365. Trochę pana poprawili.
-No, no widzę, że trochę pana poprawili. Brawo, wygląda pan naprawdę dobrze! Powiem tak, sam bym tego lepiej nie zrobił.
-He, no tak. No tak, - stęknąłem.
Zaraz później pomyślałem: “No dobrze skoro już tu jesteś to może byś mi powiedział, co się tutaj dzieje?
Ze spuszczoną szczęką gapiłem się na nią nie wiedząc co się dzieje. Jakby nie było tematu. Zostawiła mnie i poszła między rzędy ubrań leżących na tych wielkich do sufitu regałach. “No zajebiście, kurwa tak się nie robi! Mała jaja sobie robisz czy co?!”
Dopiero po chwili dotarł do mnie męski niski głos. Dochodził z tyłu.
-No i jak ma się moja śliczna córeczka? Jak ci idzie praca kochanie?
“Aha tak się mają rzeczy. Jeszcze lepiej. Teraz to już naprawdę komedia”, - pomyślałem, - “Co ja mam robić? Stać z tym kutasem jak baran, czy co? Może się schować nim zdążą mnie spostrzec?”
Powiem szczerze, że pewnie bym to zrobił, gdybym miał czas i jakieś możliwości, ale on był już za chwilę za moimi plecami.
“Zajebiście! Ja pierdolę, doskonale”
-O kogóż to ja widzę. Pan Robert we własnej osobie. Dzień dobry jak się pan czuje? - zwrócił się bezpośrednio do mnie.
Nie bardzo wiedziałem z kim mam do czynienia.
-Dzień dobry. Czy my się znamy? - wybąkałem.
-A jakże panie Robercie. Jak pan może mnie nie pamiętać. To ja pana sadzałem do kapsuły czasu. Ha, jeśli tak to można nazwać.
-A tak, - patrzyłem i byłem jeszcze bardziej zły. - Poznaję, rzeczywiście pan zamykał wieko tego czegoś, co zabrało mnie w przeszłość.
-No właśnie, właśnie ja. No i jak się pan u nas czuje?
“No i kurwa co ja mam mu powiedzieć, że przed chwilą jego kochana córeczka sprawiła mi zajebisty odlot, że o mało nie spuściłem się w jej słodką buzię? Co ja mam mu to powiedzieć?”
Stałem tak jak baran na tych kartonach z mokrym jeszcze do śliny kutasem a on obszedł mnie dookoła, obrzucił badawczym spojrzeniem, jeszcze raz szeroko się uśmiechnął i powiedział:
-No, no widzę, że trochę pana poprawili. Brawo, wygląda pan naprawdę dobrze! Powiem tak, sam bym tego lepiej nie zrobił.
-He, no tak. No tak, - stęknąłem.
Zaraz później pomyślałem:
“No dobrze skoro już tu jesteś to może byś mi powiedział, co się tutaj dzieje? Co to za szopka? Chociaż, nie powiem, podoba mi się to, to za chuj nic nie pojmuję.”
Nie musiałem się wysilać. Uprzedził mnie.
-Pewnie pan się zastanawia jak pan tu trafił i co to za rzeczywistość?
-Prawda. Tak, właśnie o tym myślałem.
-No jakby to panu powiedzieć. Nie wiem, czy pan właściwie zrozumie.
“No próbuj, może jednak zrozumiem. Nie jestem debilem”, - pomyślałem, ale znów nie powiedziałem tego na głos.
-Jakby to powiedzieć, najprościej ujmując, nastąpiła pewna awaria.
-Awaria? - powtórzyłem niepewnie i zabrzmiało to jak echo.
Spojrzał na mnie. W jego wzroku ujrzałem niepewność.
-Nie wiem, czy to można nazwać awarią. Chyba nie. Można powiedzieć, że padliśmy ofiarą własnego sukcesu.
W tym samym momencie zza regału wyszła Kasia. Kiedy tylko na nią spojrzałem od razu nabrałem ochoty na dalszy gorący seks. Tak naprawdę moje podniecenie, pomimo tej nietypowej sytuacji, niewiele się zmniejszyło. Można powiedzieć, że wcale. Mój kutas sterczał jak głupi i wcale nie mogłem nad nim zapanować, poniżej jąder coś mnie niemiłosiernie ciągnęło, a ona była taka młoda i tak subtelnie piękna. Trudno było zapomnieć o tym co przed chwilą robiliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz