Szukaj na tym blogu

5 marca 2021

Projekt: "Przyszłość".

366. Było już za późno.


-Kiedy się zorientowaliśmy, było już za późno. Ludzie masowo przenosili się w coraz dalsze zakątki czasu, tak daleko jak tylko mogli i to coraz starsi. Linia czasu podzieliła się na nieskończone gałęzie i odłamy. W pewnym momencie okazało się, że same efekty naszego eksperymentu wyprzedziły i nas samych i to, co zrobiliśmy. Wszystko zaczęło się zmieniać, nikt tego nie mógł zauważyć, ani zatrzymać. 


Miała na sobie bluzeczkę, tę samą, którą machała w powietrzu, kiedy mnie tu tak cudownie zapraszała. Chociaż, trzeba to zauważyć, był jeszcze jeden mały fakt, którego na samym początku nie spostrzegłem. Nie wiem, czy dobrze widziałem, ale zdaje się, że pod spód nic nie włożyła. Patrzyłem nie zwracając uwagi na jej ojca. Po chwili byłem już pewien. Nie miała na sobie staniczka. Jej drobne, ale jędrne cycuszki bardzo dokładnie odznaczały się pod cienkim materiałem naciągając go. Nie wiem, ale chyba musiała to czuć, bo sutki przy każdym, nawet drobnym, ruchu ocierały się o dzianinę. Chociaż, tak mi się zdawało, starała się ignorować bodźce dopływające z tego właśnie miejsca.

-Jak to ofiarą własnego sukcesu? - zwróciłem się do gościa, który nawiedził nas swoją obecnością. - Jak można paść ofiarą własnego sukcesu? 

Uśmiechnął się serdecznie i podrapał po głowie. 

Widziałem, że zaczynał już łysieć.

-Ano tak, widzi pan za dobrze nam szło. Sukces był tak duży i tak spektakularny, że kolejne instytucje i firmy zaczęły kupować licencje na seryjną produkcję naszego urządzenia.

To było coś nowego. Spojrzałem na niego kompletnie zaskoczony. 

-To produkowaliście je seryjnie? 

Wyszczerzył zęby w serdecznym uśmiechu. 

-A jakże panie Robercie i to na dużą skalę. Po jakimś czasie każdy przeciętny Kowalski mógł sobie pozwolić na zakup teleportera świadomości i podróżować do dowolnie wybranego miejsca w swojej przeszłości. 

Starałem się skupić, ale młodziutka dziewczyna, która stała obok wcale mi tego nie ułatwiała. Moje myśli uporczywie wracały do tego co wyczynialiśmy przed chwilą. Podeszła do ojca i na chwilę wymownie zawiesiła mu się na ramieniu. 

-No dobrze, - zastanowiłem się, - niech pan mi powie… coś wtedy już pan wspominał, że to wasze urządzenie zużywa mnóstwo pamięci i mocy obliczeniowej i że wasze komputery ledwie dają radę. Jak to rozwiązaliście? 

Uśmiechnął się jeszcze serdeczniej. Widać było, że trafiłem na jego czuły punkt. Objął córkę w pół i mocno przycisnął do siebie. 

-No tak, no tak panie Robercie, tak było, dopóki nie wprowadzono do powszechnego użytku komputerów kwantowych. 

-Aha, no to w takim razie coś przegapiłem. 

-No powiem panu, że nie jedno nie jedno panu umknęło.

-No dobrze niech pan mówi. Więc komputery kwantowe rozwiązały sprawę mówi pan, tak? 

-Oczywiście ich moc obliczeniowa o kilka rzędów wielkości przekracza możliwości poprzedniej generacji. 

-Więc teraz nie macie z tym kłopotów? I co, każdy może mieć coś takiego w domu?  To sensacyjne. Jak to się ma do niezgodności związanych z rozszczepianiem ścieżki czasu? Zdaje się, że też pan wtedy o tym wspominał? 

Kasia wreszcie odkleiła się od niego i teraz dla odmiany przeszła na moją stronę. Miałem wrażenie, że za chwilę uczepi się też mojej szyi. Trochę się wystraszyłem, bo czułbym się nieswojo. 

-No właśnie, trafił pan w samo sedno, - powiedział otwarcie, - Kiedy się zorientowaliśmy, było już za późno. Ludzie masowo przenosili się w coraz dalsze zakątki czasu, tak daleko jak tylko mogli i to coraz starsi. Linia czasu podzieliła się na nieskończone gałęzie i odłamy. W pewnym momencie okazało się, że same efekty naszego eksperymentu wyprzedziły i nas samych i to, co zrobiliśmy. Wszystko zaczęło się zmieniać, nikt tego nie mógł zauważyć, ani zatrzymać. Czas tak się poszatkował, że nie można rozpoznać gdzie jest początek a gdzie koniec tego wszystkiego. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...