362. Jaja jak u byka.
Nie mogłem powiedzieć, moje jaja były wielkie jak u byka, jednak ona doskonale sobie z nimi radziła. Nie przerażały ją te rozmiary.
Ku mojemu największemu zadowoleniu nie była to bajka i nie obudziłem się wcale. Z każdą kolejną chwilą coraz mocniej przekonywałem się w jak niesamowitym i cudownym miejscu się znalazłem, chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że to tylko zwykły magazyn i nic szczególnego tu nie powinno być.
Wiedziałem, że muszę być przygotowany na dalsze niespodzianki i dalsze intensywne emocje. Zachodziłem w głowę co też może się stać, co ona może jeszcze chcieć ze mną zrobić. Czy może będzie to dalsze całowanie, czy też coś jeszcze innego? Tylko co? Co jeszcze mogło mnie czekać?
Pochyliła się i znów ujrzałem czubek jej głowy, te jasne włosy, pod którymi kryła się śliczna buzia, która robiła tak cudowne rzeczy. Cały czas towarzyszyła mi moja niesłychana dziecięca wręcz radość. Jejku co za doznania!
No i oczywiście to, co zrobiła sprawiło, że zabrakło mi tchu. Powiem szczerze, że chyba powinienem być już przygotowany. Nie trudno przewidzieć, że właśnie to mogła mi zaserwować, a jednak czułem się tak jak przedszkolak, który dostał nową zabawkę. O tak właśnie tak!
Szeroko otworzyła swoje usteczka i z całych sił zaczęła zasysać skórę na moich jądrach. Prawie natychmiast pociemniało w oczach, moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Po chwili zapanowała totalna ciemność. Kolejna rzecz, którą pamiętam to szum wodospadu w uszach, uczucie spadania i ogromny wysiłek, aby nie stracić do końca przytomności, aby chociaż jako tako utrzymać się na nogach.
Udało się, ale kosztowało mnie to bardzo dużo wysiłku. Całe moje ciało pokryło się drobniutkimi kropelkami potu. Byłem jak rozpędzony pociąg, którego nie da się już zatrzymać. Chciałem więcej.
Jeśli w ogóle miałbym do czegoś to porównać, to było jak bańki, które kiedyś moja babcia stawiała mi kiedy byłem przeziębiony. Zawsze lubiłem to uczucie. Zawsze kiedy okrągły pierścień wprawiony w ruch dużym podciśnieniem wżynał się w ciało i mocno zasysał krew aż robiło się czerwone opuchnięte koło, które jeszcze długo potem nie chciało zniknąć, po moich plecach przechodziły ciarki. To były swego rodzaju legalne tortury. Nikt nie mógł mi zarzucić, że coś ze mną jest nie w porządku. W późniejszym wieku, kiedy zacząłem dorastać, próbowałem to nawet robić sam. Oczywiście z różnymi skutkami i przy użyciu różnych narzędzi. W ruch szły słoiki po dżemie małe butelki. Lekarskie bańki czasami trudno było dostać, z resztą jak się wytłumaczyć, że coś takiego się ma w swoje szafie w dwudziestym pierwszym wieku?
W tym wypadku to była zupełnie inna szkoła jazdy, wirtuozeria w takim wykonaniu, że aż dech zapierało. Już samo patrzenie na tę młodą laskę jak sprytnie się gimnastykuje u moich stóp było niezwykłym doznaniem.
Tak czy inaczej, to jeszcze nie był koniec zabawy, o nie. Jeśli kiedykolwiek miałem takie nadzieje, to bardzo się myliłem. Sprawnie przechodziła od etapu do etapu, i nie dała mi możliwości, aby zastanowić się nad konsekwencjami. Było to dla niej niczym gra na pianinie. Doskonale znała każdą nutę i zwrotkę robiła ze mną co tylko chciała a ja nic nie mogłem na to poradzić.
Nie mogłem powiedzieć, moje jaja były wielkie jak u byka, jednak ona doskonale sobie z nimi radziła. Nie przerażały ją te rozmiary. Jej buzia była mała, zdawało się, że zbyt mała, mimo to zwycięsko wychodziła z tej potyczki. Jeszcze szerzej ją otworzyła i zrobiła coś, co w ogóle nie przyszłoby mi do głowy. Bez namysłu na mocnym wdechu wciągnęła jedno z moich jąder do środka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz