368. Żadnej bielizny.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie ma pod spodem absolutnie nic, żadnej bielizny. Powiewająca spódniczka i luźna bluzeczka skrywały wszystko, co miała, czym dysponowała. Wystarczyło tylko lekko odkryć, by mieć to w swoim posiadaniu.
Bomba wybuchła kiedy wreszcie sobie poszedł. Sam nie wiem co się wtedy dokładnie stało. Ten świat był tak mało realny, że chwilami przestawałem przywiązywać wagę do różnych drobnych faktów. To, co mówił było bardzo ważne, wiele wniosło do mojej wiedzy o tym, co się tutaj działo. Można powiedzieć, że w jakiś sposób wyjaśniało, gdzie trafiłem. Zdawałem sobie sprawę, że powinienem go słuchać z zainteresowaniem. Kto wie kiedy ta wiedza mogła mi się przydać. Gdzieś w podświadomości planowałem spotkanie z moimi bliskimi, nawet gdyby mieli mnie nie poznać. Na pewno było to bardzo ważne, ale, niesyty, podczas tego krótkiego niespodziewanego spotkania właściwie czekałem tylko na jeden moment. Czekałem kiedy ten bądź co bądź sympatyczny człowiek da sobie spokój z tym gadaniem i wreszcie pójdzie. Miałem nadzieję, w końcu wróci do swoich spraw. Jak mówił, był bardzo zajęty a poza tym chyba był przecież chory. Co prawda Kasia wspominała, że już zdrowiał, ale czy to miało jakieś znaczenie? Chciałem, żeby go nie było i tyle.
Nagle zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście już go nie ma. “Dobrze, że sobie poszedł” - pomyślałem. No tak, nie ma co ukrywać, nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie zostaniemy sami. No tak ja i Kasia. “Super idź sobie idź”. Jeszcze nie wiedziałem co będziemy robić. Co ja gadam. Nie wiedziałem co dokładnie oczywiście, będziemy robić, bo że będzie to coś szalonego to na pewno. Tego byłem pewien jak własnej ręki.
Przez tych kilka minut, które zdawały się być wiecznością, napięcie cały czas rosło i rosło. Zastanawiałem się gdzie właściwie kończy się skala. Oczywiście, o ile to było możliwe, starałem się nie okazywać wzmożonego zainteresowania jego córką. Starałem się to skrzętnie ukrywać, ale, sami rozumiecie, człowiek nie jest zrobiony z kamienia. Zważywszy na to co przed chwilą się tu wyprawiało. Nawet moje ciało okazywało to w sposób bardzo ostentacyjny.
Mój kutas bez przerwy unosił się to znów lekko opadał jakby pytał, czy to już koniec, czy wreszcie nastąpi jakaś przerwa, podczas której on będzie mógł wejść do akcji.
Kiedy Kasia zbliżała się do mnie i, niby przypadkiem, ocierała się o mnie, kiedy czułem jej słodki zapach odruchowo i niespodziewanie szarpałem się na całym ciele jakby ktoś traktował mnie prądem.
Kiedy wreszcie jego kroki ucichły na końcu regałów a my staliśmy naprzeciw siebie powietrze można było kroić nożem. Słyszałem przyspieszone bicie własnego serca. Mój fiut zrobił się tak wielki i twardy, że miałem wrażenie, że zaraz mi go rozerwie.
Nie zrobiła nic. Stała i czekała na mój krok, na to co ja zrobię. Była niska, dużo niższa ode mnie. Jej twarz znajdowała się na wysokości mojej klatki piersiowej. Jasne włosy, niebieskie oczy, drobne rysy twarzy, wszystko to sprawiało, że przypominała lalkę, małą laleczkę, zabawkę, kogoś tak bardzo nierzeczywistego, że robiąc najbardziej wyuzdane i niestosowne rzeczy nie czuło się najmniejszego wstydu czy wyrzutów sumienia. Można powiedzieć, że w pewnym sensie można było ją traktować jak rzecz.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie ma pod spodem absolutnie nic, żadnej bielizny. Powiewająca spódniczka i luźna bluzeczka skrywały wszystko, co miała, czym dysponowała. Wystarczyło tylko lekko odkryć, by mieć to w swoim posiadaniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz