?
Po moich plecach po raz kolejny przebiegł znajomy gorący dreszcz. Oczywiście, to było zbyt proste, patrzyła na nas i zabawiała się sama.
-No proszę, proszę, wiedziałam, że ją w końcu dorwiesz, ale nie pomyślałabym, że nastąpi to tak szybko, - odezwała się.
Moja reakcja była dość chaotyczna.
-Och przepraszam, przepraszam, nie wiedziałem, że tu jesteś… - zaczynam się jąkać.
Nie przejęła się. Machnęła tylko ręką.
-Nie przepraszaj, no bo i za co. To nie żaden grzech. Taka jest twoja natura. Do tego zostałeś stworzony.
-Eee… tak? Do tego? Nie, nie… ja tylko…
-Przestań, nic się nie stało. Zrobiłeś to co do ciebie należało, a ona… - zawiesiła głos.
-Co ona? - w moich oczach było pytanie.
-Ona była gotowa, - zakończyła.
Czułem, że ma coś jeszcze do powiedzenia, że to nie wszystko.
Nagle zacząłem zastanawiać się, co dzieje się z moją partnerką. Jakby na chwilę zapomniałem, że ona też tu jest, że też ma w tym swój udział, że nie jest tylko fikcyjną postacią.
Poruszyła się. Uniosła na łokciach. Dyszała ciężko powoli dochodząc do siebie. Jej oczy zdawały się być bardziej błękitne niż przedtem.
-No dobrze kochani, - zakończyła Zosia, nie wyjaśniając, o co jej chodziło, - musimy się zbierać, bo nas tu zamkną. Słyszałam jak zamykali bramę A i B. Mamy jeszcze jakieś pięć minut.
Wzdrygnąłem się. W tym momencie uświadomiłem sobie, że w zasadzie nie wybraliśmy dla mnie żadnych ubrań i pewnie tego już nie zrobimy, kiedy znowu odezwała się cycata brunetka.
-Wiem, o czym myślisz chłopcze. Kasia była tak roztargniona i myślała tylko o jednym, że zapomniała zabrać ze sobą kartki z wymiarami twojego wielkiego cielska, gorylu.
Rzuciła w naszą stronę rolkę papierowych ręczników. Mój kutas był naprawdę wielki. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że był w tak malutkiej cipeczce. Wisiał teraz na wpół zwiotczały, ale wciąż gruby i żylasty. Musiałem przyznać, że wciąż wygląda okazale.
-No raz, raz, - ponagliła.
Pospiesznie zacząłem się wycierać. Obok stała Katarzyna i robiła dokładnie to samo. Zwinęła wielką kulę ręczników i włożyła między swoje zgrabne uda. Przeciągała raz za razem aż do momentu kiedy papier był suchy. Na podłodze wciąż pozostała wielka plama białego nasienia, które powoli zmieniało swoją barwę na przezroczyste i pachniało odurzająco.
-No chodźcie, wsze ubrania są po tamtej stronie, - powiedziała i pociągnęła mnie za rękę.
Poszedłem za nią jak bezwolny piesek. Nie powiem czułem się z tym dobrze. To był jakiś rodzaj zboczonej satysfakcji. W normalnym świecie pewnie bym się tego wstydził.
Kiedy pracownicy przyszli pod nasze drzwi byliśmy już ubrani. Robiliśmy tylko ostatnie poprawki. Ja pociągałem mocniej pasek u spodni a Kasia zapinała ostatni guzik białej bluzki z koronkowym dekoltem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz