Szukaj na tym blogu

2 marca 2021

Projekt: "Przyszłość".

363. Ta ich genetyka.


“W krainie czarów?” To śmieszne i niedorzeczne, a jednak mogło być prawdą. Odpowiedzią na te wszystkie dylematy była ta ich genetyka, te cholerne zastrzyki. Nie wiem co w nich mieli, ale prawdopodobnie mogli zmienić każdego w cokolwiek tylko chcieli. Jak to się działo, nie mam pojęcia, jednak działo się. 


-Yyyyyyyyhhhh… - wyrzuciłem ze swojego gardła. 

Znów zrobiło mi się ciemno przed oczami, znów chwiałem się jak drzewo na wietrze. Pomimo upływającego czasu nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Niestety działo się. Działo się coraz bardziej. Taka była prawda. Moje jajo siedziało głęboko w jej buzi i gdyby w tej chwili chciała zacisnąć swoje zęby, ogryzłaby mi go razem ze skórą. Oj miałbym nie lada problem. Była łaskawa. Nie zrobiła tego jednak. Dobrze. Nie wiem co mogłoby się stać. Czułem  dreszcze na całym ciele. 

Po dłuższej chwili wypuściła a ja już żałowałem. Odetchnąłem, ale w duchu błagałem, aby natychmiast to powtórzyła. Odjechałem całkowicie. Miałem wrażenie, że nie będę umiał bez tego żyć. Jęczałem, śliniłem się.

-Hyk… - wyrwało się z mojego gardła.

Nim zdążyłem wypowiedzieć swoje skryte życzenie już poczułem, że moja druga kula jest wciągana w głęboką czeluść jej słodkiej buzi. Prawie zamarłem. Bałem się oddychać. Po kilku sekundach znowu opanowała mnie ciemność a w uszach dudnił szum.

Jejku, gdyby trwało to jeszcze dłużej pewnie padłbym tutaj trupem, ale ona zmieniła nieco taktykę i przeszła do nieco bardziej delikatnych pieszczot. Co wcale nie znaczyło, że były mniej emocjonujące, po prostu łatwiej było mi je znosić. 

Teraz nastąpiło delikatne i subtelne lizanie. Raz przy razie bez pośpiechu taktycznie i celowo. Starałem się rozluźnić, ale było to niesłychanie trudne. Nie wiem jak to się działo, ale chciało mi się śmiać i płakać zarazem. 

Pociągnięcia były długie, dołu do samej góry. Zaczynały się gdzieś między nogami, głęboko w kroczu. Musiała pomagać sobie rączkami, inaczej nie dałaby rady. Sprawnie przytrzymywała i unosiła ciężki worek, ustawiała tak, żeby jej szorstki, ale niesłychanie podniecający języczek mógł dotrzeć właśnie tam gdzie chciała. Nie zważała na rzadkie grube włosy, które mierzwiły się po drodze. Nie stanowiło to dla niej żadnego kłopotu. Tak czy inaczej, stopniowo traciłem zmysły. 

Musiała się nieźle napracować, bo po kilku minutach mój worek był całkowicie mokry, oblepiony w jej ślinie. Poczułem to kiedy niespodziewanie przez cały magazyn przebiegł jakiś dziki podmuch. Myślałem, że zwariuję.

“Co teraz? Co dalej? Co mi jeszcze zaserwujesz, dziecinko?” Miałem ochotę chwycić jej małą główkę i nakierować jej usteczka na moją wielką buławę a później bez pardonu wcisnąć się w jej buzię tak głęboko aż straci oddech. Bałem się nawet, że nigdy to nie nastąpi, ale ona znów bardzo miło mnie zaskoczyła. 

Stało się to, czego oczekiwałem i to dokładnie w tym momencie, kiedy najbardziej tego pragnąłem. Doskonałe wyczucie czasu i miejsca. Nic dodać, nic ująć. W myślach dziękowałem całemu światu, że dzieje się to, co się dzieje, śpiewałem arie z radości i chciałem jeszcze i jeszcze. 

Wielki łeb mojego grzyba siedział w jej słodkich usteczkach. Nie mogłem pojąć jak się jej to udało. Przecież były takie małe? Może to jakaś magiczna sztuczka?  Przecież nie mogła otworzyć ich tak szeroko. Chyba że… przez moją głowę przebiegła szatańska myśl. To mogło być prawdą. Przecież w pewien sposób znajdowałem się w krainie czarów. Skoro mnie zmienili tak bardzo, to może i ją. Kto to wie.

“W krainie czarów?” To śmieszne i niedorzeczne, a jednak mogło być prawdą. Odpowiedzią na te wszystkie dylematy była ta ich genetyka, te cholerne zastrzyki. Nie wiem co w nich mieli, ale prawdopodobnie mogli zmienić każdego w cokolwiek tylko chcieli. Jak to się działo, nie mam pojęcia, jednak działo się. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...