367. Nie wiem, kiedy została poczęta.
-Tak ona też jest z tej linii czasu, - powiedział, - Jest moją córką, ale nie mam pojęcia jak do tego doszło. Śmieszne, nie wiem, kiedy została poczęta, ani kiedy się urodziła. Nic nie pamiętam. Kiedy to się stało? Nic tego nie ma w mojej głowie. Oni twierdzą, że jest inaczej ale ja czuję się tak jakbym przespał połowę swojego życia. Teraz obudziłem się tutaj, panie Robercie.
-Nie rozumiem.
-No właśnie, ja też nic nie rozumiem, - odezwała się młoda osoba, - ale nie przejmuj się. Tata od jakiegoś czasu wygaduje straszne głupoty. Był już u lekarza, ale zdaje się nie bardzo mu można pomóc. To jakiś beznadziejny przypadek.
Zaśmiała się, ale zaraz później ucichła. Z jego strony nie było żadnej reakcji. Tak jakby nie zauważył tego, co powiedziała jego córka.
-Tak jak podejrzewałem. Mnie też to czasami trudno pojąć. Zostałem tylko ja.
Byłem w rozterce nie wiedziałem, czy mam się skupić na niej, czy na nim i co w tej chwili jest ważniejsze.
-Tylko pan? - spytałem.
-Z dawnej ekipy, oczywiście. Tylko ja, panie Robercie.
-Jak to?
Uśmiechnął się gorzko.
-Oczywiście są inni, ale to się nie liczy. Nie z naszej linii czasu. To są moi koledzy po fachu. Niektórzy porobili doktoraty. Wstyd powiedzieć, ale oni mnie nie pamiętają. Tak jakbym w ogóle nie istniał.
Widziałem, że jest mu przykro. Ja sam czułem się podobnie.
-To dziwne niby niewiele się zmieniło, a jednak zbyt dużo, żeby to zaakceptować. Oni wszyscy są niby tacy sami, niby ich znam, a jednak zupełnie obcy. Urodzili się w zupełnie innej rzeczywistości panie Robercie. Nie tak jak pan i ja. Prawda? Pan pamięta wszystko?
Musiałem przyznać mu rację. Pamiętałem wszystko i to z najdrobniejszymi szczegółami a teraz czułem się kompletnie zagubiony. Chociaż, z drugiej strony, mnie chyba było trochę łatwiej. Zaczynałem się w tym jakoś odnajdywać.
-Nie wiem kto jeszcze, - mówił, - Na pewno są jeszcze inni. Na przykład Tadeusz. Nie wiem co się z nim dzieje. Nie ma go tutaj. Nic o nim nie wiedzą.
Pokiwałem tylko głową.
-Oni wszyscy, - zawiesił głos, - trzeba będzie ich poszukać, ale nie jest ich dużo, a i to pewnie za chwilę nic nie będą pamiętać.
Nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć jak zareagować. Coraz bardziej wątpiłem w to, czy kiedykolwiek uda mi się wrócić do swoich, do swojej linii czasu, jeśli gdzieś tam jeszcze istnieje i jeśli jest to jeszcze możliwe.
-Czas ciągle się dzieli i zmienia i nie wiadomo, w jakiej rzeczywistości obudzimy się jutro rano. Cholerny świat. Oczywiście dla nich wszystkich to, co się dzieje, wygląda naturalnie. Oni tego nie widzą. Nie znają nic innego. No bo i dlaczego.
Wskazał ręką na swoją córkę.
-Ona też.
Skrzywiłem się ze zdziwienia.
-Tak ona też jest z tej linii czasu, - powiedział, - Jest moją córką, ale nie mam pojęcia jak do tego doszło. Śmieszne, nie wiem, kiedy została poczęta, ani kiedy się urodziła. Nic nie pamiętam. Kiedy to się stało? Nic tego nie ma w mojej głowie. Oni twierdzą, że jest inaczej ale ja czuję się tak jakbym przespał połowę swojego życia. Teraz obudziłem się tutaj, panie Robercie.
-Oczywiście, oczywiście musimy sobie jakoś z tym poradzić. Chyba nie mamy innego wyjścia.
-Tak jak najbardziej. W sumie ten świat nie jest taki zły. Można powiedzieć, że ma wiele zalet.
Teraz on się uśmiechnął.
-Wie pan co panie Robercie, zaczynam wierzyć w reinkarnację.
-Tak?
-Tak. Wie pan, czuję się tak, jakbym narodził się w innym ciele, w innym czasie. Nie czuje się pan tak?
Przez chwilę się zastanowiłem
-Nie wiem - powiedziałem - sam nie wiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz